środa, 25 lutego 2015

WDIC - słucha sie PAN DARCY

Dzisiaj będzie naprawdę krótko.
Mało mam czasu a pracy od groma...

W tym tygodniu nie mam kiedy pozaglądać do Was (i do siebie).
Może jutro.
Tydzień zaczął się okropnie bo pogrzebem i jakoś tak zacząwszy ani myśli skręcić w dobrą stronę.
W ciągu tygodnia nie zakończyłam żadnego z UFOków i nie zdążyłam pokajać się w akcji u MAIKi bez Metki...

Dzisiaj dziergałam tylko moment.
Na drutach, absolutnie przed kolejką udzierg z potrzeby chwili dla mojej przyjaciółki.
Odłożyłam wszystkie inne robótki bo chciałabym go skończyć w trybie ekspresowy.
Szal się dzierga (być może zmieni się jeszcze koncepcja i głównie z braku czasu, powstanie chusta zrobiona przy pomocy szydełka).
Włóczka to boskie Malabrigo (wełna i jedwab)

Słucha się coś absolutnie babskiego.
Po skandynawskich czarnych kryminałach oraz Pilipiuku, do którego jeszcze kiedyś wrócę (znaczy recenzję napiszę tylko muszę sobie przemyśleć co o nim sądzę) słucha się audiobook absolutnie babski.

Mia March, Poszukiwany Colin Firth.
W skrócie: jedno lato, trzy kobiety i pan Darcy.
Wypożyczyłam to czytadło ku pokrzepieniu, po przeczytaniu zdania na odwrocie okładki.
Życie potrafi zaskakiwać, ale zawsze trzeba wierzyć w szczęśliwe zakończenie...


środa, 18 lutego 2015

WDiC - ŚLIMAK I TRZECIE SPOTKANIE Z KURTEM WALLANDEREM

ŚRODA, PORA NA WSPÓLNE CZYTANIE I DZIERGANIE Z MAKNETĄ.

Czasu mam ciut mało, wpisy są robione na kolanie, dzierganie jakoś tak pomiędzy różnymi czynnościami (np. w drodze do Mamy).

Dzierga się w tym tygodniu ŚLIMAK.

Wzór ze strony DROPSA (na razie, teraz zrobi się ciut inaczej :))
Wpadłam na pomysł swetra robionego "na okrętkę, bezszwowo" podczas dziergania KOŁOWCA.
Zanim (lub jak Kto woli-zamiast) rozrysowałam/rozpisałam/przeliczyłam wzór - wpadłam na coś pasującego idealnie do mojej koncepcji.
Na stronie Dropsa- można zerknąć na niego tutaj IBEN.
Przy okazji tego wzoru można się podszkolić w rzędach skróconych.

Co nagle to po diable.
Nie przyjrzałam się schematowi i zdjęciom - schemat na dropsowej stronie jest ciut inny niz sweter ze zdjecia.
ale...
nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo w związku z ową różnicą- mój sweter za moment rozminie się ze wzorem.

Za parę dni będzie gotowy.

Czyta się (a raczej słucha) część trzecia przygód dzielnego Kurta Wallandera (Mankell, Biała lwica).
Cykl "Oko jelenia" Pilipiuka właśnie skończyłam i zastanawiam sie co o nim sądzę :)


Pora na kilka zdjęć mojego ślimaczka.
Dzisiaj muszę usiąść i policzyć ile ma oczek na krawędziach bo część druga będzie jednak wymagała wysiłku poleczenia i rozpisania wzoru.
Sweter już teraz wygląda przyjaźnie dla oka.
Cóż, zostałby w tej postaci gdyby nie "drobny" szczegół.
Otóż, niestety, prawdę mówiąc...rozmiar xs to nie jest mój rozmiar :)
W związku z powyższym, ślimaka jeszcze troszkę podziergam.




niedziela, 15 lutego 2015

ŚLIMAK KONTRA UFOK...

Tradycyjnie, zamiast wpisu poniedziałkowego, melduję w niedzielę co słychać w akcji walka z UFOkami (zapraszam przy okazji do MaiKi bez metki i do dzielenia się efektami walki).
Walka z UFOkami to w moim wykonaniu, prawie jak walka z wiatrakami...

Po zakończeniu KOŁOWCA, uznałam, że reszta niedokończonych udziergów może ciut zaczekać.
Tym bardziej, ze są dla mojej córki, Marci, która zawita do domu pod koniec czerwca.
Podczas dziergania kołowca, wpadłam na pomysł swetra dla mnie.
Przy okazji zrobię porządek z mnóstwem resztek włóczki zalegających szafę.
Szarość z brązem, beżem i niebieskim.
Drops Delight połączony z (chyba)  Kidsilkiem Dropsa.
W dodatku szperając na stronie Dropsa, znalazłam rozpisany wzór na tak skonstruowany sweter bez rękawów. Niczego nie musiałam przeliczać. Czary :)

Jest to coś dzierganego w  okrążeniach i kojarzy mi się z Francją.
Powstaje więc prawie plan Paryża lub jak kto woli ślimak.
Druty 5, dzieje się błyskawicznie.
Zaczęłam wczoraj.
Pod koniec tygodnia powinien być gotowy.
Wtedy wrócę do UFOków...

Na razie zdjęcie nr 1.

Z etapu bardziej zaawansowanego wrzucę coś w środę :)


czwartek, 12 lutego 2015

KOŁOWIEC (zapewne nr 1)

Jest :)
Mój pierwszy kołowiec.
Powiem Wam, że to swetrzydło jest proste jak...drut :)
Na żyłce.
Zero szycia.
Same prawe oczka.
Łatwizna

Podoba mi się.
Nawet bardzo.
I jest dwustronny.
Sama nie wiem, która strona wydaje mi się ładniejsza.

Jeszcze blokowanie. Liczę na zbawienne działanie eucalanu.
Wełna jest kolorowa i piękna ale gryzie, taka przaśna zdecydowanie.
Nic to, najwyżej Dziecko będzie go zakładało na golfy 
No i zakończenie rękawów ale to już po przymiarce :)

Podobno w weekend ma być w Gdańsku słońce.
Dorzucę wtedy kilka ładnych zdjęć.
Na razie wklejam te sprzed chwili - cieszę się, że go skończyłam i nie chce mi się czekać do soboty :)

SWETER KOŁOWIEC

SWETER KOŁOWIEC
SWETER KOŁOWIEC

SWETER KOŁOWIEC
SWETER KOŁOWIEC


środa, 11 lutego 2015

WDi C - WALLANDER / PILIPIUK CD

Dzisiaj będzie naprawdę krótko.

CHUSTA rozpoczęta w ubiegłym tygodniu, już się nosi.
Dzierga się kołowiec.
Najprawdopodobniej dzisiaj, najpóźniej jutro uda mi się go dokończyć.
Nie ruszę tylko rękawów bo sweter jest dla mojej Marci a ona zawita do domu zapewne pod koniec czerwca.
Rękawy są już zrobione, nie zakończyłam ich, zrzuciłam oczka i tak poczekają na przymiarkę.

Czyta się Pilipiuk. Tom 3. Drewniana twierdza.
Słucha się Wallander tom drugi (i czeka w kolejce trzeci).

Nie piszę już o optymistycznych zdarzeniach tegorocznych aby nie zapeszyć.
Po ostatnim wpisie mieliśmy prawie szpitalny epizod, nie wspominając już o tym, że ten tydzień upływa mi na intensywnym szukaniu pracy i nie jest to szczególnie pozytywne czy optymistyczne przeżycie...

Pora na zdjęcie.
:)

niedziela, 8 lutego 2015

POMIĘDZY UFOKAMI - SCALLOPED TRIANGLE SHAWL

Poniedziałkowa (słabo u mnie z czasem w poniedziałki) akcja u MaiKi bez metki - wpis kolejny.

W tak zwanym międzyczasie (niedokończone dziergadła kłują w oczy i podgryzają sumienie) udało mi się rozpocząć i o dziwo - dokończyć, szydełkową chustę.
Właśnie się moczy w eucalanie.

Wzór to
http://www.ravelry.com/patterns/library/scalloped-triangle-shawl

(link nie działa, identyczna chusta została opublikowana w roku 2015, pod nazwą VIRUS SHAWL

Materiał:
2 motki włóczki Fabel Dropsa w kolorze 300
1 motek Fabel Long Print kolor 655 (chyba, etykieta oczywiście została wyrzucona od razu po zdjęciu z motka)
2 motki Delight Dropsa kolor 05
Szydełko nr 3,5

Na początku zmieniałam kolor włóczki co dwa rzędy co pozwoliło mi nie ucinać nitki.
Pod koniec, kiedy miałam już resztki motków, po zakończeniu jednego koloru, łączyłam nić nawet w jednym rzędzie (w połowie rzędu znaczy). Został mi kawałeczek włoczki Dropsa Delight w kolorze brązowym.

Wczoraj dokonałam włóczkowego rachunku sumienia i w tym sezonie powstanie zapewne jeszcze parę chust z resztek posiadanych przeze mnie w szafach.
Scalloped triangle shawl

Scalloped triangle shawl


Pogoda oczywiście słaba na zdjęcie (śnieg zaczyna podsypywać i jest ciemno i szaro za oknami).

Wracam do UFOka najbardziej zaawansowanego czyli kołowca.
Dopiero w piątek dotarła do mnie przesyłka z brakującym motkiem i ...pobieżne przeliczenia uzysłowiły mi, ze na tak szeroką plisę robioną na drutach 3,5, jeden motek to za mało...
:)

Nic to, mam jeszcze asa w rękawie czyli czapkę z melanżowej włóczki, z której zrobiłam fragment tego swetrzydła. Plisa będzie połączona z tym melanżem i tyle.
Powinnam dokończyć kołowca tak około środy.

Miłej niedzieli.

AKTUALIZACJA

Chusta wydawała mi się tak jakby ciut przymała.
Po blokowaniu, z rozmiaru S-M zrobił się z niej XXL :)
Schnie zajmując całe łóżko.
Scalloped triangle shawl

Scalloped triangle shawl

środa, 4 lutego 2015

Wspólne czytanie i dzierganie - PILIPIUK kontynuacja

Środa?
Niemożliwe...
Znowu?

W związku z tym, że mam ostatnio naprawdę mało czasu- wpis telegraficzny.
Postaram się znaczy, bo mam problem z krótkimi wiadomościami.

Co się dzierga?
To co już było.
Powolutku żakardowe SKARPETKI IRISH DREAM DROPSA
Jeszcze wolniej pasiasty sweter PRAWIE BOXY dla Marci.
KOŁOWIEC  ma już rękawy i kawałek plisy - czekam na przesyłkę z włóczką...
Kamizelka - czeka na dzienne światło.

Miałam nie dotykać nowych robótek dopóki nie dokończę tych rozpoczętych ale wszystkie one są albo zbyt wielkie albo zbyt skomplikowane aby dziergać "po drodze". A w weekend jeździłam do mamy.
Uznałam więc, że potrzebna jest mi chusta pasująca do brązowego swetra i na szydełku znalazła się nowa robótka.

Będzie bardzo gruba i ciepła.
Przy okazji zmaleją odrobinę moje zapasy włóczek Dropsa (Fabel i Delight)

Czyta się jak widać nadal Pilipiuk. Cykl "Oko jelenia".
W klimacie poprzedniego cyklu czyli Kuzynek" (już przeczytanych). Tak trochę, pewnie dlatego, że sporo w nim historii.
Wyruszyłam wczoraj do biblioteki (a raczej bibliotek) i uzbierałam prawie cały cykl (nie było tylko tomu 4).
Wiecie, że w Gdańsku na kartę biblioteczną można wypożyczać we wszystkich filiach Biblioteki Wojewódzkiej?
Dzięki czemu mam 5 tomów Pilipiuka oraz 2 audiobooki...
Pilipiuk został zarekomendowany na stronie Intensywnie Kreatywnej jako literatura na poprawę nastroju. Bardzo teraz na czasie bo mam tu lekkie zawirowania zawodowe.

Dla urozmaicenia słucha się drugi tom opowieści o inspektorze Kurcie Wallanderze, śledczym ze szwedzkiego Ystad.
Lubię jakoś te skandynawskie historie kryminalne.

Poza tym mam nadzieję (zdaje się, że powinno się mówić stanowczo :"WIERZĘ ŻE" ) powolutku odchodzi w niebyt paskudny czas stagnacji w jakim tkwiliśmy ostatnio.
Drgnęło coś w sprawie Małżona i jutro ma spotkanie  w firmie.
Dziecko kończy studia i jest po wstępnej rozmowie o stażu w jednym BARDZO SUPER MIEJSCU :)

Pies się zadomowił a w związku z tym, że NIKT nie przejdzie castingu na potencjalnego właściciela to dalsze rozmowy o jego losie uznaliśmy za zakończone.
Małżon po zakomunikowaniu tego u pani weterynarz dostał w związku z powyższym dużą zniżkę na usługi weterynaryjne...

Oby ten rok rozkręcał się dalej w dobrą stronę.
Tak dla miłej odmiany.


Taaaaak, to miał być ten krótki wpis.




niedziela, 1 lutego 2015

Walka z UFOkami cz. III

W związku z tym, iż przewiduję jutro kompletny brak czasu, informację z pola walki zamieszczam dzisiaj.

Moje  UFOki mają się dobrze.

Kołowiec...
Zastanowiłam się i jednak zamówiłam jeden motek włoczki.
Trzy to zdecydowanie za mało na kołowiec
(bo to wcale nie jest Justa moje kochane, to bardzo zgrzebna kuzynka Justy czyli Faroe Islands Wool, 250m w motku, tak samo ostro i zgrzebna co barwna).
Mam już część plisy i o ile przesyłka z zeberki.pl dotrze szybko, kołowiec zostanie skończony tak w okolicach weekendu.

Kamizela - nietknięta.
Brakuje jej tylko plisy i wykończenia rękawów.
Plisa już jest i to ona jest przyczyną zastoju.
Przyszycie jej jest trudne i wymaga dziennego oświetlenia.
Dni coraz dłuższe - uda się.

Sweter z Socka Malabrigo - nietknięty.

Skarpeta rośnie powolutku.

UFOk nr 4 czyli chusta Ananasy - doczekała się finiszu.
Muszę zresztą szczerze wyznać, że to taki pół-UFOk .
Chusta była już skończona.
Po prostu podczas obcinania nitki kończącej chustę -ciachnęłam coś obok...
To coś obok odwdzięczyło się natychmiast i pokazało kawał sprutego wzoru.
Naprawienie tego kawałka było sporo trudniejsze niż sprucie większości górnej części i zupełnie nie wiem czemu się przy tej naprawie upierałam.

Wiecie że moje Ananasy to pierwsza ażurowa rzecz jaką wykonałam?
:)

Jeżeli Ktoś ma ogromną ochotę na wykonanie takiego mglistego ażuru ale nie ma odwagi, niech kliknie w zakładkę z lewej strony bloga...
Kliknięcie spowoduje, że trafi na kurs Intensywnie Kreatywny :)
Kurs łopatologiczny, który wytłumaczy "JAK TO SIĘ ROBI", oczko po oczku, rządek po rządku...





W związku z tym, że wszystkie moje UFOki są skomplikowane i nie nadają się na robótki podróżne, zabrałam się za szydełkową chustę (tym razem coś dla mnie, nie dla Dziecka).
Szydełko 3,5 plus Drops Delight i Fabel.
Gruba będzie i ciepła. Już mi się podoba.


środa, 28 stycznia 2015

Wspólne dzierganie i czytanie -Ciąg Dalszy

Mogłabym zrobić kopiuj-wklej z ostatniego wpisu, ewentualnie zmieniając tylko tytuł czytanej książki.
Na drutach to co było przed tygodniem.
Kołowiec dorobił się drugiego rękawa.
Chyba jednak będzie mi potrzebny jeszcze jeden motek wełny...



Czyta się Andrzej Pilipiuk - "Dziedziczki".
To już trzecia część tej serii.
Po pierwszym zastanowieniu i lekkim zdziwieniu stylem- spodobał mi się fantastyczny świat Pilipiuka. Świat alchemików, tysiącletnich księżniczek, łowców wampirów, golemów... a wszystko to we współczesnym Krakowie, z dodatkiem sentymentu za dawnymi wiekami i przemyconymi w tekście ciekawostkami historycznymi (cóż, Andrzej Pilipiuk jest z wykształcenia archeologiem).
Cykl powstał ponad dziesięć lat temu, zdaje się, że w roku ubiegłym wydano czwartą część, czeka mnie więc spotkanie z kuzynkami raz jeszcze.

Książkowo i dziewiarsko złożyłam relację :)
Teraz część "I nie tylko".
Opisałam już sposób w jaki zawitał do naszej rodziny pies.
Kolejny pies.
Po FELCE, nasz zwierzyniec powiększył się o jej brata, MERLINA.
Merlin uciekł śmierci spod łopaty i został zabrany przez Małżona pomimo ewidentnych braków lokalowych oraz finansowych ...
Cóż, aby być całkowicie prawdomówną muszę dodać, że został zabrany z zamiarem stworzenia mu domu tymczasowego i poszukania dobrego właściciela.
Wiecie, zamysł był dobry ale realizacja, jak to zwykle bywa, już niekoniecznie.
Merlin jest słodki. Czas biegnie.
Felka to cholernica a on jest typem melancholijnego marzyciela.
To ogromna odmiana po naszej pierwszej seterce, Melce.
Melka miała w szczupłym ciele, charakter czterdziestu psów.  I energię tyluż. I Dżinna na dokładkę.
Nasz melancholik jest zupełnie innym stworzeniem.

Pies nie widzi świata poza Panem.
Pan przeprowadza ostrą selekcję potencjalnych przyszłych właścicieli.
A Merlin pracuje i zdobywa punkty w grze "Najgrzeczniejszy pies tysiąclecia".
Na zdjęciu poniżej - nasza dwójka u weterynarza.
Felka poddana została bowiem przedwczoraj zabiegowi sterylizacji i jednocześnie pozbawiona jakiegoś paskudnego guza rosnącego na jej brzuchu.
Merlin został przetransportowany do weterynarza razem z nią i po zabiegach jakim został poddany, odstawiony do kojca.
Zdjęcie pochodzi od Pani weterynarz.
Felka po zabiegu odsypiała w klateczce pooperacyjnej a nasz nowy nabytek wylazł z kojca i rozejrzał się dokoła.
Przytaszczył z kąta stary karton, na którym ułożył się wygodnie i tak ich zastała pani weterynarz. Nos w nos przez pręty. Pilnował czy Felce nie dzieje się krzywda.
W zasadzie jeden pies może przyjechać tutaj, do mnie... Sprawa Małżona kiedyś się musi zakończyć, nie będzie tam wiecznie tkwił.

Pozdrawiam.

PS.
Dużym niedopatrzeniem z naszej strony było nazwanie psicy Felka. Tak jakoś samo wyszło po tej pierwszej, nazywanej domowo-roboczo Melką (nie od Melanii, tylko od: "gdzie mi tu z tą mordą? nie melaj cholero!").
Trzeba ją było nazwać Morgana.
Mielibyśmy wtedy tak legendarnie.
Artur, Morgana i Merlin.


poniedziałek, 26 stycznia 2015

Walka z UFOkami cz. II

Miało być krótko...

Już sie robi.
Kołowiec przyrasta - mam tylko trochę kombinowania bo 3 motki wełny Faroe Islands (skądinąd na Owcze Wyspy pojechałabym od  razu :)) to ciut za mało na kołowiec.
W dodatku robiony dość ciasno.

Dzisiaj dokończę rękawy (dochodzi kombinowanie z kolorami wełny, nie chcę wyraźnych pasków)
Jutro może zabiorę się za plisę.



Piszę może bo mam do załatwienia wizytę u lekarza pierwszego konfliktu a potem NFZ, czasu może być mało.

Skarpetka dorabia się pięty.

Reszta czeka grzecznie na zmiłowanie.
Chusta Ananasy leży na stole, może rzucę na nią dzisiaj okiem i przemyślę co z nią począć...

Uciekam do dziergania.

sobota, 24 stycznia 2015

UFOku w drogę cz. 1

Cóż,

słowo się rzekło, pora coś z tym zrobić.

Tak tylko słowem wstępu napiszę, że strasznie daleko wszystkie mieszkacie...
Szkoda wielka.
W pobliżu, z blogujących dziewiarek mam tylko MaiKę bez metki (mam problem z zapisem:))
Nie dość, że mam w pobliżu to jeszcze przyznam się Wam, że znam osobiście.
I to od dawna
Z 1/2 MaiKi nawet swego czasu pracowałam.
Znałam również ich Mamę, która była znakomitą dziewiarką i zapewne super zdolności dziewiarskie Dziewczyny dostały w pakiecie genów.

Do rzeczy.
W prawym górnym rogu wkleiłam baner i zamierzam rozprawiać się ze swoimi UFOkami razem z MaiKą,
Bardziej Martą, bo Karolina należy do tej szczęśliwej części dziewiarek, które UFoków nie produkują.

Jak zresztą sporo blogujących jak się okazało.

W każdy poniedziałek wrzucę, krótką informację jak się moje robótki mają...

Pakiet startowy:


1. Kołowiec
 2. Czarna kamizelka z kolorowymi kwadratami
 3. Fragment przodu do swetra z Malabrigo (reszta z Sock Playa)
 4. Chusta ananasy, której sprułam górny brzeg (i nie mogę połapać się jak to naprawić)
 5. Bajecznie kolorowe żakardowe skarpety dla Marci

Więcej dziewiarskich grzechów nie posiadam bo...sprułam.

Obietnica noworoczna- zero zakupów.
Zapas włóczki mam na ten rok wystarczający (chyba)


To tyle dziewiarsko.

Część druga wpisu "CZŁOWIEK TO WSTRĘTNE ... JEST"

Pisałam swego czasu o nowym SETERKU, którego sprawił sobie Mój Lekko Udomowiony Mężczyzna.

Historia seterki była dość smutna.
Małżon chciał kupić seterkę angielską i rozglądał się po najbliższej okolicy.
Trafił kiedyś do farmera, który oferował szczenięta setera angielskiego i wrócił z psem.
Nie było to zupełnie to o co mu chodziło ale kiedy zobaczył betonowy kojec i małe, brudnobiałe stworzenie - wrócił z nią do domu.
Stworzenie ma się dobrze.
Szybko sie uczy i poddaje tresurze.
Znaczy się Małżon się szybko uczy, pies robi swoje co jak gdyby potwierdza w pełni przynależność do rasy.
Wczoraj mój Mężczyzna milczał przez cały dzień.
Okazało się, że zadzwonił do niego farmer, od którego kupił naszą Felkę.
Miał jeszcze jednego szczeniaka, psa.
Zapytał czy Małżon nie chce, do pary.
Bo pies nie nadaje się do polowania, boi się huku.
Nie sprzedał go i nie ma co z nim zrobić.
Odda go.
Jak Małzon go nie weźmie to najwyżej łopatą załatwi problem...

Nazwaliśmy go Merlin. Pies ma rok i to jego pierwsze imię...







środa, 21 stycznia 2015

WDiC - KUZYNKI

Znowu środa,
wydaje mi się, że czas oszalał.

Aby nie tracić go na próżno, spieszę donieść, że post ten powinien się raczej nazywać PRUCIE i CZYTANIE.
Jedno i drugie idzie mi znakomicie.

Na drutach - rozpoczęty KOŁOWIEC, który prułam już dwukrotnie.





Wersja nr 1 miała spore dziury w miejscu dodawania oczek.
Wersja nr 2... tak, co to ja bym mogła powiedzieć o tej wersji?
Cóż,była na dziesięciolatkę :)
Opamiętałam się i znowu jestem w miejscu robienia dziur na rękawy.

Robótka nr 2 - ażurowe SKARPETY...


Pięć. Słownie PIĘĆ rzędów dziennie. Tyle obiecałam sobie robić.
Jak na skarpetkę to mało ambitnie ale dzięki temu rośnie sobie powolutku.
Jestem pełna podziwu dla osób dziergających żakardowe duże projekty.
Moje marzenie czyli sweter wypatrzony na KUCYKACH W KARDIGANACH, na razie poczeka.
Może kiedyś nauczę się dziergać szybciej takie wzory. Na razie wszystkie metody zawiodły.

Pozostałe UFOki leżą i też czekają na zmiłowanie oraz owe 5 rządków dziennie.
Czarna kamizelka czeka również na dziennie światło bo przy sztucznym po prostu nie widzę oczek.
Na szczęście opamiętałam się w porę i nie wrzuciłam oczek na chustę AEOLIAN...

Poza tym.
Czyta się.
Aktualnie "Kuzynki" Andrzeja Pilipiuka.
Nie czytałam nigdy żadnej książki tego autora. Sięgnęłam po niego dzięki wpisowi na stronie Intensywnie Kreatywnej. Wpis zatytułowany był POPRAWIANIE HUMORU  i dotyczył książek polecanych na gorszy dzień. Większość listy poprawia mi humor znakomicie, uznałam więc, że pora sięgnąć po wymienione tam nieznane mi tytuły.
Zaczęłam od Pilipiuka i po pierwszym zdziwieniu (styl jakby to powiedzieć, czyta się to trochę jak scenariusz!).
I od razu uprzedzam - jest to polska powieść fantastyczna dla młodzieży.
Mamy tu kamień filozoficzny, ołów zamieniany w złoto, alchemika, wampirzycę oraz złych i dobrych bohaterów.
Czyta się bardzo dobrze.

Idę do moich 5 rządków skarpetek...

niedziela, 18 stycznia 2015

UFO Busters i KOŁOWY DEBIUT

UFOki*...
Taaak
Szczęśliwcy, którzy ich nie posiadają.
Słyszałam, że niektórzy mają tak, że nie zaczną czegoś póki nie skończą poprzedniego (swoją drogą cóż za chwalebna "ogólnieżyciowa" dewiza, nie uważacie?)
W każdym razie, krótki przegląd blogów utwierdza mnie w przekonaniu, że brak UFOka w szafie, komodzie, szufladzie to stan bardzo dziwny.
Nawet chodzi mi po głowie podejrzenie, że z tym brakiem UFOka to trochę jak z posiadaniem jamnika, który nie sypia w łóżku Pańci/Pana.
W końcu właściciele jamników dzielą się na dwie kategorie. Są tacy, którzy pozwalają psu sypiać w łóżku i z mniejszym lub większym zażenowaniem przyznają się do tego.
Grupa druga- nie przyznaje się, że na takie draństwo pozwala:).

Jak zwykle odbiegam od tematu.
Krótki przegląd akcji antyUFO na Waszych blogach zmusił mnie do refleksji.

Otóż mam, mam mnóstwo UFOków.
Niektóre strasznie stare (jeden to znajdzie się nawet z poprzedniego wieku, ba - TYSIĄCLECIA).
Inne, nówki sztuki, tegoroczne nawet.

Postanowiłam wziąć się na sposób i wyłożyć to wszystko "na widoku".
Przez czas jakiś będę w domu sama i mogę sobie na to pozwolić.
To połowa sukcesu.
Druga- robię po 5 rzędów każdego (no prawie, wybrałam parę projektów) rozpoczętego swetra, skarpety, torebki, tuniki, chusty DZIENNIE...
Parę rzeczy sprułam wczoraj.
Dzięki temu, bez ogromnych wyrzutów sumienia rozpoczęłam wczoraj pierwszy sweter z koła.


Wełna to litewska Faroe Islands (100% wełny, siermiężna i szorstka dosyć).
Mam tego ciut za mało (3 motki) i połączę z jakimiś granatami no name / no znajomość składu w kolorze granatowym. Zapewne plisa będzie żeberkowana i do tego pasiasta.


Po drodze do domu zajrzałam natomiast do mojego Empiku, gdzie nabyłam koraliki potrzebne do wspólnego dziergania u Intensywnie Kreatywnej (AEOLIAN wzywa mnie jak syrena rybaka na pełnym morzu)


Dzisiejszy udzierg: 5 rzędów kołowca.
Rozpoczęłam go wczoraj, do momentu w którym jestem-idzie jak błyskawica. Niestety, z każdym kolejnym rzędem będzie coraz wolniej.
Teraz przymieram się do przyszycia plisy do kamizeli i być może dzisiaj zostanie ukończona :)
Na wieczór- skarpeta żakardowa, rękawy szarego, pasiastego swetra Marci i... narzucenie oczek oraz koralików na Aeolian...

Zobaczymy, na ile metoda ta jest skuteczna.

Zdjęcie ostatnie - koszyk z nagrodą :) dla mnie, za wytrwałość.


To też UFOki.
Sprułam wczoraj parę rozpoczętych rzeczy i nie zacznę dopóki nie skończę choć 3 z tych na drutach.
Kosz z Malabrigo...
Dwa kłebuszki na ażurowe chusty.
Jedna kamizelka, jedna tunika i jeden sweter łączony z Dropsem.
I jeszcze coś na chustę-otulacz...
Zupełnie niezrozumiałe, prawda?
Kosz leżącej odłogiem boskiej Malabrigo. Wełna-marzenie. A ja zmieniam co rusz koncepcję. Robię i pruję.
Gromadzę tę wełnę od ubiegłego roku...
Jak tak dalej pójdzie, ten rok zakończę niechlubnym tytułem "Twórca jednego projektu i Wielki Prujczy 2015..."


PS.
Chciałabym w następnym poście pokazać jakiś skończony projekt bo ostatnio to same "rozgrzebańce". A do środy z akcja u Maknety tak mało czasu:)
Pozdrawiam niedzielnie.

A, jeszcze jedno.
Dawno nie było "co się słucha".
Dzisiaj Bob Dylan/Siergiej Rachmaninow :)



*UnFinished Objects


środa, 14 stycznia 2015

WDiC - żakardowe wprawki

Aktualizacja 16-01-2015 r
Ależ wolno się to dzierga...
Wczoraj powstał tylko taki kawałeczek.
Chyba muszę  się zastanowić nad dzierganiem żakardowego swetra...
:)



Oczywiście, zamiast kończyć "rozgrzebańce", pod wpływem mojego wczorajszego wpisu dotyczącego KUCYKÓW W KARDIGANACH, wyciągnęłam z szuflady rozpoczętą robótkę i zabrałam się za żakardowe skarpety dla Marci.



W związku z koniecznością ciągłego liczenia kolorowych oczek nie czytam a słucham.
Coś lekkiego.
W tle lecą sobie przygody Roberta Langdona znanego pewnie większości z Was bohatera "Kodu Leonarda da Vinci" oraz "Aniołów i demonów".
Pomijając niektóre absurdalne rozwiązania zastosowane przez Dana Browna, lubię te jego czytadla.
Napisane są dobrze, czyta się szybko a przede wszystkim, poza Robertem Langdonem, bohaterem jego książek jest SZTUKA.
Czytając "Kod Leonrada da Vinci" miałam odpalony komputer i oglądałam wszystkie zabytki opisywane na kartkach książki.
W "Zwodniczym punkcie" spotykamy się z tajemnicami ukrytymi w "Melancholii" Albrechta Durera. Słucha się dobrze, żakard postępuję powolutku, przeganiam myśli o niedokończonych pracach (przyszycie plisy do kamizelki, dokończenie rękawów w pasiastym swetrze Marci).
Może do końca tygodnia coś się zmieni bowiem kuruję moje miesięczne, ustawiczne przeziębienie.
Tym razem bez protestów w kwestii zwolnienia lekarskiego.
Miesiąc leczenia "w kratkę" to dość dużo. Za mną dwie kuracje antybiotykowe a zapalenie gardła i zatkane zatoki w kondycji takiej samej jak na początku grudnia.
Tak więc układam się pod kocem i zabieram za dzierganie bajecznie kolorowych, żakardowych skarpet. Traktuję je jako wprawkę przed czymś większym.
Bardzo mi się podobają te żakardy...

wtorek, 13 stycznia 2015

POSZUKUJĘ WZORU

...na rozpinany kardigan.
Kolorowy żakard.
O, coś takiego:



Kucyki to Vitamin i Favla w ręcznie udzierganych kardiganach autorstwa Doreen Brown.
Promują archipelag Szetlandów a przy okazji lokalne rękodzieło.
Trafiłam na nie podczas poszukiwań informacji o ewentualnych miejscach spędzenia tegorocznych wakacji.
Szkocja i okolice są na wysokim miejscu na liście "do odwiedzenia".
Zdjęcia uroczych stworzeń i jakże cudnych kardiganów oraz krajobrazów wykonał Rob McDougall.
Jak Wam się podobają?
Urocze, prawda?
Ja jestem oczarowana.
Idę szukać wzorów kardiganów...
http://www.visitscotland.com/blog/scotland/shetland-ponies-in-cardigans/