Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swetry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swetry. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 marca 2025

Z ARCHIWUM XXX (cz.1)

Z kronikarskiego obowiązku postanowiłam wyjąć z szafy kilka udziergów, których jeszcze tu nie zamieszczałam (chyba :))
Wszystkie zostały zrobione z włoczki Malabrigo Sock połączonej z cieniutką nitką Kid Silk Drops.
To bardzo mile połączenie i lubię je bardzo. Kid Silk mnie nie drapie.

Podzielę się tu jeszcze domową anegdotą. Otóż sporo lat temu po dłuższej nieobecności zawitał w domu mój lekko udomowiony mężczyzna. Przyleciał bez komputera i postanowił skorzystać z domowego.
Odpalił go i na pulpicie zobaczył folder o obiecującej nazwie xxx.
Twierdzi, że to jedno z największych rozczarowań jakie przeżył. Miał już wizję kolorowych obrazków z przewagą barwy różowej. 
Tymczasem folder ten zawierał schematy haftów krzyżykowych…
Stąd archiwum xxx.

Sweter numer 1.









wtorek, 25 marca 2025

RECYKLING CZ.2

Właściwie nie wiem czy można to nazwać recyklingiem.

Jest to raczej naprawianie szkód.

Zrobiłam sobie kiedyś sweter, takiego zwyklaka z ogromnego motka kokonka. Lubię go bardzo i zdążył się ciut znosić. Co gorsza podeszłam w nim za blisko bardzo kolczastej róży i wyrwałam dziurę, całkiem sporą. Cerowanie odpadało. Postanowiłam połatać go w inny sposób. Efekt może nie jest porażający ale do czytania w ogrodzie będzie się ten zwyklak nadawać jeszcze długo.

Tak się teraz prezentuje mój naprawiony zwyklaczek. Szydełkowe kółko zakryło wyrwany fragment dzianiny.





czwartek, 6 lutego 2025

Wiosna…


Tak, wiem jaka dziś data.

Idzie luty obuj buty stało się już chyba mało aktualne.

Kwitną przebiśniegi, bratki i oczywiście ciemierniki. Te ostatnie to moja nowa ogrodnicza słabość.

Nie mogę im się oprzeć. Jest to jednak raczej zrozumiale skoro mowa i roślinie kwitnącej pomimo mrozu i śniegu. Moja kolekcja ciemierników powiększyła się w tym roku aż o sześć nowych egzemplarzy. Póki co moim ulubieńcem jest ten.


Mam już dosyć tej zimy.

Do wiosny niedaleko. Ba, wystarczyłyby trzy godziny, trochę polskich złotych i mogłabym znaleźć się w mojej równoległej rzeczywistości a tam…jest już wiosna. W Irlandii wiosna rozpoczyna się pierwszego lutego. Nie zmienia to faktu, ze pogoda jest tam prawie identyczna jak w Gdańsku.

Póki co słońce za oknami napawa optymizmem. 

Wyjdę chyba z domu aby realizować noworoczne postanowienia (spacerniak codziennie).

Na do widzenia wrzucam zdjęcie udziergu popełnionego jakiś czas temu.

Przez ostatnie lata poszalałam sobie z włoczkami i mam kilka swetrow, ktore zrobilam z naprawdę super włóczek. Moje ulubione Malabrigo (Sock) oraz cieniowane Kokonki podrasowane dodatkowo cienkim moherem (Kid Silk).

Moher nadaje lekkości i swetry wychodzą bardzo urodziwe.

Słoneczna pogoda sprzyja robieniu zdjęć. Kiedy uda mi się je „uwiecznić” trafią do tego mojego dziewiarskiego archiwum. Póki co znalazlam tylko jedno zdjęcie przedstawiające robotkę „w trakcie”.




czwartek, 3 października 2019

HURAGAN I MOHER

Jak stworzyć UFOka?
Już kiedyś o tym pisałam i niestety niewiele się od tamtego czasu zmieniło.
Może więc bardzo krótki przepis jak owego UFOka nie stworzyć?

Mamy robótkę na pewnym etapie zaawansowania.
Zazwyczaj pojawiają się na tym etapie dwie podstawowe przeszkody:
1. zmienia się nam koncepcja jak to ma wyglądać,
2. co gorsza koncepcja jak to ma wyglądać się nie zmienia a robótka od tej koncepcji znacząco się oddala...

Krotko mówiąc- nie idzie tak jak powinno.
Czego wtedy absolutnie NIE ROBIMY?

Absolutnie nie zaglądamy na blogi, instagram etc.
Dwa- nie zagladamy do szaf, szafeczek, szuflad, kartonów, rezerwuarów, w których mamy pochowane zapasy włóczek zakupionych bo była promocja (albo na chustę, która nigdy nie powstała i nie pamiętamy cóż to w ogóle byl za wzór)

Dlaczego o tym piszę?
Otóż jestem w trakcie robienia swetra.
Kolorystycznie bardzo mi się to podoba ale...
Miał być oversize a nie jest. Wiem, ze blokowanie to zmieni ale na razie jakoś mnie zniechęcił.
Muszę też przemyśleć kwestię rękawów (założenie jest takie, że kiedyś bedzie bardziej oversize niż teraz).











Zamiast nabrać oczka na rękawy, nie wygłupiać się i go dokończyć, sięgnęłam do pudła z włóczkami.
Wzrok mój padł na resztki Malabrigo Sock.
Takie w różnych kolorach, niekoniecznie miałam na nie pomysł.
Kolory, jak to w Malabrigo.
Piękne i zazwyczaj nie trzeba szczególnych umiejętności aby razem wyglądały dobrze.
Potem pomyślałam, że gdybym dorzuciła do tej włóczki jeszcze coś co calosc by „spięło”.
Dorzuciłam cieniutką nitkę Kid Silk Dropsa.
Powiem Wam, że to jest fantastyczne!!!
Próbka wygląda obłędnie a ja bardzo potrzebuję czegoś jesiennego.
Oczywiście zdjęcie nie oddaje tego pięknego brązu przełamanego różnorodnymi kolorami Malabrigo.
Siadam do pracy bo przydadzą mi się dwa swetry pasujące do moich ulubionych bursztynów.
Chyba stałam się fanką moherowego dodatku do innych włóczek.
Chusta Kompromis i sweter Petrol to moje ulubione dzianiny!

Tak więc bardzo zaawansowany sweterek udał się do pudełka „zrobię Cię później” a ja zaopatrzona w herbatę, koc i pilota od tv zaczynam nabierać oczka na nowy sweter.
Wszystkie urządzenia domowe posiadajace baterie się ładują (dzisiaj spodzewamy sie huraganu Lorenzo i ma naprawdę WIAĆ, w porywach do 160km/h)
Cóż, sezon na huragany uważam za otwarty.

Trzymajcie kciuki za dokończenie robótek bo mam z tym ostatnio jakieś problemy.

Obiecałam sobie jednak, że codziennie przerobię choć fragment tych rękawów w starszej robótce...













wtorek, 28 maja 2019

BZOWY SWETEREK

Czyli jak zrobić sweter z ażurowym karczkiem 😉

Potrzebne nam będą:
Bluzka zrobiona przy pomocy szydełka z ażurowym karczkiem (u mnie góra to wzór ze strony Dropsa- Sweet Mint)
Powstała z włóczki Drops Safran. I taka będzie nam potrzebna (u mnie to bawełna ze sprutej pozostałej części bluzki).
Jakoś się nie polubiłam z tą szydełkową bluzką.
Wszystko było z nią w porządku ale ja chyba po prostu lubię szydełkowe gwiazdki, chusty i elementy wykończeniowe.
W TYM MIEJSCU JEST STARY WPIS ZE ZDJĘCIAMI BLUZKI WERSJI SZYDEŁKOWEJ
Motek cieniutkiej włóczki (100% wełny estońskiej, 800 metrów w 100g)
Druty z żyłką.
Znaczniki.





Bluzkę prujemy zostawiając wyłącznie ażurowy karczek :)
Można też oczywiście zrobić sam karczek korzystając ze wzoru na stronie Dropsa...
W moim karczku ostatni rząd to same słupki.

Teraz robimy próbkę, która w tym przypadku jest absolutnie niezbędna.
Przykładamy próbkę do rzędu zrobionego słupkami i patrzymy jak to razem wygląda.
Ideał jest taki: jeden słupek odpowiada jednemu oczku w próbce zrobionej na drutach.
Jeżeli jest jakaś spora rozbieżność bierzemy druty w innym rozmiarze (na większych drutach próbka będzie miała większe oczka, na mniejszych-mniejsze).
Jeżeli wszystko wygląda dobrze bierzemy druty i nabieramy oczka. Do bzowej bawełnianej nitki dodajemy teraz tę cieniutką wełnę.
Wbijamy się w oczka słupka (dokładnie w to miejsce, w którym wbija się zazwyczaj szydełko) i nabieramy oczka w taki sposób jakbyśmy przerabiały oczka lewe.
Można sobie pomagać szydełkiem.
Ten sposób sprawi, że na brzegu powstanie ładny łańcuszek.





Po nabraniu wszystkich oczek przerabiamy kolejny rząd (okrąg tak naprawdę) na prawo.
Początek okręgu zaznaczamy markerem.
Dalej przerabiałam oczka w taki sposób jak w raglanie robionym od góry.
Oznaczyłam ośmioma markerami miejsca dodawania oczek (przymierzyłam karczek i oznaczyłam linie, w których powinny „przyrastać” oczka). U mnie te markery były oddzielone dwoma oczkami. W co drugim okrążeniu, zawsze w tym samym miejscu (od tego właśnie jest marker) przed i po markerze dodawałam po 1 oczku. Tak więc w co drugim okrążeniu dochodziło mi na drutach 8 oczek.
Robiłam na oko, do momentu, w którym uznałam, że pora już oddzielić oczka na rękawy.
Odmierzyłam ile ich potrzeba (zmierzyłam obwód ramienia i odmierzyłam odpowiednią ilość oczek na żyłce), przerzuciłam na dodatkową żyłkę i przerabiałam w okrążeniach część korpusu/tułowia.

Tu informacja techniczna jak ma to dalsze przerabianie swetra wyglądać. Liczby są oczywiście szacunkowe.
Powiedzmy, że po nabraniu oczek na linii karczku mamy ich na drutach z żyłką 160.
Na każdy rękaw potrzebujemy 30 oczek (czyli 2 x 30 = 60).
Pozostałe oczka dzielimy na dwie części (100 : 2 = 50)
Pamiętamy jeszcze o tym, że szydełkowy karczek ma miejsce połączenia i ono może wyglądać ciut gorzej niż reszta. Ja zazwyczaj przerabiam tę część swetra tak aby to miejsce było dokładnie na środku tyłu. Może jednak znajdować się z boku.
Jeżeli chcemy aby linia połączenia (zmiany okrążenia) wyszła nam na środku, zakładamy, że właśnie od tego środka rozpoczynamy teraz okrążenie.
Jesteśmy na środku pleców.
Z naszych 50 oczek na tył przerabiamy połowę (25).
Bierzemy kolejne druty z żyłką albo grubszą włóczkę i ściągamy na włóczkę lub żyłkę nasze oczka na rękaw (czyli 30 oczek). Zostawiamy oczka na rękaw na żyłce/ włóczce - zabezpieczamy je aby nam nie spadły i wracamy do drutów "podstawowych".
Teraz nabieramy na ten drut 4 oczka. To miejsce to nasza pacha. Przerabiamy kolejne oczka, czyli 50 na przód. Znowu zdejmujemy z drutów 30 oczek na drugi rękaw. Nabieramy znowu 4 oczka i przerabiamy 25 oczek tyłu.
Mamy na drutach coś takiego: 50 oczek tyłu, 50 oczek przodu i pomiędzy nimi po 4 oczka nabrane na podkrój pachy.
Przerabiałam wszystkie oczka na drutach (108) aż uzyskałam pożądaną długość.
Odcięłam teraz cieniutką szarą nitkę i zamknęłam oczka przy pomocy szydełka (wbijamy szydełko w oczko na drucie, przeciągamy nitkę. Na szydełku mamy jedno oczko. Wbijamy się szydełkiem w kolejne oczko na drutach, przeciągamy nitkę. Na szydełku mamy teraz dwa oczka i przerabiamy je razem (taki półsłupek się nam robi). Zamykamy tak wszystkie oczka.

Dół to trzy rzędy szydełkowych półsłupków i na koniec wszystko obrobione oczkami rakowymi. Wszystko to z bawełny Safran. Dół mamy wykończony.


Zabieramy się za rękaw.

Jesteśmy w miejscu tych nabranych czterech oczek pod pachą. Zostały one przerobione razem z resztą tułowia.
Dokładnie w środku nabrałam dwa oczka (nabieramy je tak aby wyglądało to jak kontynuacja robótki) i jeszcze jedno przed oczkami na drucie- wbiłam się po prostu w jakieś miejsce i to dwa rzędy niżej. Dzięki temu nie powstanie dziura z rozciągniętej nitki.
Wygląda to w skończonej robótce tak:



Przerobiłam oczka znajdujące się na żyłce. Znowu wbiłam się w miejsce za oczkami, dwa rzędy poniżej. Nabrałam dwa kolejne oczka w miejscu pod pachą. Wrzuciłam marker bo to jest nasz środek rękawa od wewnętrznej strony, pod pachą. Mamy teraz na drutach wszystkie oczka na rękaw. Przerabiamy je w okręgach. W miejscu markera, co sześć rzędów przerabiałam razem dwa oczka przed i po markerze aby równomiernie zwężać robótkę. Dół przerobiłam podobnie jak dół swetra (jest o jeden rząd mniej półsłupków).
Drugi rękaw robimy identycznie.

Zdjęcia nie za bardzo oddają barwę sweterka. Powiem Wam jednak, że dawno nie byłam tak zadowolona. Spieszyłam się aby go wykończyć bo dzisiaj wybywam na kilka dni. Wydaje mi się jednak, że sesji zdjęciowej nie będzie. Sprawdziłam prognozę pogody i w oko wpadła mi liczba 34...
Nie ma takiej opcji, poświęcenie ma swoje granice.
Za to po powrocie wrzucę kilka zdjęć z jednego z moich ulubionych miejsc na świecie.
Trochę się obawiam bo to powrót po 10 latach i obawiam się zmian. Nie wiem czy też tak macie.
Wracacie do gdzieś, do jakiegoś cudownego miejsca, wyidealizowanego dodatkowo przez upływ czasu i fantastyczne wspomnienia. Na miejscu raj rozczarowuje :(
Miałam tak kiedyś z Barceloną.
Po pierwszym pobycie wyjeżdżałam kompletnie zakochana.
Pamiętam jak pomyślałam w samolocie, że chcę wysiąść i tam zostać. Na zawsze.
Kolejny mój pobyt, po kilku latach był jednym wielkim rozczarowaniem.
Byłam w Barcelonie jeszcze dwukrotnie i znowu bardzo ją lubię ale nie jest to to magiczne miejsce ze wspomnie
Oby tym razem nie było to wielkie rozczarowanie.




środa, 24 października 2018

KOŁOWIEC NR 2

Dobry wieczór,

ozdoby świąteczne ozdobami ale w międzyczasie coś powstaje...
Jesień nadal nas rozpieszcza, spróbowałam wysuszyć na powietrzu nowy sweter.
Kołowiec nr 2 jakoś tak bardzo podobny do Kołowca nr 1.

Suszenie było trudne.
Felutka kocha rękodzieło i zawsze z dużym zainteresowaniem przygląda się moim pracom.
Tym razem też postanowiła zrobić odbiór techniczny...

Przy okazji pomyślałam sobie, że dawno nie było zdjęć moich Sierściuszków.
Z Felką nie ma większych problemów. Pozuje chętnie i można jej zrobić zdjęcie.
Gorzej z Merlinem (zwanym ostatnio Węglowodan, ze względu na preferencje żywieniowe. Pies-dziwadło. Kiedy widzi kiełbasę i racucha lub bułkę z masłem...wybierze bułkę/racucha)


Jedno z nielicznych zdjęć Marlina, na którym nie robi aż tak bardzo za mistrza drugiego planu (zazwyczaj udaje się go uchwycić w bezruchu, w pozycji na kangura, z wiadomego powodu...)


Tutaj Felutka pozuje na tle nowej graciarskiej (nowa miłość Małżona, połączenie piły, palet i gwoździ :)) zabudowy ogrodowej. Rośliny ciut ucierpiały i zapewne odchorują przeprowadzkę, niestety względy porządkowe przeważyły i znika trawnik z ogródka. Po prostu nie sposób uniknąć ton piachu wnoszonych na czterech wielkich łapach do domu...
Wszystkie rośliny powędrowały do skrzynek i dopiero w przyszłym roku będzie to jakoś wyglądało.
Trochę mi ich szkoda bo i żurawki i hortensje w tym roku wyrosły bardzo ładnie (podsypane szczodrze ukorzeniaczem przez Małżona, który myślał, że to odżywka do kwiatów).
To w tle, ta ciemna ściana to cecha charakterystyczna irlandzkich ogródków (lub raczej podwórko-ogródków jak je nazywam). Nie wiadomo z jakich względów tubylcy kochają te mury. Potrafią one otaczać nawet najmniejsze podwórka jakie w życiu widziałam. Bywa, że są częścią sąsiednich domów ale czasami nie i doprawdy trudno mi znaleźć uzasadnienie dla otaczania murem podwórka o powierzchni 5 metrów kwadratowych (tak, to nie pomyłka pięciu a nie pięćdziesięciu).
Wiecie, zanim tu przyjechałam na ciut dłużej, z zazdrością myślałam o świecie, w którym wszyscy mieszkają w domach.
Cóż. Problem w tym, że dla mnie "dom" był "domem" w znaczeniu swojskim, polskim.
Teraz się to ciut zmieniło ale do niedawna dom miał garaż, piwnice i tak około 200 metrów kwadratowych powierzchni. Do tego spory zazwyczaj ogród.
Przeciętny irlandzki dom to tak naprawdę domek. 60-80 m2. Z kartonowymi ścianami. Wieczną wilgocią, z którą całą zimę się walczy. Rurami kanalizacyjnymi biegnącymi po ścianach. Murem ogrodu sąsiada zasłaniającym kompletnie widok z okien. Salonem mającym 12-14 m2. Widziałam domy, które miały w sypialni, na podłodze...wystające kolanko rury kanalizacyjnej. Moja córka wynajmowała do niedawna "dom" o metrażu...48m2. Na górze były dwie sypialnie a na dole jeszcze jeden pokoik, "salon", kuchnia, łazienka i korytarz. 



Żurawkowa hodowla. Zapałałam do nich ogromnym uczuciem i rozsadzam na przyszły rok.

Krzaczek "podrasowany" ukorzeniaczem. W ubiegłym roku był to krzew wielkości tej fioletowej hortensji w dole zdjęcia...

Na koniec wpisu jeszcze raz Felka. Podejrzewam czasami, że nie jest to pies a kot. Być może ona też tak myśli. W każdym razie to jedyny seter jakiego znam wspinający się po drzewach i opatulający kocykami w każdym możliwym miejscu.


Tak poza tym, powolutku robi się też coś takiego...


Dobranoc :)


czwartek, 6 września 2018

ZWYKLAK METODĄ NA C...

Jak zrobić sweter metodą na C?

Ta myśl pojawiła się w mojej głowie razem z kolejnym, natrętnym pytaniem czy mogę w końcu zrobić jakiś "zwykły" sweter? Metroda na C (to mój debiut) okazała się łatwiejsza niż ta druga kwestia.
Zwykły sweter , zwyklak jak sama nazwa wskazuje jest...bez wodotrysków.
Ma korpus, dwa rękawy, jakiś ściągacz i w zasadzie przydałby się jeszcze "zwykły" kolor.
Najlepiej bez tych ekscesów kolorystycznych fundowanych nam przez ręczne farbowanki.
Przydałby się taki zwyklak. Do koszuli chociażby. Za każdym razem kiedy zamierzam go zrobić, w trakcie pracy coś zmieniam i zwyklak jakoś się robi mniej prosty...
Przejrzałam zapasy włóczkowe (oj ten zakaz kupowania nowych motków :()
Znalazłam pięć kłębków merino (Ella Rae zakupiona na coś kompletnie innego)
Zlokalizowałam szybko instrukcję robienia takowego sweterka z C w metodzie.
Mój powstaje na bazie bezpłatnego wzoru z Ravelry (on the beach Isabell Kraemer, jest polski opis sporządzony przez Intensywnie Kreatywną Agnieszkę)
W celu uniknięcia sytuacji, w której porzucę kadłubek z oczkami na żyłkach gotowymi do wykonania rękawów tym razem zabrałam się za nie od razu.
I to by było na tyle w kwestii zwyklaka bo jak to zawsze bywa w czasie mojej zabawy z dziewiarstwem pomysł w tak zwanym "międzyczasie" zaczął się jakoś modyfikować...
Zaczęło się od dekoltu (a może by tak wykończyć go jakoś inaczej? Nie tylko rzędem półsłupków lub kilkoma rzędami ściągacza?) i dość szybko pojawiła się myśl o asymetrycznym dole.
Nie lubię tak asymetrycznych swetrów to ...półprodukt.
Wykończenie tego swetra zajmie mi więcej czasu niż wydzierganie bazy.
Na razie mam zrobiłam dekolt i częściowo dół. Zostały ściągacze na rękawach oraz...zlikwidowanie tego skosu. Nabrałam już oczka wbijając się od wewnętrznej strony za ostatnie oczka ściągacza i właśnie zastanawiam się czy to zadziała? Może będzie się odwijało? Zobaczę.
Wracam do pracy :) Miłego dnia.




Zwyklak w trakcie przeobrażania się w mniej-zwyklaka



piątek, 3 sierpnia 2018

W TRAKCIE

Dzień dobry,

irlandzki upał odrobinę zelżał i postanowiłam wyjąć z szuflad kilka zaawansowanych "ufoków".
Na pierwszy ogień poszedł sweter robiony przed rokiem. Jak wszystkie udziergi sprzed roku, rozpoczęty został w szpitalu. W praktyce sprawdziłam w tym czasie teorię, że nic tak nie uspokaja jak dziergania. Nawet joga...
Poza tym dziergać przy łóżku niezbyt a czasami całkiem nieprzytomnego Małżona się dało bez większych konsekwencji. Wątpię czy joga w moim wykonaniu, na szpitalnej podłodze, przeszłaby bez echa.

Dzierganie w ubiegłym tygodniu (równiez w samochodzie podczas wyprawy do Dublina) posunęło sprawę mocno do przodu. Teraz tylko rękawy. "Tylko" rękawy... czemu one nie chcą się robić tak szybko jak reszta?

Na zdjęciach efekty dziergania ogródkowego. Kontrola jakości (Felka oczywiście) na miejscu. Czujna jak zawsze.
Włóczka to moje ulubione Sock Malabrigo w kolorze Pocion.
Druty nr 3 (oraz 2,5 do zrobienia ściagaczy)
Kolor włóczki jest najbardziej zbliżony do tego na ostatnim zdjęciu.





niedziela, 22 lipca 2018

Szydełkowa letnia bluzka z bawełny

Dzień dobry!

Niedziela miała być „wyjazdowa”. Plan był świetny. Pakujemy się rano i jedziemy do stolicy. Po drodze Glendalough i Wicklow.
Jak już napisałam plan był super, nie uwzględniał jedynie czynnika losowego.
Czynnik ów zadziałał wczoraj. Moja Druga Połowa wstała z fotela, lekko się obróciła i... tak już została. Rwa kulszowa nie jest najlepszą towarzyszką samochodowej podróży oraz zwiedzania, zmodyfikowaliśmy więc plan i dzięki temu dzisiejszy dzień spędzę na dzierganiu, wyszywaniu, przeglądaniu blogów i byczeniu się w ogródku. Też dobrze.
Przy okazji pokazuję ubiegłoroczną bluzkę z bawełny (Drops Safran)

Na jednym ze zdjęć widać też mój hafciarski projekt.
Dotarłam do półmetka i zamierzam zakończyć go do końca roku...
Zobaczymy :)

Bawełniana bluzka z bawełny (Drops Safran)

Bawełniana bluzka z bawełny (Drops Safran)

Bawełniana bluzka z bawełny (Drops Safran)

Bawełniana bluzka z bawełny (Drops Safran) i krzyżykowa niekończąca się praca...

Bawełniana bluzka z bawełny (Drops Safran)

Miłej niedzieli!

sobota, 30 września 2017

CO SIĘ DZIEJE CZ.2

...czyli post dość medyczny.

Dawno mnie nie było.
Bardzo dawno nawet bo mamy niezwykle kiepską drugą połowę roku.

Małżon nadal w szpitalu. Jutro minie dziesiąty tydzień...
Z tych dziesięciu tygodni, cztery dni spędził na "zwykłej" sali, tydzień na intensywnej terapii, pozostałe tygodnie na sali intensywnego nadzoru medycznego...

Teraz do rzeczy.
Dlaczego właściwie o tym piszę?

Otóż moje drogie dlatego, że Moja Druga Połowa zachorowała na bardzo wredną rzecz.
Zapalenie trzustki.
Wywołane... kamicą żółciową.

Teraz łapka w górę. Kto ma kamicę pęcherzyka żółciowego? Co jakiś czas po bigosiku, surowej wędzonej polędwicy, tłustym obiedzie sięga do apteczki po sylimarol/raphacholin/ziółka/leki rozkurczające?

Ja przeżyłam tak ponad dwadzieścia lat...
O kamicy dowiedziałam się tuż po urodzeniu dziecka i świadomość ta towarzyszyła mi wraz z mniejszymi lub większymi dolegliwościami przez lata całe aż do ataku, po którym dostałam mechanicznej żółtaczki. Okazało się, że kamień utkwił mi w drogach żółciowych i trzeba było zabiegu endoskopowego aby udrożnić drogi żółciowe i pozbyć się intruza.
Od razu po wyjściu ze szpitala umówiłam się na zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego.

Przez te wszystkie lata ani razu nie usłyszałam od lekarza, że nie ma co zwlekać z zabiegiem bo konsekwencje mogą być dramatyczne.
Można "załapać się" chociażby na takie zapalenie trzustki albo na nowotwór (na który zmarła moja Mama, bez żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego... po prostu któregoś dnia zrobiła się żółta i od diagnozy w szpitalu, do śmierci minęły niecałe 3 tygodnie...)

Ostre zapalenie trzustki to bardziej niż niebezpieczna choroba.
Leczenie jest długie, pacjent w tym czasie często przebywa w śpiączce farmakologicznej, otumaniony morfiną, spuchnięty, obrzmiały, z gorączką, wymiotami, może pojawiać się niewydolność płuc, nerek, serca, zakrzepy...
Do wyboru, do koloru.
A wszystko to przez kamień, który sobie gdzieś ugrzązł.
Jutro mija dziesiąty tydzień "naszego" chorowania.
O dacie wypisu ze szpitala rozmawiamy tylko w formie czarnego humoru.
Na razie nie ma o tym mowy.
Mój rekord to 40 godzin weekendu spędzonych przy łóżku.
Jedyne optymistyczne wiadomości są takie, ze krytyczny okres mamy za sobą ale...

Mam tu też dodatkowy stres zupełnie innego rodzaju.
Irlandzki szpital...
To jest temat na odrębny wpis i może kiedyś go zrobię. Na razie udało nam się (po wykorzystaniu wszystkich możliwych metod, włącznie z oficjalnymi skargami na szpital) doprowadzić do przeniesienia Małżona do sąsiedniego szpitala. Maja tam specjalistę od trzustki i zdecydowanie bardziej kompetentnych lekarzy. Pojawiła się nadzieja, że teraz leczenie ruszy z miejsca.

Tak więc, jeżeli któraś Was odkłada na później decyzję o wizycie u lekarza to bardzo was proszę - umówcie się na zabieg. TERAZ.

No dobrze, teraz jednak coś dziewiarskiego.
Dziergam zadziwiająco mało.
Wbrew pozorom, nie mam wcale dużo czasu przy tym szpitalnym łóżku.
Skończyłam wakacyjną bluzkę z bawełny.
Na razie zdjęć brak bo pogoda nie nastraja.
Teraz na drutach moje ukochane Sock Malabrigo.
Kolor Pocion.
Jesiennie jest na drutach. Kolory mchu, kory, ziemi i jesieni.
Troszkę to potrwa bo druty 3,25 i morze nitki do przerobienia przede mną.
Wbrew pozorom nie będzie to bowiem czapka...


Pozdrawiam jesiennie :)

sobota, 29 lipca 2017

CO SIĘ DZIEJE?

Wpisałam tytuł posta i na dłuższą chwilę znieruchomiałam.

Ze wstydem przyznaję, że posty piszę "w biegu". Nie przykładam się za bardzo do tekstów. Wrzucam zdjęcie, piszę parę zdań. Ot,blog to takie moje miejsce, w którym mam zdjęcia wydzierganych przez siebie rzeczy. Posty powstają od ręki, bez jakiejkolwiek korekty (co ze wstydem przyznaję).
Pogodziłam się już dawno z brakiem pięknych sesji zdjęciowych, dzięki którym taką przyjemność sprawia mi zaglądanie do blogów innych dziewiarek.
Zakładając bloga chciałam mieć coś na kształt kroniki dziewiarskiej. Miejsca, do którego za czas jakiś mogłabym zerknąć i przypomnieć sobie co i kiedy wydłubałam.
Zdecydowanie ten cel został osiągnięty.
Trochę się co prawda ta część kronikarska rozrosła, głównie za sprawą moich Sierściuchów i pięknej Irlandii, do której przyleciałam przed dwoma laty i od tamtej pory latam na trasie Irlandia-Polska przynajmniej kilka razy w roku.
Przede wszystkim jednak koncentruję się na wydłubanych przez siebie rzeczach.
Jakoś tak mi ostatnio ciągle pod górkę z tym dzierganiem...

Wrzucam zdjęcia. To bluzka, którą robię dla siebie.
Kolor chyba nie jest moim ukochanym i nigdy bym sobie nie zrobiła zapasu tej bawełny (Safran Drops) gdyby nie wzorzysta spódnica maxi kupiona niedawno.
Potrzebowałam czegoś w kolorze pasującym bardziej niż biel lnianej koszuli :)
Same wiecie, każdy pretekst jest dobry aby dokonać zakupu nowej włóczki.
Szczególnie podczas wyprzedaży...
Powstał z tej bawełny również kocyk dla maluszka, który czeka na kilka zdjęć.
Troszkę jeszcze poczeka.
Pogoda jest co prawda znakomita ale...
No właśnie. Tu wracamy do początku wpisu i tego, że po wstępie "co się dzieje?" zrobiłam przerwę na głębszy oddech. Zastanawiam się po prostu czemu człowiek czasami siada i pisze coś, co dotyczy zupełnie innych kwestii niż dziewiarskie?
Dziewiarsko to się u mnie dzieje na poziomie paru oczek dziennie właśnie dlatego, że dzieje się "niedziewiarsko".
Zdjęcia szydełkowej bluzki (w praktyce to chyba będzie karczek zrobiony przy użyciu szydełka i dół na drutach) powstały dokładnie przed tygodniem.
Niewiarygodnie paskudnych było tych parę dni, które upłynęły od śniadania na mieście, podczas którego pijąc kawę i pogryzając scones z malinami i białą czekoladą pomyślałam sobie, że chyba mi dość nudno.
Pomyślałam. Stało się. Leniwie popijałam kawę czekając na Małżona i trochę krzywiąc się w duchu na swoją niemrawość. Myśl pojawiła się nagle, znikąd a ja zamiast natychmiast się z nią rozprawić, pozwoliłam aby rozkręciła się na dobre w mojej głowie i ściągnęła jakieś wredne licho. Licho pochichotało sobie i postanowiło, że pomoże mi rozprawić się z moją nudą.
Od niedzieli mój Małżon przebywa cały czas poza domem. Leży w tutejszym szpitalu z ostrym zapaleniem trzustki. Codzienne wizyty rano i wieczorem przerywane bieganiną z Sierściuchami, praniem ręczników i ciuchów oraz dostarczaniem na oddział rzeczy z licznej listy przedmiotów niezbędnych, pozwoliły mi odzyskać równowagę i właściwą perspektywę, z której powinnam patrzeć na świat...
Małżonowi ciut lepiej. Odpięli go w każdym razie od pompy z morfiną i pozwalają nawet na szaleństwo kąpieli (co prawda z okablowaniem i stojakiem z butlą tlenową) i picia wody w sposób tradycyjny (nie wpompowują już w niego kroplówek jednej za drugą).
Trzymajcie kciuki za dalsze zdrowienie. Może będę mogła zająć się czymś jeszcze poza walką ze strachem i dokończę jakiś udzierg z listy "do zrobienia/wykończenia/zblokowania".
Póki co - karczek letniej bluzki.






sobota, 8 lipca 2017

LETNI SWETEREK Z JEDWABIU BOURETTE CAMPOLMI

Parę dni temu skończyłam letni sweterek z jedwabiu Bourette Campolmi.

Podczas dziergania zapytałam kilku osób "co to za włókno?".
Nikt nie trafił.
Małżon opisał tę włóczkę jako "konopny sznurek, tylko za miękki"
Coś w tym jest. Surowy jedwab na pewno nie kojarzy się z jedwabiem ale podoba mi się. Tak bardzo mi się podoba, że chyba przy najbliższych zakupach w e-dziewiarce zaszaleję i kupię sobie tę włóczkę na sweterek wakacyjny typu oversize. Tym razem z długimi rękawami.
Włóczka jest niezwykle wydajna. Kupiłam jedną dużą cewkę o wadze 200 gram (960 metrów) i odrobina jeszcze została (bluzka jest w rozmiarze xl).
Dodatkowym bonusem jest absolutny brak supełków!

Brakuje mi teraz jakiegoś super wakacyjnego szaliczka w kolorze pasującym bardziej niż ten na zdjęciu...
Szaliczek powstał dwa lata temu, również ze 100% jedwabiu JEDWABNA CHUSTA

Bluzka ma wzór z przodu/tyłu (noszona może być w taki sposób, że plecionka jest na plecach albo z przodu) i rękawkach. Mini rękawki wykończone są oczkami rakowymi. Robiona była metodą dla leniwych, czyli na drutach z żyłką, od góry. Zero szwów!







Włóczka: Silk Bourette Campolmi (1 cewka o wadze 200g)
Druty: 3,25  (z żyłką oczywiście) i 2,5 do zrobienia ściągaczy
Wzór: własna inwencja