Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2025

Gwiazdki

 Szydełkowe gwiazdki robię od dobrych paru lat.

Nigdy ich za wiele. Można je przecież podarować, ozdobić nimi prezent, powiesić na choince czy zrobić ozdobę na okno.

Zrobiłam ich już naprawdę sporo.

Pierwsze, dość proste, powstały chyba z piętnaście lat temu.

Te ostatnie są już bardzo koronkowe i ozdobne.

Lubię je jednakowo. Tutaj tylko część z nich.


Za oknem wiosna (przynajmniej u mnie) i to ostatni moment aby je pokazać.





sobota, 18 stycznia 2025

Akcja archiwizacja cd. (Sowia gromadka cz. 2)

 Załapałam się chyba jeszcze na okres świąteczny?

Powolutku zabieram się za chowanie ozdób bożonarodzeniowych.

Choinka już się doszczętnie posypała. W tym roku kupiłam tradycyjny świerk. Nie do końca był tradycyjny bo zdecydowanie wyrósł na plantacji, gdzie formowano go i to chyba co roku. Efekt był taki, ze drzewko było jak z obrazka z angielskiej porcelany. Gęste i idealne. Tak gęste, ze nie było widać pnia. Dzięki takiej ilości gałęzi pachniało w całym domu. Niestety, świerk to nie jodła i zgubił większość igieł. I tak wytrzymał długo bo został rozebrany dopiero 8 stycznia. Okazało się, że wyglądał dobrze tylko dzięki temu, że go nie dotykałam… Mój chodzący ideał kota, Ptysza, rownież.

Choinka już dawno pocięta ale w domu jeszcze pełno ozdób. Tradycyjnie znikają do 2. lutego.

Jestem maniaczką ozdób świątecznych i mam ich sporo. Co roku też ich przybywa i postanowiłam powolutku zacząć je chować.

Przy okazji pokażę moje sowy.

poniedziałek, 9 września 2019

JUŻ (PRZED)ŚWIĄTECZNIE

Juź jesienny wrzesień,
zimno,
pada.
W kubku herbata z pomarańczą i goździkami.

Szal (jego wykończenie) nastręcza mi trudności. Uznałam więc, źe muszę zrobić sobie dzień przerwy i zastanowić się co z tym fantem począć.

Co więc mogłam zrobić w taki jesienny dzień?
Wrzesień to pora na robienie ozdób świątecznych.
Nie znoszę choinek, bombek i stroików pojawiających się w sklepach już pod koniec sierpnia. Zawsze mi trochę smutno bo pamiętam z jakim utęsknieniem czekałam i jaką radość sprawiała mi pierwsza choinka widziana przed świętami...
Zawsze było to szóstego grudnia. Maleńka, sztuczna choinka, na której było kilka ozdób i kilkanaście kolorowych lampek. Taka po peerelowsku szpetna ale wtedy magiczna. Była w kiosku "Ruch" nieopodal naszego kościoła i właśnie wcześnie rano, szóstego grudnia, idąc z lampionami na roraty, mogliśmy przylepiać nosy do szyby i podziwiać to cudo...
Wtedy święta były o wiele bardziej magiczne, niestety.
Lubię kiedy ŚWIĘTA są w swoim czasie.
Tak odpowiednio w kalendarzu.
Najpierw jest jesień, potem zapach świec i stroików na początku listopada a nareszcie, w grudniu, ciemność rozświetlona setkami choinkowych światełek. Choinka, ta domowa, powinna pojawić się dopiero w Wigilię (no, niech będzie dzień lub dwa dni wcześniej, ze względów logistycznych).
Tutaj panują odmienne zwyczaje. Choinki w domach są już od początku grudnia i tuż po Bożym Narodzeniu trafiają na śmietnik.

Uwielbiam ozdoby choinkowe wykonane ręcznie.
SZYDEŁKOWE GWIAZDKI, FILCOWE KONIKI I SERDUSZKA, wyszywane drobiazgi takie jak DZIADEK DO ORZECHÓW...
Wykonanie ich wymaga jednak sporo czasu i jeżeli nie zabiorę się za to odpowiednio wcześnie, powstają zazwyczaj tuż po Świętach :)
Wzór na tego świątecznego kota znalazłam na stronie www.brookesbooks.com
Jest darmowy.
Prawda, że uroczy?
Dostanie go moja Marcia, główna miłośniczka kotów w naszej rodzinie.

Grumpy cat cross stitch

Powstanie zapewne jeszcze jedna zawieszka i parę innych świątecznych rzeczy :)






Do widzenia :)

wtorek, 16 kwietnia 2019

BLYSKAWICZNA DEKORACJA WIOSENNA...

czyli jak zrobić wiosenną i wielkanocną ozdobę z filcu i „przydasiów”?

Zorientowałam się właśnie, że już za chwileczkę, już za momencik jest Wielkanoc.
Tymczasem ja, dość leniwym tempem dłubię sobie (haft krzyżykowy) ozdoby świąteczne tyle tylko, że ... nie na te święta. To zresztą taka moja tradycja. Prawie zawsze robienie ozdób na Boże Narodzenie „ciut” mi się przeciąga i kończę je grubo po grudniu.

W tym roku akcja ta chyba będzie całoroczna 🙂







Wczoraj rano znalazłam w ogródku urwaną przez Brysia dużą gałąź (nasz Bryś spędza każdą wolną chwilę na płocie, stara się wykarczować krzewy...) i pomyślałam, że Wielkanoc za pasem, przydałoby się zrobić jakąś błyskawiczną dekorację.
























































Czego potrzebujemy?





1. Gałąź/patyk
2. Filc/kawałki tkanin
3. Koraliki, guziki, piórka i inne „przydasie”
4. Igły, nitki, klej etc.
5. Kawałek sznurka lub grubszej włóczki.
6. Coś do wypchania ptaszków (wypełniacz do zabawek, wata, skrawki filcu etc)



Pierwotna wersja zakładała uszycie kurczaków/ptaszków z płótna ale... nie chciało mi się wyciągać maszyny do szycia.

Uznałam, że podłubię sobie ręcznie.

Ja zrobić taką dekorację?

1. wycinamy z filcu serduszka (po dwa na kuraka). Powinny być identycznego kształtu.
2. z kawałeczków czerwonego/pomarańczowego filcu wycinamy grzebyki i dziobki.
3. na serduszka naszywamy koraliki, guziki, ozdabiamy je haftem, uruchamiamy wyobraźnię jednym słowem.
4. przyklejamy (do tylnego serduszka) piórka na ogon oraz grzebyk i dziobek)/ ogon możemy zrobić również z kawałka filcu.
5. zszywamy ze sobą serduszko wierzchnie i tylne, zostawiając kawałek otworu do włożenia wypełniacza.
6. wkładamy przez pozostawiony otwór wypełniacz i zaszywamy otwór.
7. przewlekamy nitkę przez górną część kuraka i mocujemy go przy jej pomocy do gałązki.
8. do gałązki przywiązujemy kawałek wstążki czy sznurka, możemy już zawiesić naszą dekorację w dowolnym miejscu.
Moja dekoracja potrzebuje jeszcze dopracowania i muszę dla niej znaleźć jakieś miejsce. Na razie...Brysie na nią polują :)

Jest to praca na tyle prosta, że można zrobić ją z dziećmi, które przecież mają na razie wolne bo nauczyciele strajkują.
Zazwyczaj nie wypowiadam się na tematy ogólnie uznawane za drażliwe bo niekoniecznie kocham wbijanie kija w mrowisko. Jeżeli chodzi o strajk nauczycieli to mam jednak bardzo mieszane uczucia.
Uważam, że nauczyciele powinni być dobrze wynagradzani bo to bardzo ciężka praca.
Szkoła i nauczyciele w ogóle powinni mieć więcej uprawnień i narzędzi aby móc okiełznać niektóre szczególnie trudne przypadki dzieci i ...rodziców.
Nie podoba mi się jednak kilka kwestii.
Na pewno nie podoba mi się termin strajku.
Nie wyobrażam sobie stresu dzieciaków, które teraz podchodzą do ważnych egzaminów, za moment przecież matury! Nie chciałabym aby moje dziecko miało dodatkowy, taki ogromny stres związany z egzaminem maturalnym!
Kwestia druga. Nie lubię kiedy opowiada się bajki.
Pierwsza bajka to ta dotycząca godzin pracy.
Słyszę w tv panią, która mówi, że z badań wynika iż statystycznie nauczyciel pracuje...47 godzin tygodniowo! Za moment jest wypowiedź pana, który twierdzi, że za 2400,00 nie wyżywi rodziny i musi pracować jeszcze w dwóch firmach. Zupełnie nie wiem kiedy on te trzy etaty godzi kiedy już jeden jest tak wymagający i czasochłonny? Wiem natomiast, że mam nauczycieli z dużym stażem wśród znajomych oraz w rodzinie i niekoniecznie będę się upierała nad tymi dziesiątkami godzin spędzanymi w pracy. Mam też dziecko, które chodziło do szkoły w Polsce i jakoś tak uważam, ze większość ocen pojawiała się w dzienniku tuż przed półroczem. Niestety, nie mogę się zgodzić, że przeciętny nauczyciel robi często prace klasowe, kartkówki itp. Siłą rzeczy nie pracuje po 8 godzin dziennie.
Kwestia ostatnia, kluczowa czyli pieniądze.
Ja wiem, nauczyciele pokazują w tv swoje odcinki  z wynagrodzeniami.
Problem w tym, że nie widziałam do tej pory żadnego zeznania PIT.
W telewizji nie widziałam bo na oczy to i owszem.
Tak się bowiem składa, że zdarzało mi się pomagać w rozliczeniu z fiskusem i to kilku zaprzyjaźnionym nauczycielkom. Jedna z nich systematycznie opowiadała mi, że na rękę otrzymuje 1700,00 pln. Cóż, moja troska o to, jak sobie radzi wyparowała kiedy zobaczyłam jej dochody. Powtórzę, uważam, że nauczyciele powinni być godziwie wynagradzani. Nie lubię jednak kiedy opowiada mi się bajki. Moim ulubionym nauczycielskim argumentem, w rozmowie na temat zarobków było: "W życiu! Jakie 3500 na rękę? Zarabiamy grosze, grosze!" Po moim "Hmmm, ja przecież widziałam Twojego PIT?" usłyszałam: no tak, jak się doda wszystkie dodatki, nagrody, trzynastkę, parę groszy za nadgodziny i odejmie pożyczki w PKZP to może i wyjdzie troszkę więcej...".
Mój "rekordowy PIT" to nauczycielka w liceum, która pracuje w nim na cały etat i dorabia sobie w drugiej szkole. Dochody? Nie pamiętam końcówek ale około 96 000,00. Roczne dochody brutto oczywiście. Zresztą, jeżeli ktoś nie wierzy może sobie poszperać w wujku google. Zapewne dość szybko namierzy nauczycieli, którzy składają oświadczenia majątkowe.
Nie wiem czy to są "żebrackie pieniądze". Mówię tu oczywiście o nauczycielach ze stażem, mianowanych etc. Takich, którzy chyba są obecnie w większości kadrą w polskich szkołach.
Kończę. Pożyjemy i zobaczymy jakie będą efekty tego strajku.

Wracając do moich filcowych kurczaków.
Tradycyjnie przepraszam za jakość zdjęć. Po prostu... od soboty bez przerwy lało.
Przed chwilą się przejaśniło. Idę sprawdzić wielkość zniszczeń w ogródku i biegnę na miasto. W końcu to Irlandia, za moment może zacząć lać na nowo...


sobota, 8 grudnia 2018

W BIEGU

Dzień dobry,

końcówka roku przypomina mi troszkę pobyt w parku rozrywki.
W biegu i jak na kolejce górskiej.
Zero czasu. Zaczynam obawiać się czy zdążę wydziergać chustę „prezentową”.
Na razie wykonczyłam kilka maleństw na tegoroczną choinkę.
Kilka jest jeszcze na różnych etapach zszywania.
Póki co wrzucę jedno zdjęcie.
Będzie mi przypominało, że ten najpiękniejszy czas w roku tuż, tuż...


piątek, 9 listopada 2018

STADKO KONIKÓW

UFOk to UFOk, musi swoje odleżeć.
Tak więc mój piękny sweterek z Malabrigo wrócił na swoje miejsce (Szuflandia domowa) a ja przypomniałam sobie o sporym pudełku, które zostawiłam w ubiegłym roku na przyszły sezon świąteczny.
Otworzyłam je i ujrzałam stadko koników morskich w stadium bardzo początkowym (kontury na filcu).
Koniki te były przebojem poprzednich świąt i mają trafić do krewnych i znajomych a zajmują ciut czasu, pora więc najwyższa. Pogoda mi sprzyja (klasyka irlandzka, wieje i leje). Poza tym Dziecko poinformowało mnie, że ma tak zadziwiającą ciszę w pracy, że spokojnie może zabierać coś tak poręcznego i szyć. Jest nadzieja, że stadko się w tym sezonie rozrośnie.
Gotowe koniki wyglądają mniej więcej tak jak na tym zdjęciu oraz na tym :)

Półprodukty prezentują się mniej imponująco...
Na zdjęcie zaplątał się też lisek, to ulubiony zwierzak mojej Marci i w tym roku powinno ich powstać kilka...

Robicie jakieś cuda świąteczne?


Koniki morskie w fazie półproduktu


Koniki morskie w fazie półproduktu

Lisek"w trakcie"




piątek, 30 grudnia 2016

CO ZWIEDZIĆ W IRLANDII- KILLARNEY I OZDOBY CHOINKOWE

Dzień dobry poświątecznie :)

Okres świąteczny nie sprzyja blogowaniu ale pora wracać do codzienności, prawda?
Święta były takie jakie powinny być.
Leniwe, spokojne, szczęśliwe...
Z choinką pełną bombek i własnoręcznie wykonanych ozdób.
Z makowcem, obowiązkowymi pierogami, barszczem z uszkami i zupą z prawdziwków.
Z kolędami w tle.
Czasem na leniwe czytanie książek ("Magiczne akta Scotland Yardu" i "Biuro przesyłek niedoręczonych")
Wyprawą za miasto do pobliskiego Parku Narodowego Killarney.
Krótko pisząc, oby dane mi było przeżyć więcej takich Świąt.

Blog jest jednak "robótkowy", napiszę więc króciutkie podsumowanie grudnia.
Otóż, w grudniu, robiłam głównie bałagan :)
Cztery (!) razy prułam robiony właśnie sweter.
Szaraczek z wełny (Wool Jazz zakupiony dawno temu, trochę siermiężny i szorstki, prawdziwie "wełniany", który zmiękczyłam szarym merino).

Szaraczek-zwyklaczek będzie miał niezwykłe rękawy (pod warunkiem, że wełny wystarczy :)) ale za wcześnie aby pokazać choć kawałek. Wygląda niezwykle niechlujnie, robiony z tej wiecznie prutej wełny.
Ma być zwykły, dałam sobie spokój z praniem i prostowaniem włóczki. Suszenie czegokolwiek to słaby punkt Irlandii.
Wypadałoby go zrobić bo zimą nad oceanem jest jednak chłodno.
Poza tym jest jakiś cień nadziei, na zobaczenie czegoś znajdującego się baardzo wysoko na liście "Chcę i zobaczę o ile będzie to zależało ode mnie" a tam...jest zimno. Zimno, ciemno i wietrznie na dodatek. Wełniany zwyklak z niezwykłymi rękawami byłby jak znalazł.

Poza tym robiłam bałagan bo powstawały ozdoby choinkowe a to sprzyja rozkładaniu dookoła siebie wszystkiego co się przyda.
"Przydasiów" mam całą skrzynię, dom pokrywały więc przy okazji filce, guziki i koraliki, nitki, tasiemki...
Święta minęły a przydasie i bałagan pojawiły się znowu bo niezależnie od tego ile wyprodukuję ozdób, zawsze, co roku mam coś do dokończenia po świętach.
Szydełkuję gwiazdki, wyszywam sówki, szyję filcowe koniki.
Hit tego roku to koniki morskie i właśnie produkuję jeszcze jednego.

Dość tej grafomanii (właściwie dlaczego? to mój blog i w końcu mogę sobie "grafomanić" do woli, i tak nie wierzę, że Ktoś to czyta o końca:))
Pora na parę zdjęć.
W kolejności: ozdoby choinkowe w ich naturalnym środowisku plus zdjęcie z Parku Killarney (zapowiedź wpisu z cyklu "piękna Irlandia")

Pozdrawiam poświątecznie.












czwartek, 15 grudnia 2016

KONIEC RUMAKOWANIA - ozdoby z filcu cz.4

Konik morski ozdobiony koralikami (numer dwa, ten po lewej stronie zdjęcia).
Numer trzy oraz kolejne, zapewne powstaną ale raczej nie w najbliższej przyszłości.
Zbyt są czasochłonne.
Tymczasem przedstawiam konika numer dwa. Jest sporo zgrabniejszy gdyż zrezygnowałam podczas wycinania szablonowego korpusu, z dodatkowego materiału na szwy.
Szkoda, że wytworzenie jednego trwa dość długo bo, powiem średnio skromnie, są urocze i na choince będą się prezentować bardzo pięknie.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

ZIELONY KONIK MORSKI - OZDOBY Z FILCU cz. 3

Dzień dobry,

tym razem mój "filcak" odbiega dość znacznie od wszechobecnego stylu skandynawskiego. Nie jest to prostota w czystej (mniej lub więcej) formie.
Jest raczej "bombkowo", kiczowato i na bogato.
Choinkowo znaczy się :)

Nie wiem jakie choinki są u Was w domach.
U mnie było zawsze na bogato. Dużo ozdób część wiekowa dość mocno, bombki, lampki, słomkowe ozdoby, szydełkowane gwiazdki, dekoracje zbierane latami, świeczki...
 Nie będę ukrywać. Mam słabość do Bożego Narodzenia i ozdób choinkowych. Jest tego sporo...ale w domu, w Gdańsku.
Tak więc przez najbliższe dni trwać będzie produkcja ozdób choinkowych, których mamy tutaj naprawdę niewiele.

Wczoraj powstał bardzo zielony konik morski.

konik morski z filcu

wtorek, 6 grudnia 2016

SOWIA GROMADKA

Ozdoby choinkowe, tym razem sówki wyszywane krzyżykami...

Poczułam, że Boże Narodzenie już naprawdę blisko.
Dokończyłam wyszywanie sowiej gromadki.
Zostały wykonane na kanwie z tworzywa sztucznego i podklejone filcem.
Każda dostała jeszcze malutki dzwoneczek.

Przy okazji przypomniał mi się konik na biegunach wyszyty dwa lata temu. On też znajdzie się niedługo na naszej choince :)

W planach na najbliższe dni szycie ozdób choinkowych i dłubanie mojego zwyklaka.
Wczoraj zdecydowałam, że to co mam do tej pory pracowicie zrobione, trzeba jednak spruć. Do początku, do ściągacza, do ostatniego (czy może raczej pierwszego?) oczka...


piątek, 2 grudnia 2016

GWIAZDKUJĘ

Szydełkowe śnieżynki/ crochet snowflakes 


Nie było mnie prawie miesiąc?
Niemożliwe...

A jednak.
Coś dziwnego dzieje się z czasem.
Przepływa mi pomiędzy palcami i znika.

Przypominam się i tłumaczę.
Dopadło mnie jakieś irlandzkie choróbsko.
Całą rodzinę właściwie.
Pobyt w Polsce spędziłam na bieganiu po lekarzach a prawie od razu po powrocie załapałam jakieś paskudne przeziębienie, które wlecze się za mną do teraz.

Przeziębienie kojarzy się z kocykiem, herbatą i mnóstwem przerobionych oczek?
Nic z tego.
Przerobionych oczek było naprawdę niewiele.
Czapka, rękawiczki, rozpoczęty zwyklak potrzebny mi na wypady nad ocean.
Nic szczególnego.
Dopiero od wczoraj czuję się na tyle dobrze, że złapałam szydełko i zrobiłam parę śnieżynek...





czwartek, 3 listopada 2016

PRAWIE GOTOWA SOWA..

Prawie skończona.
Wystarczy jeszcze podkleić i zrobić zawieszkę.
Zmykam więc spakować parę rzeczy bo  lecę wieczorem do Polski :)

Tymczasem- sowa prawie gotowa prezentuje się tak:


środa, 2 listopada 2016

SEZON ROZPOCZĘTY...

 

Dzień dobry,

dzisiaj, pomimo środy, nie będzie czytelniczo.
Po prostu...nie czytam niczego.

Zabrałam się za to za drobne prace świąteczne.
Na pierwszy ogień poszły sowy (uwielbiam sowy).
Wyszywam je krzyżykami, na kanwie z tworzywa.
Zostaną podklejone filcem i dorobię im zawieszki.
Myślę, że powstanie całe stado.

Mój zryw przedświąteczny został spowodowany spacerem po mieście.
Nie wiem jak u Was. Tutaj mamy już handlowe Boże Narodzenie.
W ostatnim tygodniu października pojawiły się świąteczne witryny. Wczoraj widziałam panów ozdabiających światełkami drzewa rosnące na głównej ulicy miasta.
Świat powariował. Jestem absolutnie przeciwna!
Ozdoby świąteczne to co innego, w grudniu zwyczajnie brakuje na nie czasu.
W tym roku zamierzam zrobić stadko sów oraz kilka śnieżynek.
Póki co "work in progress".


wtorek, 22 grudnia 2015

IDĄ ŚWIĘTA, IDĄ ŚWIĘTA :)

Kocham Boże Narodzenie.


Moje mikołajowe SÓWKI zmieniły właściciela na kiermaszu, na którym byłyśmy w piątek z Marcią.
Pobyt był owocny na tyle, że zastanawiałam się czy nie wybrać się jeszcze w niedzielę ale rano przyleciała moja Teściowa i ostatecznie ruszyliśmy na moment za miasto (lać na chwilę przestało...).

Świecznik wyglądał dość samotnie bez lokatorek, zasiedlił go więc gang Mikołajów ;)
Dla równowagi, towarzyszy im renifer-anioł...

Na razie udaję się w stronę garnków (farsz grzybowo-kapuściany pora zacząć robić)...

Tak naprawdę to moje pierwsze Święta poza domem i jest mi trochę smutno :(
Pomimo tego, że jesteśmy to prawie w komplecie.

Jakość zdjęć jak zazwyczaj- beznadziejna.
Pora zrobić z tym porządek.
Może to noworoczne postanowienie.
Jedno z kilku znaczy...







środa, 16 grudnia 2015

ESPRESSO i FEBLIK

Dzień dobry :)

Jak tam idą Wam porządki przedświąteczne?
Mnie w ogóle nie idą bo złożona choróbskiem mam w planach tylko prace nie wymagające wielkiego wysiłku.
Na przykład lukrowanie pierniczków upieczonych w ubiegłym tygodniu...



Ewentualnie dzierganie...

Dzisiaj środa więc akcja Wspólnego Dziergania i Czytania u Maknety.
Cóż też sobie czytam?

Hmm.
Literatura młodzieżowa.
Feblik Małgorzaty Musierowicz.
Znaczy się tom 21 cyklu Jeżycjada.
Książki Małgorzaty Musierowicz towarzyszą mi od wczesnego "nastolactwa" i kocham je miłością bezgraniczną (i bezkrytyczną).
Przy okazji Feblika podczytuję też inne części cyklu gdyż okazało się, że najlepiej pamiętam te pierwsze, czytane ponad dwadzieścia lat temu.

Wracając do dziergania.
Chusta Playa na razie wylądowała w szafie gdyz dostałam ekspresowe zlecenie na udzierg pod choinkę, Dla Teściowej...
Stąd Espresso. Ekspresowy z konieczności i kolorystycznie się kojarzy (włóczka Verdi Drops ma takie kawowe fragmenty obok tych budyniowych).

Zdjęcia komórkowe i beznaziejene ale większej szansy na sesję nie ma (tu leje, ciągle leje a kiedy na moment się uspokaja to jest chociaż mżawka...)

Wracam do dłubania.
Chcociaż słowo "dłubanie" w tym przypadku nie jest adekwatne do czynności.
To druty nr 7 i błyskawiczny udzierg...









poniedziałek, 14 grudnia 2015

PRZERYWNIK PRZEDŚWIĄTECZNY CD.


Kartka nr 3

W tym roku nie powstanie ich więcej, są zdecydowanie zbyt pracochłonne :)
W tak zwanym "międzyczasie" podczas dziergania dość nużącej chusty dla Małżona powstanie być może jeszcze parę ozdób choinkowych, czegoś małego bo przecież Święta tuż, tuż.

Nie wykluczam, że te choinkowe drobiazgi znowu przybiorą kształt sówek i nasza tegoroczna choinka będzie sowio-gwiazdeczkowa.


PS. Frywolitkowe gwiazdki na zdjęciu nie są, niestety moim dziełem. Pojawiły się w związku z postanowieniem "NAUCZYĆ SIĘ FRYWOLITKI".


Pozdrawiam i uciekam do lukrowania pierniczków.


sobota, 12 grudnia 2015

PRZERYWNIK PRZEDŚWIĄTECZNY

Małżonowa chusta powstająca ściegiem tkanym i półtkanym to praca dość/bardzo mozolna.

Porzuciłam ją więc (na moment) na rzecz innych zajęć przedświątecznych.

Przypomniałam sobie dzisiaj o kartkach świątecznych, które miałam zrobić jakoś tak w październiku.
Co roku to samo...

Czasu już naprawdę mało więc mój pierwotny pomysł (haft krzyżykowy) musiał zostać zmodyfikowany a raczej okrojony do minimum.
Powstanie tylko jedna taka karteczka, dla wyjątkowej osoby :)
Pozostałe zostaną zrobione metodą błyskawiczną czyli szydełkowa gwiazdka zamiast paru godzin dziubania maleńkich krzyżyków...






Poza tym, czy macie już upieczone pierniczki?
Bo ja i owszem:)

Oto mój "piernikowy płaskowyż Nazca":



niedziela, 6 grudnia 2015

PRZEDŚWIĄTECZNE

Dobry wieczór.

Wrócilam dzisiaj rano z Polski i spieszę napisać choć parę słów :)
Nie miałam zbytnich możliwości technicznych aby wrzucać nowe posty.
Pisanie i publikowanie z komórki nie jest dla mnie zbyt wygodną formą i (to argument najważniejszy) niezbyt było się czym chwalić.

Moje kiepskie samopoczucie przełożyło się na wyniki.
Jedna para mitenek (nie mam zdjęć) oraz trochę świątecznej "drobnicy".
Stadko mikołajkowych sówek.
Podrasowana owca (doczekała sie czapeczki) i prototypy lampionów zrobionyh z filcowych podkładek pod kubeczki.
Lampiony zostana jeszcze sklejone.

I na koniec trochę zdjęć z zimowego Gdańska.
Jak ja lubię to moje miasto.
Jest magiczne nawet bez bożonarodzeniowej (niewątpliwie kiczowatej :)) oprawy.

W następnym poście postaram się wrzucić kilka zdjęć z równie świątecznego Cork

PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Komórka...

Pozdrawiam.
Wioleta