Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2025

Gwiazdki

 Szydełkowe gwiazdki robię od dobrych paru lat.

Nigdy ich za wiele. Można je przecież podarować, ozdobić nimi prezent, powiesić na choince czy zrobić ozdobę na okno.

Zrobiłam ich już naprawdę sporo.

Pierwsze, dość proste, powstały chyba z piętnaście lat temu.

Te ostatnie są już bardzo koronkowe i ozdobne.

Lubię je jednakowo. Tutaj tylko część z nich.


Za oknem wiosna (przynajmniej u mnie) i to ostatni moment aby je pokazać.





czwartek, 9 kwietnia 2020

CHUSTA Z KOKONKA (NR 1)

Hello,

dzięki pięknej pogodzie udało mi się zblokować chustę z Kokonka.
Tych cieniowanych motków chyba nie trzeba przedstawiać żadnej dziewiarce.
Jeżeli chcemy wydziergać sobie chustę w dowolnej palecie barw, wchodzimy na stronę Kokonki.pl i staramy się zrobić zamówienie.
Sztuka nie jest łatwa.
Wybór oszałamiający.
Żeby było jeszcze trudniej, można sobie zamówić własny motek.
Wybieramy barwy, zamawiamy i czekamy na paczuszkę.

W mojej były tylko trzy motki :)
Dałam radę i nie zamówiłam piętnastu...
Na pierwszy ogień poszedł ten turkusowy (numer A657)
Skład 50% bawełna i 50% akryl.
1300m (260g). Trzy nitki.
Szydełko numer 3.

Tyle technicznych informacji.
Wzór to skrócona SisLove.
Kiedy zaczynałam tę skróconą wersję szydełkować, nie miałam pojęcia, że jest z nią pewien problem (znaczy z prawami autorskimi). Tak więc powstała i cieszy oko.

Dzisiaj zabieram się za kolejny motek, tym razem nie skorzystam na wszelki wypadk z internetowej instrukcji 😬
Zrobię chustę moją ulubioną metodą „na oko”.
A póki co, moja skrócona SisLove.








Wioleta

środa, 8 kwietnia 2020

SZYBKA SZYDELKOWANA CHUSTA

Dzień dobry,

kwarantanny dzień x.
Nie za bardzo wiem który. W ostatnim poście pisałam, że czuję się jak bohaterka grająca w kiepskim, nudnym serialu o epidemii na Netflixie.
Dzisiejsze skojarzenie filmowe to „Dzień świstaka”.
Dni zaczynają zlewać się w jakieś bloki.
Wbrew pozorom czas płynie dość szybko.
Pewnie dlatego, że pogoda jest super i spędzam dużo czasu z psami w ogródku zdemolowanym po zimie i zaatakowanym przez opuchlaki, które tępię z wielkim zacięciem.

W tak zwanym międzyczasie oglądam tv i dziergam.
Szydełkowa chusta z Kokonka już skończona. Czeka na namoczenie, blokowanie i sesję.

Tym razem na warsztat wskoczyła robótka nietypowa.
Nietypowa bo robiona z gotowego wzoru, szydełkiem i z grubej wlóczki.
Moja przyjaciółka Iza wręczyła mi zestaw składający się ze wzoru, szydełka i motka.
Powstaje bardzo szybka i przyjemna w szydełkowaniu chusta.
Wzór Triangle Scarf Sirdar (jest też na Ravelry).
Włóczka to Colourwheel.
Rośnie jak na drożdżach.
Baza to trójkąt wykonywany słupkami potrójnie nawijanymi.
Zaczęłam wczoraj i właśnie jestem na półmetku trójkąta.
Jutro finisz bo pogoda dopisuje i w planach mam dalszą część porządków w ogródku...




Na razie

sobota, 4 kwietnia 2020

CZAS NA MASECZKI

Szyjemy maseczki ochronne...
Też się zastanawiałyście jak zrobić to najprosciej?

Pewnie sporo z Was ma już za sobą ten obowiązkowy w sezonie wiosennym 2020 element...garderoby?

Ja przy okazji pozbyłam się sporej ilości materiałów zgromadzonych w pudle z „przydasiami”.

Tak więc prostokąt o wymiarach 22x17cm składający się z dwóch warstw tkaniny, zszywamy z dłuższego boku albo boków, wyposażamy z węższych stron w zakładki. Te węższe strony zaszywamy (u mnie w powstałym tunelu znalazła się gumka, taka cienka, okrągła)
Maseczka gotowa.

Wykonałam ich już chyba ze 40. Rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.
Zważywszy na to, że zaraza nie odpuszcza, jeszcze się pewnie przydadzą.

Tak swoją drogą...też czujecie się jak bohaterki serialu katastroficznego na Netflixie?
Dość kiepskiego moim zdaniem.
Szkoda, że nie można zmienić kanału w tv, nie?


Co by tam jeszcze?
Chusta rośnie.
Jeszcze ze dwa dni i będzie gotowa.
Piękne kolory mają te Kokonkowe niteczki.
Kolejny Kokonek czeka w szufladzie a jeszcze jeden zachomikowałam w Gdańsku.
Będzie co robić kiedy w końcu uda mi się przedostać do Polski.

Miłego weekendu.








niedziela, 29 marca 2020

CO BY TU ZROBIĆ W CZASIE KWARANTANNY CZ. 2

Co robić z czasem podczas kwarantanny, czyli szydełkowa chusta z Kokonka.

Cóż, Kwarantanna jakoś średnio sprzyja mojemu dzierganiu.
To znaczy dziergam, owszem.
Produkuję przy tym mnóstwo ufoków, które następnie porzucam i zaczynam coś nowego.

Zapas motków, precli i kłębków nie pomaga.
Tym razem mój wzrok padł na kokonkową włóczkę.
Szybko nastąpiło skojarzenie.
Lato, cieplej, kokonki bawełniane, chusta na wakacje.

Porzuciłam inne robótki i od wczorajszego popołudnia szydełkuję.

Idzie dość powoli ale ładne to. Jest szansa, że skończę w tym tygodniu.






wtorek, 17 marca 2020

PATRYKOWY DYWANIK

Mamy dzisiaj w Irlandii bardzo nietypowy dzień.
Dzień Św. Patryka, który przez zagrożenie nowym wirusem przebiega nietypowo...
Nie ma parady. Nie ma tłumów na ulicach, nie ma otwartych pubów, w których strumieniami leje się zielone piwo...

Nie jestem i nigdy nie byłam wielką fanką takiego świętowania ale ta nietypowość mnie bardzo przygnębiła.
Wydaje mi się, że to zapowiedz radykalnych zmian, jakie nastąpią w świecie, który znaliśmy.

Przez kwarantannę, której się dobrowolnie poddajemy, uda mi się chyba zmniejszyć odrobinę zapasy włóczek, nitek, wstążek i sznurków.
Na pierwszy ogień poszedł sznurek w kolorze ciemnej zieleni.
Powstał z niego mały dywanik.

Jutro w ruch pójdzie chyba maszyna do szycia i pudło z tkaninami.
Obiecałam dziecku, że uszyję dla niej i Eamona maseczki ochronne...


Aaaa, jeszcze jedno.
Dywanik powstał z dwóch cewek sznurka 3mm (sznurki nowosolskie, szydełko numer 8)






wtorek, 1 października 2019

ŚLIWKOWY SZAL

Jesień idzie, nie ma na to rady... przyda się kolejny szal. Szal z babcinych kwadratow.
Co prawda ja lubię jesień (dlaczego dziewiarka miałaby jej nie lubić, zupełnie nie pojmuję) ale pomimo tego przygnębia mnie aura za oknami.
Trwa w najlepsze porządna, irlandzka jesień.
Jest ciemno, pada bez przerwy, psy śpią i kręcą nosem na pomysł wyjścia z domu.
Skłamałabym zresztą gdybym powiedziała, że bardzo je do tego wyjścia namawiam.

Dopiero wczoraj wyszło na moment słońce i udało mi się zrobić kilka zdjęć tego sporego szala (tak, tak to szal a nie chusta)
Kolory włóczki kojarzą mi się ze śliwkami, ciemnymi liśćmi i jesiennym ogrodem.
Powinnam zrobić mu zdjęcia wraz z płaszczem, do którego go wydziergałam ale...póki co słońce zniknęło. We czwartek podobno zawita do nas huragan więc sesja musi poczekać.
Na razie nie będzie więc lepszych zdjęć ale uwierzcie, ze jest uroczy.
Tak samo jak sweter, który właśnie kończę (zrobiony z tweedu i moheru)...












czwartek, 5 września 2019

TRUDNY FINISZ

Trzeba przyznać, że mój szal z babcinych kwadratów powstaje w bólach.
Najpierw przestój spowodowany brakiem włóczki.
Potem wyjazd do Polski (pare dni spędzonych w temperaturze 30+ na bieganinie po urzędach, dały mi w kość i nie sprzyjało to dzierganiu)
Teraz... problem techniczny.
Kwadraty wydziergane. Pora je połączyć.
Spróbowałam juz dwóch metod łączenia przy pomocy szydełka i żadna z nich nie dała odpowiedniego efektu. Rozważam więc zwykłe zszywanie.
Dzisiaj kolejna próba.
Na razie schnie ostatnia partia kwadratów.
Miałam nadzieje, ze jutro szal będzie gotowy ale...
Zobaczę 😁
PS
Lubię te kolory Dropsa Delight, Wam też się podobają?


sobota, 10 sierpnia 2019

POTRZEBA MATKĄ WYNALAZKU-BLOKOWANIE NA STYROPIANIE :)

Jaka jest Wasza metoda na blokowanie babcinych kwadratów?

Przyznam się Wam, że do tej pory ich w ogóle nie blokowałam.
Zrobiłam dwa kocyki (BOHEMIAN OASIS, CYGANSKI PLED) poduszki oraz kamizelkę z elementami szydełkowymi i jakoś nie czułam takiej potrzeby.
Teraz jednak robię szal. Patrząc na stertę bardzo nierówno wyglądających kwadratów uznałam, że pora na blokowanie.

Włóczka to moja ulubiona kolorystycznie (i cenowo dość dostępna) włóczka Drops Delight.
Uwielbiam jej kolory. Zrobiłam też z niej kilka chust i szali ()
Ma jedną wadę. Jest nierówna. W przypadku szala nie jest to jakaś specjalna przeszkoda ale szal z wykorzystaniem "granny squares" to już inna bajka. Szczególnie, że te "moje" są dość ażurowe.
Efekt jest taki, że z jednego motka włóczki potrafią wyjść kwadraty o dość zróżnicowanej wielkości.
Uznałam, że potrzebuję jakiegoś ujednolicenia.
Rozpięłam największy kwadrat na styropianowej podkładce (przydaś- zostawiłam ją po rozpakowaniu nowej kuchenki). Nie naciągałam brzegów. W ogóle bo różnica pomiędzy kwadratami z grubszej i cieńszej części motka była spora. Sprawdziłam, że taki najmniejszy dam radę naciągnąć do takiego wymiaru. Zmierzyłam boki kwadratu i na styropianie narysowałam siatkę, która ułatwi mi zachowanie odpowiednich wielkości.

Pierwsza partia kwadratów się suszy.
Mnie czeka teraz przerwa technologiczna bo...skończyła mi się włóczka.
Trzeba więc uzupełnić zapasy i szal zostanie dokończony dopiero na początku września, po moim krótkim wypadzie do Polski.

Patrząc na zdjęcia z mokrymi kwadratami pomyślałam sobie: "szału nie ma". Tak naprawdę ten szal ma szanse przeobrazić się w naprawdę ładny udzierg. Damy mu szansę.

Listopadowa aura za oknem (nie leje ale wiatr wyje i całe niebo jest zachmurzone) nastraja do dziergania i chyba zabiorę się za jakiegoś UFOka...







piątek, 28 czerwca 2019

OBOWIĄZKOWA TOREBECZKA

Szydełkowa Torebka na bazie „babcinego kwadratu” to tegoroczny obowiązek dziewiarski.
Uznałam, że skoro należy ją wykonać, wykorzystam przy okazji zalegające w pudle motki bawełnianej włóczki Drops Safran.
Oczywiście nie bawiłam się pojedynczą nitką, powstała przy użyciu szydełka nr 3,5 z podwójnej włóczki.
Uznałam, że przyda się jej jakieś zapięcie oraz chwościk aby była odrobinę moja.
Jeszcze mi mało. Dorobię jej małą portmonetkę /woreczek na klucze.

Przy okazji uznałam, ze pora „wykończyć” posiadaną bawełnę. Niedługo pokażę nowy udzierg.

Domowy szal także udało się dokończyć, czeka jeszcze na blokowanie  i kilka zdjęć.

Pozdrawiam z chłodnej Irlandii.









sobota, 11 maja 2019

ROŚNIE...

może nie jak na drożdżach ale powoli przyrasta mój sweter z ażurowym wykończeniem szydełkowym.
Pogoda dopisuje, wyskakuję sobie do ogródka i pomiędzy przesadzaniem w kółko tych samych roślin, przerobię czasami rząd lub dwa.

Pozwala mi to ocalić część roślin bo w krzaczastym bluszczu pojawiają się ptaki i moje dwa sierściuchy próbują je przegonić. Kosztem roślin 😢

Nie wiem oczywiście czy wystarczy mi włóczki. Jeżeli tak, całość będzie taka prosta. Jeżeli zabraknie mi szarej wełny, być może rękawy powstaną jakimś ażurowym wzorem szydełkowym. Będą wtedy takie jak góra.
Zdjęcie półproduktu. Chcę skończyć tę robótkę w najbliższym tygodniu bo być może wyskoczymy gdzieś z Małżonem na kilkudniowy wypad.




czwartek, 9 maja 2019

Żurawkowe/roślinne uzależnienie


Pierwsza była poobijana, przecenionana na jakieś grosze Heuchera Shanghai.
Wrzuciłam ją do ziemi i przeobraziła się w prawdziwą piękność...
Od tamtej pory moja kolekcja się „ciut” rozrosła.
Niestety, nie zostawilam sobie etykiet od tych pierwszych.
Podejrzewać tylko mogę co mam na grządkach.
Na pewno mam w skrzyniach:
Shanghai
Cherry Cola
Southern Comfort
Wild Rose
Northern Exposure Amber
Fire Alarm
Sugar Plum
Ruby Royal
Delta Dawn
Fire Chief
Green Spice
Lime Marmalade
Marmalade
Autumn Leaves
Palace Purple
Marvellous Marble

I jeszcze jakieś inne, muszę je kiedyś skatalogować.

W każdym razie, ostatnio mój zapał do robótek ręcznych jakoś przygasł.
Działo się niewiele (mam za to mnóstwo rozgrzebańców) a czas mijał mi przyjemnie na pracach ogródkowych. Mój ogródek jest niewielki i prawie wszystkie rośliny mam w pojemnikach (zamierzam je spakować i przewieźć do Polski kiedy zapadnie decyzja, ze to już dzień O). Wydawać by się mogło, że nie daje to wielkiego pola do popisu ale nie jest to dla mnie wielka przeszkoda. Po prostu...w kółko coś przesadzam.
Dzisiaj więc wpis ogródkowy.
Na pierwszym planie - hotel dla owadów (handmade :))

Poniżej, po prawej stronie - choinka doniczkowa z ostatniego sezonu. Kupiona w sieciowym Dunnes Stores...najwyraźniej postanowiła nie usychać. Trzymam za nią kciuki.








Tutaj mój najnowszy nabytek. Kuflik, zwany tutaj bottle brush. Ciekawe z jakiego powodu :) ?











Trzy ostatnie zdjęcia to moja ostatnia robótka. Po długiej przerwie wzięłam się za dzierganie. W dodatku jest to przeróbka. W ubiegłym roku powstała szydełkowa bluzka. Podobała mi się ale jakoś jej nie nosiłam. Chyba nie przepadam za dzianiną wykonaną przy użyciu szydełka. BLUZKA została więc prawie w całości spruta. Zostawiłam tylko karczek, do którego dorabiam teraz pozostałą część. Do bawełny Drops Safran dodałam cieniutką nitkę (wełna estońska) i popołudniami (kiedy już poprzesadzam sobie parę roślin) dłubię sobie powolutku. Rękawy będą chyba proste. Chociaż jeszcze nie wiem. 

Pozdrawiam z wiosennej Irlandii.







czwartek, 28 lutego 2019

TŁUSTY PĄCZEK

Dzień dobry w ten Dzień Łasucha...


Macie już na koncie zjedzonego pączka?
Ja tak. Niestety...
A to dopiero początek bo popoludniowe czwartki spędzamy  zazwyczaj u przyjaciółki.
Nasza Marcia uczy tam hiszpańskiego i w każdy czwartek wpadamy ją odebrać (co kończy się pogaduchami przy herbatce). Dzisiaj umówiliśmy się, że oprócz herbaty zajmiemy się produkcją oraz spożyciem faworków.
Tak więc ten tego...
Post za pasem, poodchudzam się za parę dni...

Póki co zabawiamy się rodzinnie w tłustoczwartkową grę.
Zamieniamy jeden wyraz tytułu książki/filmu na „pączek”.

Moje ulubione zamienniki to:
Pączek chrzestny,
Milczenie pączków,
To nie jest kraj dla starych pączków,
Ostatni pączek w Paryżu,
Stowarzyszenie umarłych pączków,
Pączek na gorącym blaszanym dachu,
Pączek i Małgorzata,
Czyż nie dobija się pączków?

Tymczasem szal ma już swój ostateczny kształt.

Etap I
Brzeg został wykończony dwoma rzędami półsłupków.
Rząd pierwszy - wbijałam szydełko w każde oczko brzegowego łańcuszka (robię brzegi nie przerabiając pierwszego oczka, dzięki czemu tworzy się ładny łańcuszek) i przerabiałam po dwa półsłupki w każdym.
W kolejnym rzędzie zrobiłam półsłupek w każdym półsłupku rzędu poprzedniego. Wyjątek stanowiły narożniki. Tam w półsłupku na środku narożnika, wykonywałam trzy nowe półsłupki.

Wygląda to tak:



Ta część poszła błyskawicznie. Potem zrobiło się trudniej.

Najpierw powstała taka pikotkowa wersja:



Jak to zrobić? Przerabiamy kolejny rząd (licząc dwa rzędy półsłupków, które posiadamy) w następujący sposób:
Trzy półsłupki, po zrobieniu tego trzeciego, robimy 3 oczka łańcuszka.
Teraz robimy oczko ścisłe w ten ostatni, trzeci półsłupek. Dzięki temu z tych trzech oczek łańcuszka powstaje pętelka (pikotek lub jak kto woli- pikotka).
Znowu robimy trzy półsłupki, 3 oczka łańcuszka, oczko ścisłe w trzeci półsłupek itd.
Idealne rozwiązanie to pikotki w narożnikach (aby wyszły w tym miejscu, kiedy zbliżamy się do narożnika, liczymy oczka i dopasowujemy liczbę półsłupków (np. robimy 4 półsłupki zamiast 3).

Często korzystam z tej metody. W ten sposób zrobiłam brzeg do mojej CHUSTY KOMPROMIS czy KAMELEON

Wersja kolejna, muszelkowa.
Tym razem zrobiłam brzeg korzystając z mojego ulubionego sposobu muszelkowego.
zaczynamy od oczka ścisłego, potem omijamy dwa kolejne oczka na brzegu i w trzecim robimy pięć słupków. Znowu omijamy dwa oczka i w trzecim robimy oczko ścisłe. Powtarzamy fragment: omijamy dwa oczka , robimy w trzecim pięć słupków, omijamy dwa oczka, w trzecim robimy oczko ścisłe. W taki sposób wykończyłam brzeg mojego URODZIWEGO PASIASTEGO



Wersja trzecia, oczka rakowe...
Po dwóch próbach uznałam, że w przypadku tego szala, nie chcę żadnych ozdobnych brzegów. Pominęłam więc próbkę z różnokolorowymi muszelkami...
Ostatecznie stanęło na lubianych przeze mnie oczkach rakowych.
Zakryją pewne niedoskonałości brzegu i takie wykończenie chyba w tym przypadku będzie najlepsze. No, może jeszcze pomyślę nad jakimś chwostem. Jednym lub dwoma.
Jak robimy oczka rakowe?
Na wspak. Oczka rakowe to nic innego jak półsłupki. Tyle tylko, że robimy je od strony lewej do prawej. Wyglądają jak małe, ładne supełki. Dosyć często z nich korzystam. Na przykład w jednej z moich starszych chust COLOR AFFECTION




Pozdrawiam


wtorek, 26 lutego 2019

PASIASTY FINISZ

PASIASTY FINISZ, czyli jak wykończyć brzegi szala...

Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską...
Wieczorem temperatura zjechała mi do bardzo akceptowalnej (36,9) i zasiadłam do szacowania strat w szalu...
Sprułam kawał i zabralam się do pracy na tyle energicznie, że po 22 udało mi się zamknąć końcowe oczka.
Rano z mojego triumfalnego TADAM! zrobiło się HMMM...
Pewnie też tak macie, że nowy pomysł to ciekawość przeradzająca się w trakcie pracy w pewność „Tak, podoba mi się. Coraz bardziej mi się podoba” lub...niepewność.
Niby wszystko dobrze, niby koniec pracy a jednak czegoś brakuje.
Tak jest z tym szalem.
Jest HMMM...
Po pierwsze jestem nie do końca przekonana, że to wersja ostateczna. Dzisiaj jeszcze nad tym pomyślę.
Po drugie jest kwestia brzegów.
Trudno wykonać je fantastycznie kiedy co chwilę zmieniamy nitkę. Szczególnie gdy robimy to co cztery, trzy, dwa i jeden rząd. Z brzegu robi się wtedy bałagan i nie wygląda to nienagannie.
Poza tym kolory tej włóczki przechodzą dzięki zmianie nitek płynnie ale one jednak nie tak do końca ze sobą współgrają. Tragedii nie ma ale szału też nie.
Usiadłam więc wygodnie w fotelu, zabrałam się za pisanie na blogu, zaraz wrzucam odcinek „Przystanku Alaska” na tv i biorę się za szydełko.
Pomysł pierwszy - brzegi zostaną obrobione półsłupkami (chyba dwa rzędy) a potem oczkami rakowymi. Jednym kolorem, który przy okazji zbierze to całość (taki jest przynajmniej zamysł, zobaczymy co szal na to powie).

Szal przed blokowaniem i wykończeniem prezentuje się tak:

Tutaj ten zabałaganiony brzeg.