Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2019

WAKACYJNE LENISTWO I DZIEWIARSTWO TEORETYCZNE

Dzień dobry,

znowu długo nie pisałam.
Głównie dlatego, że w tym sezonie wakacyjnym oddaję się przede wszystkim chorowaniu oraz nicnierobieniu...
Idzie mi świetnie. Niestety i jedno i drugie.
Przez ostatnie tygodnie nie dokończyłam żadnej z rozpoczętych prac (jeden sweter jest na etapie braku rękawa...). Ba, żadnej nie rozpoczęłam aby po chwilowym zauroczeniu, porzucić.
Zajmowałam się głównie dziewiarstwem teoretycznym.
Dostałam pod choinkę dwie super książki i wertuję je ostatnio w poszukiwaniu weny. Przedwczoraj kupiłam kolejną...
Poza tym spędzam czas na lenistwie i zamienianiu mojego mikroskopijnego ogródka w gąszcz krzaków, żurawek, hortensji oraz innych roślin.
Wygląda to bardzo nieuporządkowanie ale lubię ten roślinny chaos i nadmiar.
Efekt sklepu ogrodniczego pojawił się zresztą nie bez powodu. Po prostu kupiłam sporo maleńkich roślin z zamiarem podhodowania ich i zabrania wiosną do Polski.
Plan wypalił w100%. Nawet więcej :). Po prostu nie uwzględniłam, że aż tak będzie się to roślinne towarzystwo rozrastać.
Wiosną, w kwietniu, znalazłam powojnik wyrastający...spod kompostownika. Miał cztery listki. Od razu wiedziałam skąd się wziął. Była to roślina, która trzy lata temu nie przetrwała mojej pomyłki (podlałam rośliny, WSZYSTKIE, środkiem chwastobójczym). Korzenie z bryłką ziemi wylądowały na samym dnie nowiutkiego kompostownika. Po trzech latach powojnik postanowił jednak ożyć. Wykopałam go więc i trafił do dużej donicy ze świeżą ziemią.
To było w kwietniu. Teraz ma ponad metr kłębowiska gałęzi i liści...
Wrzucam kilka wakacyjno-roślinno-sierściuchowych zdjęć.
Wczoraj zakończyło się lato (w Irlandii jesień zaczyna się w sierpniu).
Wieje, leje i jest paskudnie. W nocy była nawet burza!!!
Wzmianka o tym zasługuje na trzy wykrzykniki bowiem burza z piorunami jest tu zjawiskiem praktycznie nieznanym!
Psy się wściekły, narobiły dodatkowego rabanu. W dodatku Felka wystraszona oraz rozeźlona hukiem obudziła się i wyskoczyła spod kocyka...prosto w warczącą paszczę wilka na ekranie telewizora. Rozumne z niej zwierzę, wlazła pod stół aby poszczekiwać i obserwować przeciwnika.
Skoro jest jesiennie (taka dość listopadowa aura, tylko sporo cieplejszy deszcz) to nawyki dziewiarskie pokonały lenistwo i wczoraj powstało 15 elementów mojego nowego szala.

Zagląda tu jeszcze Ktoś?
Coraz mniej moich ulubionych blogów :(


CDN :)
















niedziela, 26 maja 2019

PALETOWE STOLARSTWO,czyli co zrobić z palet...

Co można zrobić z palet?
Pewnie prawie każdy widział gdzieś mebel z palet, najprostszy z możliwych - stolik/ ławę.
Paleta lub dwie, na kółeczkach.
Często też można zobaczyć typowo ogrodowe meble, ławy i fotele.
Akurat te ogrodowe nie zawsze mi się podobają.
Faktem jednak jest, że paleta to super materiał. Szczególnie dla działkowców czy też osób lubiących powtórne wykorzystanie materiałów. O niskobudżetowym walorze nie wspominając.
Mój ogródek jest bardzo tymczasowy i nie ponoszę praktycznie żadnych większych nakładów finansowych (oczywiście nie mówimy tu o sytuacjach, w których trzeba mi odginać palce zaciśnięte na doniczce z rośliną w centrum ogrodniczym 😄). Palety stanowią niezastąpione źródło materiału budowlanego. Pokazywałam ostatnio STOLIK OGRODOWY z palet i kafli. Teraz do kompletu dostał... mały taras.
taras z palet


Mam jeszcze jedną niewykorzystaną europaletę w składziku i zostanie przerobiona na kolejny kwietnik tym razem przyścienny, na skalniaki. Zapewne już niebawem.

Jak zrobić taras z palet?

Taras z palet



Potrzebne nam będą europalety. Mój mini taras ma wymiar 2,4 x 2,4 m. Powstał z sześciu palet o wymiarach 0,8 x 1,2 m. Najpierw trzeba oderwać od nich deski (te węższe) pozostawiając szerokie zewnętrzne i środkową. Te dwie oderwane deski powinny nam idealnie pasować do powstałego otworu (niestety jednego). Drugi otwór musimy wypełnić. Najwygodniej zrobić to deskami pozyskanymi z kolejnych europalet...
Brzegi naszego tarasu są dziurawe i widać konstrukcję. Zakryliśmy je więc długimi listwami (oczywiście z odzysku). Dzięki temu powstała rama trzymająca wszystko razem a dodatkowo udaremniająca wsypywanie się do środka kamyków z podłoża.
Oczywiście tylko w przypadku części palet okazało się, że deski pasują dokładnie do otworów, które trzeba uzupełnić. Trzeba było parę dociąć. Aby całość "nie rozchodziła się" na środku część desek przymocowaliśmy jednocześnie do dwóch palet.. Cała deska przykręcana na środku sprawia, że są one połączone razem. Dzięki temu taras jest skręcony w środku i wszystko jest w miarę trwałe. Oczywiście było trochę zabawy z wypoziomowaniem (poszły w ruch kamienie z podłoża). Potem jeszcze dwukrotne malowanie farbą do drewna (część drewna była nowa, jasna ale część ciemna a kilka desek pomalowanych na inny kolor). Na koniec całość została pomalowana olejem do drewna (impregnacja w Irlandii to rzecz kluczowa).

Prezentuje się to akceptowalnie :) 


W kwestii najnowszego udziergu mogę nareszcie napisać, że JEST GOTOWY :) i moknie właśnie w eucalanie...
CDN...

czwartek, 9 maja 2019

Żurawkowe/roślinne uzależnienie


Pierwsza była poobijana, przecenionana na jakieś grosze Heuchera Shanghai.
Wrzuciłam ją do ziemi i przeobraziła się w prawdziwą piękność...
Od tamtej pory moja kolekcja się „ciut” rozrosła.
Niestety, nie zostawilam sobie etykiet od tych pierwszych.
Podejrzewać tylko mogę co mam na grządkach.
Na pewno mam w skrzyniach:
Shanghai
Cherry Cola
Southern Comfort
Wild Rose
Northern Exposure Amber
Fire Alarm
Sugar Plum
Ruby Royal
Delta Dawn
Fire Chief
Green Spice
Lime Marmalade
Marmalade
Autumn Leaves
Palace Purple
Marvellous Marble

I jeszcze jakieś inne, muszę je kiedyś skatalogować.

W każdym razie, ostatnio mój zapał do robótek ręcznych jakoś przygasł.
Działo się niewiele (mam za to mnóstwo rozgrzebańców) a czas mijał mi przyjemnie na pracach ogródkowych. Mój ogródek jest niewielki i prawie wszystkie rośliny mam w pojemnikach (zamierzam je spakować i przewieźć do Polski kiedy zapadnie decyzja, ze to już dzień O). Wydawać by się mogło, że nie daje to wielkiego pola do popisu ale nie jest to dla mnie wielka przeszkoda. Po prostu...w kółko coś przesadzam.
Dzisiaj więc wpis ogródkowy.
Na pierwszym planie - hotel dla owadów (handmade :))

Poniżej, po prawej stronie - choinka doniczkowa z ostatniego sezonu. Kupiona w sieciowym Dunnes Stores...najwyraźniej postanowiła nie usychać. Trzymam za nią kciuki.








Tutaj mój najnowszy nabytek. Kuflik, zwany tutaj bottle brush. Ciekawe z jakiego powodu :) ?











Trzy ostatnie zdjęcia to moja ostatnia robótka. Po długiej przerwie wzięłam się za dzierganie. W dodatku jest to przeróbka. W ubiegłym roku powstała szydełkowa bluzka. Podobała mi się ale jakoś jej nie nosiłam. Chyba nie przepadam za dzianiną wykonaną przy użyciu szydełka. BLUZKA została więc prawie w całości spruta. Zostawiłam tylko karczek, do którego dorabiam teraz pozostałą część. Do bawełny Drops Safran dodałam cieniutką nitkę (wełna estońska) i popołudniami (kiedy już poprzesadzam sobie parę roślin) dłubię sobie powolutku. Rękawy będą chyba proste. Chociaż jeszcze nie wiem. 

Pozdrawiam z wiosennej Irlandii.







środa, 24 października 2018

KOŁOWIEC NR 2

Dobry wieczór,

ozdoby świąteczne ozdobami ale w międzyczasie coś powstaje...
Jesień nadal nas rozpieszcza, spróbowałam wysuszyć na powietrzu nowy sweter.
Kołowiec nr 2 jakoś tak bardzo podobny do Kołowca nr 1.

Suszenie było trudne.
Felutka kocha rękodzieło i zawsze z dużym zainteresowaniem przygląda się moim pracom.
Tym razem też postanowiła zrobić odbiór techniczny...

Przy okazji pomyślałam sobie, że dawno nie było zdjęć moich Sierściuszków.
Z Felką nie ma większych problemów. Pozuje chętnie i można jej zrobić zdjęcie.
Gorzej z Merlinem (zwanym ostatnio Węglowodan, ze względu na preferencje żywieniowe. Pies-dziwadło. Kiedy widzi kiełbasę i racucha lub bułkę z masłem...wybierze bułkę/racucha)


Jedno z nielicznych zdjęć Marlina, na którym nie robi aż tak bardzo za mistrza drugiego planu (zazwyczaj udaje się go uchwycić w bezruchu, w pozycji na kangura, z wiadomego powodu...)


Tutaj Felutka pozuje na tle nowej graciarskiej (nowa miłość Małżona, połączenie piły, palet i gwoździ :)) zabudowy ogrodowej. Rośliny ciut ucierpiały i zapewne odchorują przeprowadzkę, niestety względy porządkowe przeważyły i znika trawnik z ogródka. Po prostu nie sposób uniknąć ton piachu wnoszonych na czterech wielkich łapach do domu...
Wszystkie rośliny powędrowały do skrzynek i dopiero w przyszłym roku będzie to jakoś wyglądało.
Trochę mi ich szkoda bo i żurawki i hortensje w tym roku wyrosły bardzo ładnie (podsypane szczodrze ukorzeniaczem przez Małżona, który myślał, że to odżywka do kwiatów).
To w tle, ta ciemna ściana to cecha charakterystyczna irlandzkich ogródków (lub raczej podwórko-ogródków jak je nazywam). Nie wiadomo z jakich względów tubylcy kochają te mury. Potrafią one otaczać nawet najmniejsze podwórka jakie w życiu widziałam. Bywa, że są częścią sąsiednich domów ale czasami nie i doprawdy trudno mi znaleźć uzasadnienie dla otaczania murem podwórka o powierzchni 5 metrów kwadratowych (tak, to nie pomyłka pięciu a nie pięćdziesięciu).
Wiecie, zanim tu przyjechałam na ciut dłużej, z zazdrością myślałam o świecie, w którym wszyscy mieszkają w domach.
Cóż. Problem w tym, że dla mnie "dom" był "domem" w znaczeniu swojskim, polskim.
Teraz się to ciut zmieniło ale do niedawna dom miał garaż, piwnice i tak około 200 metrów kwadratowych powierzchni. Do tego spory zazwyczaj ogród.
Przeciętny irlandzki dom to tak naprawdę domek. 60-80 m2. Z kartonowymi ścianami. Wieczną wilgocią, z którą całą zimę się walczy. Rurami kanalizacyjnymi biegnącymi po ścianach. Murem ogrodu sąsiada zasłaniającym kompletnie widok z okien. Salonem mającym 12-14 m2. Widziałam domy, które miały w sypialni, na podłodze...wystające kolanko rury kanalizacyjnej. Moja córka wynajmowała do niedawna "dom" o metrażu...48m2. Na górze były dwie sypialnie a na dole jeszcze jeden pokoik, "salon", kuchnia, łazienka i korytarz. 



Żurawkowa hodowla. Zapałałam do nich ogromnym uczuciem i rozsadzam na przyszły rok.

Krzaczek "podrasowany" ukorzeniaczem. W ubiegłym roku był to krzew wielkości tej fioletowej hortensji w dole zdjęcia...

Na koniec wpisu jeszcze raz Felka. Podejrzewam czasami, że nie jest to pies a kot. Być może ona też tak myśli. W każdym razie to jedyny seter jakiego znam wspinający się po drzewach i opatulający kocykami w każdym możliwym miejscu.


Tak poza tym, powolutku robi się też coś takiego...


Dobranoc :)


środa, 17 maja 2017

OGRODOWE MIGAWKI

Mój pobyt w Polsce się "nieco" przedłuża.
Niestety, jedna wizyta u lekarza zazwyczaj kończy się skierowaniem do kolejnego...
Co zrobić.
Jeden plus jest taki, że nigdy nie byłam tak dokładnie przebadana.
Drugi, zdecydowanie lepszy, to to, że czuję się lepiej a jest nadzieja, że będzie to stała tendencja :)

W związku z moim samopoczuciem, robótkowanie trochę leży.
Na drutach Kid Silk i Alpaca (lubię te majowe przeceny Dropsa :))
Sweter się dzieje. Oczywiście od góry, bezszwowo i raglanowy. Na zdjęciu rosnący
rękaw :)
Ciut opadł mi entuzjazm bo zrobiło się naprawdę ciepło, za ciepło na zimową robótkę...


Czytanie koncentruje się wyłącznie na książkach "wakacyjnych".
Pisałam Wam kiedyś, że kocham moje miasto?
Nic nie szkodzi, mogę powtórzyć.
Poza mnóstwem zalet, których nie ma sensu tu wymieniać bo czasu zajmuje to wiele, jedną z moich ulubionych "rzeczy" jest tutejsza biblioteka.
Członkostwo w bibliotece wiąże się z posiadaniem Metropolitalnej Karty do Kultury (zniżki do kina, teatru, muzeów, na koncerty, do księgarń...)
Teraz najlepszy bonus!
Od ubiegłego roku, każda osoba będąca czytelnikiem może otrzymać bezpłatny kod dostępu do bazy legimi.pl...
Dostęp jest na miesiąc (potem musimy podejść do biblioteki po kolejny kod), bez limitu pobrań. Możemy więc bez problemu mieć legalny dostęp do olbrzymiej bazy ebooków :)
Dzięki temu już za mną ostatnia część z cyklu Remigiusza Mroza o dzielnym komisarzu Forście, cykl z Joanną Chyłką i parę innych książek. Teraz zabieram się za kolejne kryminały.
Chyba nie muszę nikogo przekonywać jak sobie cenię dostęp do nowości wydawniczych za darmo?

Teraz już będzie ogrodowo, tytuł posta zobowiązuje.
W ubiegłym roku, nieoczekiwanie mój Małzon odkrył w sobie duszę majsterkowicza.
Uzupełnił zasób narzędzi i zaczął się bawić w stolarza-amatora.
Po rzeczach dość prostych (skrzynie na kwiaty wykonane z materiału z odzysku, czyli palet) wykonał taki oto mebel!
Wersja surowa, teraz czeka na przeszlifowanie i pomalowanie.
Jestem z niego (Małżona) naprawdę dumna!

 Pora na parę roślin.






Na koniec jeszcze zdjęcia sierściuchów.
Mamy problem z Felką, która jest psem bardzo skocznym i bez lęku wysokości.
W dodatku przeszła bardzo intensywny trening i jest ułożonym psem myśliwskim...
Czasami wydaje mi się, że poluje nawet przez sen. Jest zawsze spięta i czujna.
Teraz, do ulubionych zajęć doszła jej wspinaczka po płocie.
Na tym zdjęciu, Felka stoi na szczycie muru porośniętego bluszczem. Znajduje się na wysokości ok. 2,5 metra...

W tym czasie hedonista Merlin... nie zawraca sobie łba jakimś durnym wyszukiwaniem obiektów do upolowania tylko zażywa kąpieli słonecznych.

Czasami zastanawiam się czy te nasze psy rzeczywiście są z jednego miotu.
Felicja jest czujna nawet w tych nielicznych momentach kiedy nieruchomieje...
Pozdrawiam (jeszcze) ze słonecznego Gdańska!