Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 grudnia 2015

ESPRESSO i FEBLIK

Dzień dobry :)

Jak tam idą Wam porządki przedświąteczne?
Mnie w ogóle nie idą bo złożona choróbskiem mam w planach tylko prace nie wymagające wielkiego wysiłku.
Na przykład lukrowanie pierniczków upieczonych w ubiegłym tygodniu...



Ewentualnie dzierganie...

Dzisiaj środa więc akcja Wspólnego Dziergania i Czytania u Maknety.
Cóż też sobie czytam?

Hmm.
Literatura młodzieżowa.
Feblik Małgorzaty Musierowicz.
Znaczy się tom 21 cyklu Jeżycjada.
Książki Małgorzaty Musierowicz towarzyszą mi od wczesnego "nastolactwa" i kocham je miłością bezgraniczną (i bezkrytyczną).
Przy okazji Feblika podczytuję też inne części cyklu gdyż okazało się, że najlepiej pamiętam te pierwsze, czytane ponad dwadzieścia lat temu.

Wracając do dziergania.
Chusta Playa na razie wylądowała w szafie gdyz dostałam ekspresowe zlecenie na udzierg pod choinkę, Dla Teściowej...
Stąd Espresso. Ekspresowy z konieczności i kolorystycznie się kojarzy (włóczka Verdi Drops ma takie kawowe fragmenty obok tych budyniowych).

Zdjęcia komórkowe i beznaziejene ale większej szansy na sesję nie ma (tu leje, ciągle leje a kiedy na moment się uspokaja to jest chociaż mżawka...)

Wracam do dłubania.
Chcociaż słowo "dłubanie" w tym przypadku nie jest adekwatne do czynności.
To druty nr 7 i błyskawiczny udzierg...









niedziela, 14 grudnia 2014

KONIEC WIELKIEGO PIERNIKOWANIA

UFF,

wiecie co jest najbardziej zabawne w hurtowej produkcji pierniczków mającej miejsce co roku w naszym domu?
To, że w zasadzie nie przepadam za nimi.
To taki rodzaj zabawy, w której bierzemy udział pomimo braku małych dzieci.
Cóż, w końcu ktoś tu się wychował na lekturze "Dzieci z Bullerbyn":)
Dziecko tego kogoś, umiało swego czasu na pamięć książeczkę pt. "Gwiazdka z Bullerbyn" i potrafiło deklamować kolejne strony bez zająknięcia i z bezbłędną dykcją, udając w wieku lat czterech umiejętność perfekcyjnego czytania.
Jak więc zrezygnować z takiej tradycji?

Tym bardziej, że ta masa piernikowa nagle zaczyna się kurczyć, popakowana w ozdobne woreczki znika w mgnieniu oka, rozdawana bliższym i dalszym krewnym i znajomym.


















Tak przy okazji - pieczenie to nie była jedyna moja aktywność w  ten weekend.
Poczułam sie ciut lepiej i zrobiłam czapkę oraz komin z włóczki Drops Verdi.
Została kupiona na chustę dla mojej Teściowej.
Chusta nie zachwyciła mnie, zrobiłam jej zdjęcia podczas blokowania i oddałam właścicielce.
Wygląda TAK.

Tymczasem okazało się, że jest lubiana i często używana.
Włóczka jest niezwykle ciepła, cieniutka i bardzo lekka.
Ładne są również kolory. Beż/kawa z mlekiem, przechodząca w blady róż.

Jeden motek tej włoczki waży 350g i jest gigantyczny.
Naprawdę gigantyczny - większy od głowy mojego Dziecka :) W dodatku to motek, który jest bajkowy. Prawie jak z bajki "Stoliczku, nakryj się".
Końca nie widać.
Zrobiłam sporą chustę.
Czapkę i komin z podwójnej nitki.
I został mi wielki kłębek :)
Wyjdzie jeszcze jedna duża chusta.

Zaraz wrzucę zdjęcia komina. Czapka już "się nosi".


 Na zdjęciu ten komin nie prezentuje się specjalnie atrakcyjnie. Na "człowieku" jest dobrze.
Zaczęłam robić go zgodnie z opisem na stronie Dropsa. Komin z podwójnej nitki, ściągacz angielski.
Po przymiarce, zdecydowałam się zmodyfikować wzór. Komin miał być ciepły. Ogrzewać nie tylko szyję ale i ramiona.
Po bokach z co drugiego oczka prawego zrobiłam trzy (3x).
Dzięki temu powstał nie ciepły i gruby golf ale coś co oprócz szyi opatuli również część pleców, dekolt i ramiona.




wtorek, 30 września 2014

POST DOZWOLONY OD LAT 18... czyli PIGWÓWKA

Dzisiaj będzie nie o dzierganiu a o kulinariach.
Weszłam w posiadanie sporej ilości owoców pigwowca.
Zabieram się więc za wykonywanie mojego ulubionego przetworu owocowego :) czyli pigwówki.
W zasadzie powinnam napisać pigwowcówki.

Robię ją od dobrych kilku lat i jest to moja ulubiona nalewka.

Potrzebujemy w zasadzie trzech rzeczy: owoców pigwowca (mniejsze i dużo bardziej aromatyczne od pigwy), cukru i spirytusu ewentualnie innego alkoholu.
Przepisów w Internecie jest bez liku a ja robię ją absolutnie "na oko".
Co roku jest ciut inna ale zawsze pyszna.

Ingrediencje:
niezbędne: pigwowiec, cukier, spirytus (robię jak już pisałam na oko ale potrzebujemy około 1kg owoców, tyle samo cukru i około 1 litra spirytusu),
dodatki: cynamon, wanilia, goździki, skórka pomarańczowa, miód.

Dodanie miodu spowoduje zmętnienie nalewki, bardzo trudno będzie ją sklarować.

Cukru wydaje się być bardzo dużo ale pigwowiec jest niezwykle kwaśny i ja czasami jeszcze dosładzam trunek.

Owoce szorujemy szczotką, bardzo, bardzo porządnie.
Dzielimy na ćwiartki i wycinamy gniazda nasienne.
Następnie kroimy na małe kawałki i zasypujemy cukrem.Po chwili puszczają sporo soku.
Tu jest wiele szkół ale ja jestem niecierpliwa i po prostu podgrzewam owoce z cukrem.
Lekko bo one pomimo kamiennej twardości lubią się rozgotowywać na pulpę.
Podgrzewam je do momentu rozpuszczenia cukru, po wystudzeniu wlewam spirytus i szczelnie zakręcam.

Owoce można zalewać kilkakrotnie ale ja tego nie robię, po wyciągnięciu ich z nalewki przesmażam je raz jeszcze z cukrem i pakuję do słoików.
Takie spirytusowe lubię najbardziej do zimowej herbatki...

Kończę już ten wpis.
Usuwanie gniazd nasiennych to bardzo pracochłonny proces a ja jeszcze nie zaczęłam.

Pozdrawiam





sobota, 21 czerwca 2014

PASKI, OCZKA, WZORY I ... KWIATKI :)





Zakręciłam się kompletnie.
Czas na stanowcze NIE dla kolejnych pomysłów dziewiarskich i dokończenie tego co mam obecnie na drutach (a raczej  żyłkach).
Nazbierało się tego ciut za dużo.

1. Sweter dla Małżona w fazie dość zaawansowanej (zdjęcia nie posiadam).

2. Sweter dla Marci inspirowany Boxy Joji Locatelli.
Ta robótka być może niedługo doczeka się szczęśliwego zakończenia i zniknie z drutów.
Dzierga się szybko i wykorzystuję resztki Delight Dropsa oraz Baby Merino.
Wygląda to na razie tak:




W tej chwili mam jeszcze 1/3 drugiej części.

3. Aby zrobić to swetrzydło odłożyłam szalo-chustę dzierganą również z dwóch kolorów Dropsa Delight (oj ta 35% promocja ostatnio...:)).
Jest jej ciut więcej niz 1/4 i zastanawiam się czy robić ją dalej czy zmienić plany.

4. Do tego mam zaczętą tunikę z Sock Malabrigo w pięknym kolorze Aguas. Zdjęcia nie wklejam bo mam tego na razie po 5 cm (robię tył i przód jednocześnie)

5. Leży również sweter z resztek Sock Malabrigo (Playa), jakiejś grafitowej resztki wełny z merynosów i Dropsa Delight...
(sfotografowana część będzie fragmentem przodu)





6. Podczas dziergania kocyka z wpisu poprzedniego, zachwyciły mnie kolory Dropsa Delight.
To taka czerń przechodząca w fiolet, zieleń, brąz i bordo.
Zrobię z tego tunikę z karczkiem w takich barwach, reszta będzie jednolicie czarna.
Jednolicie, co nie oznacza gładka.
Ta robótka jest w fazie projektu i robienia próbek.

7.I do tego wszystkiego czeka jeszcze "moteczek" włóczki Verdi Dropsa.
Z tym mam największy problem bo nie mam pojęcia jak z robić z niego chustę...
Swoją drogą widok tego "moteczka" rozbawił mnie okropnie.
Dla porównania obok umieściłam motek w rozmiarze "normalnym".




Na koniec akcent kwiatowy.
I nie, nie będzie to zdjęcie skarpet oraz rękawiczek, które czekają cierpliwie w kolejce (wielokolorowy, tęczowy żakardowy wzór na czarnym tle).
Jeżeli do końca czerwca dostaniemy pomyślne wiadomości w sprawie wyjazdu Marci to wskoczą na szczyt listy, na razie muszą poleżeć.

Kwiaty, o których chcę wspomnieć zostały przez nas dzisiaj zjedzone na obiad.
Polecam, o ile ktoś ma dostęp do kwiatów cukinii :)
Pycha.
Kwiaty cukinii w cieście naleśnikowym.





Jako, że jest to blog o wszelkich przejawach rękodzielniczych napiszę jeszcze tylko, ze w tle zdjęcia z cukiniowymi kwiatostanami znajduje się bieżnik wyhaftowany przeze mnie.
Haft krzyżykowy i wzór z moimi ulubionymi kwiatami - nasturcjami.

Miłego weekendu. Pogoda u mnie kiepska więc uciekam do drutów :)