wtorek, 21 lipca 2015

MINI SESJA I DUBLIN

Leje.
Znaczy teraz akurat nie leje ale to jakieś pogodowe niedopatrzenie.
Pada wieczorami.
Leje jak z cebra i zdecydowanie uniemożliwia ten deszcz sfotografowanie moich lampionów w ogródku.
Kiedy postanowiłam wykorzystać słoiki jako sposób dostarczenia nastrojowego oświetlenia :), przez myśl przeszły mi takie słowa jak: len, naturalne, ekologiczne, kremowe, beżowe, białe etc.
Pragmatyczna część mnie wyciągnęła jednak siatkę z resztkami kordonka i to był dobry pomysł.
Rozweselające są te landrynkowe lampiony.
Małżon dorobił im uchwyty z drutu i można je zawiesić na gałęziach bluszczu w ogródku.
W zasadzie można by gdyby nie wspomniany już deszcz.
Przed południem nastrojowe oświetlenie jest raczej zbędne.

Sesja zdjęciowa w naturze odbędzie się w lepszych okolicznościach pogodowych. Teraz dowód na to, że lampiony działają i są ukończone.

Jedna kwestia techniczna.
Monotema pisała w komentarzu, że ma złe doświadczenia z takim pomysłem. Pękały słoiki.
Słoiki z Lidla, które wykorzystałam są grube.
Poza tym nasypałam na dno każdego z lampionów trochę brązowego ryżu. Podgrzewacz się na tym podłożu nie przemieszcza a co ważniejsze nie rozgrzewa szkła.

Póki co- zawisły na mojej osobistej Denatce (historię Denatki opiszę innym razem)







Nie dziergam bo ciągle się gdzieś przeieszczamy.
Wczoraj odbieraliśmy z lotniska w Dublinie moje Dziecko.
Czasu było niewiele ale wrzucam kilka zdjęć.

Ładne miasto i jak często przy okazji zwiedzania, łapię się na myśli, że Gdańsk jest naprawdę piękny :)

Pozdrawiam.


 DUBLINIA


KATEDRA ŚW. PATRYKA


Trochę tradycyjnych ulic.
 


Tradycyjny skrzat zapraszający do MUZEUM LEPRECHAUNÓW


 Coś dla miłośników ULISSESA Jamesa Joyce'a


 GARDA SIOHANA MEMORIAL GARDEN




środa, 15 lipca 2015

WDiC - LAMPIONING

Kolejna środa w akcji u Maknety, pora więc napisać co aktualnie czytam.

Na Kindelku wylądował Andrzej Ziemiański i "Achaja".
Czytuję w zasadzie wszystko, fantasy i science-fiction także.
To raczej obowiązkowa lektura z kanonu polskiej fantasy (ale z elementami science-fiction oraz magii).
Cóż, zobaczymy.

W wersji klasycznej (papier) złapałam "Listy starego diabła do młodego" autorstwa C.S. Lewisa.
Tego Lewisa od cyklu "Opowieści z Narni".
"Listy..." nie są pozycją bajkową.
Opublikowano je podczas II wojny światowej w "Guardianie" i zyskały ogromna popularność.
Zaskakująco są aktualne:)
Książką jest błyskotliwa, przewrotna i traktuje o kondycji duchowej człowieka.

Tyle o czytaniu.
W zasadzie skończyłam PAPUGĘ
Sesji jeszcze nie ma. Muszę znaleźć sposób na zblokowanie chusty w mieszkaniu dzielonym z dwoma szalejącymi seterami...

Dzierga się kolejna koszulka na słoikowy lampion.
Wpis o lampionach był przeze mnie zamieszczony w tym tygodniu i zaktualizowany wczoraj ale nadal dziergają się koszulki. Dzisiaj powstanie zielona i czerwona.
Jeszcze tylko druciki i lampiony będzie można zawiesić w ogródku.
Sesja ogrodowa będzie zapewne po weekendzie.
Na razie zdjęcie aktualne, z dziergania


Lampiony ze słoików crochet lampions
(plus jedno wieczorne, widać wtedy cały urok lampionów)

wtorek, 14 lipca 2015

SEZON OGRODOWY - LAMPION

Sezon ogrodowy w pełni.
Trzeba więc jakoś sobie radzić podczas pobytu na Szmaragdowej Wyspie.

Dzisiaj uznałam, że potrzebne mi są lampiony na spotkanie ogrodowe ze znajomymi.
Nie zamierzam wydawać tutaj pieniędzy (tym bardziej, że ich nie zarabiam) ale od czego surowce "wtórne" ?
Ze słoika po dżemie i kawałka kordonka powstał pierwszy z kilku lampionów ogrodowych, które zamierzam zrobić.
Reszta powstanie w tym tygodniu.
Reszta koszulek bo słoik po dżemie miałam tylko jeden :)


Nie wiem jak Wam.
Mnie się całkiem podoba.
Jutro dostanie jeszcze zawieszkę z drucika.



Aktualizacja 14/07/2015

Drucik zakupiony i lampiony dostaną zawieszki jutro.
Na razie przystopuję, Małżon się burzy, że od tego dżemu dostanie cukrzycy :) ale w planach mam jeszcze kilka kolorów.






:)

piątek, 10 lipca 2015

PARROT - tygodniowa przerwa w dzierganiu

Cóż,
nie wiem dlaczego. Być może powodem jest zamiłowanie do dużych chust i otulaczy (w moim przypadku zamiłowanie do otulaczy mikroskopijnych byłoby o tyleż zadziwiające co... niepraktyczne :))
Jest bowiem co owijać...
W każdym razie gołym okiem widzę, że moje resztki Dropsa Delight topnieją w zastraszającym tempie i PAPUGA nie zostanie ukończona w ciągu dwóch-trzech najbliższych dni.
Szkoda wielka bo pomimo szokującej pstrokacizny- zaczyna mi się podobać.
Coż zrobić.
Gdyby Drops Delight miał jakość Socka Malabrigo - miałabym w każdym zakamarku mieszkania upchnięty jakiś zapasowy moteczek.
Kocham Dropsa za jego kolory.
Malabrigo za tę lekkość oczek pojawiających się na drutach.
Papuga w ciągu tego weekendu dorobi się chyba ciemnego ogona, który pozwoli ciut odpocząć rozpląsanym oczom.
Liczę na to, że czarny Fabel Dropsa się nie skończy.
Po Delight podjadę aż do Dublina.
To jedyne miejsce w okolicy gdzie znalazłam tę wóczkę a i tak wybieramy się za tydzień aby odebrać z lotniska Dziecię powracające ze stażu.
Tydzień przerwy mam zapewniony.

Nie pozostanie mi nic innego jak rozpocząć kolejną chustę.
Jesień się tutaj zbliża i czuję potrzebę posiadania czegoś stonowanego, miękkiego i ciepłego.
Chyba po prostu zrobię  coś w kształcie NURMILINTU ale bez ażurowych, szerokich wstawek. No i oczywiście dużo większej Nurmilintu.

Na razie moja PAPUGA razi oczy pstrokacizną.
Liczę na to, że po dorobieniu brzegów uspokoi się odrobinę.
Bardzo jestem ciekawa jak będzie wyglądała po blokowaniu!




środa, 8 lipca 2015

WDiC - PARROT

Znowu środa?

Czyta się ... przewodnik po Irlandii.
Wydanie z roku 2001 ale większość zabytków tej pięknej wyspy jest nieco starsza :) więc nie czuję potrzeby zakupienia aktualnej wersji.
Przewodnik wyciągnęłam w związku z zapowiedzianą wizytą naszych przyjaciół, którym chcemy pokazać kilka miejsc. Sami też chętnie odwiedzimy je ponownie lub zwiedzimy po raz pierwszy.

Dzierga się otulaczo-chusta nazwana roboczo PARROT.
Cygańska i oczopląśna. Z moich ulubionych kolorów Dropsa Delight (wykorzystuję wszystkie resztki).
Na razie nie wiem czy nie zostanie spruta...
Troszkę pstrokata.
Zdecydowanie zbyt mało mam też czarnego Dropsa Fabel :( i muszę zastanowić się co z tym fantem począć.
Nic to, dziergam i myślę się co dalej z nią zrobić...
Najwyżej zostanie taka cygańska, do siedzenia w ogródku w chłodniejsze wieczory.

Pozdrawiam z chłodnej, wietrznej i deszczowej Szmaragdowej Wyspy.







poniedziałek, 6 lipca 2015

OWIECZKA I WIZYTA W CORK BUTTON COMPANY

 Dobry wieczór,

szczególnie tym, którzy są już bardzo znużeni polskim upałem.
Fala ciepła ominęła Irlandię.
Zresztą jest to taka część świata, że jednego dnia, można "zaliczyć" prawie wszystkie pory roku. Słońce i deszcz pokazują się na przemian.
Akurat dzisiaj słońca nie było prawie wcale.
Mamy tu już środek/koniec lata (początek to pierwszy dzień maja) i przez ostatnie dni pogoda nas nie rozpieszcza.

W związku z pogodowym chłodem (oraz ostrym przeziębieniem) odłożyliśmy plany weekendowe.
Niestety, nie wyjechaliśmy w weekend poza miasto :(
Wielka szkoda gdyż w planach była wizyta na fermie alpak.
Co się odwlecze to nie uciecze.
Póki co, kurując się, powolutku dłubię moją ciepłą narzutkę z babcinymi kwadratami.
Przyrasta powoli a ja... zastanawiam się czy mi się podoba.
Papuzio dość wygląda ten udzierg i nie wiem czy dokładnie ten efekt mnie zadowala.

W tak zwanym międzyczasie robię króciutkie wypady do i poza miasto.
Dzisiaj zajrzałam do CORK BUTTON COMPANY (namiary poniżej):

www.corkbuttoncompany.ie

4 Pope's Quay, Cork, Ireland

Firma powstała w roku 1956.
Produkują (jest to manufaktura) i dostarczają przepiękne guziki wykonane z wielu materiałów, takich jak: metal, szkło, nylon, poliester, drewno, galalit (tworzywo sztuczne wytwarzane z ...kazeiny).
Znajdziemy tam guziki wykonane z połączenia różnych materiałów: metalu, szkła, cekinów czy masy perłowej i pasujące do wszystkiego: koszuli, swetra, bluzy czy sukni vintage.

Jak to w Irlandii- właściciele byli szalenie mili, dowcipni i uśmiechnięci.
Na szczęście był ze mną Małżon, stąd wiem, że właściciele są elokwentni i dowcipni.
Elokwencja to coś, czego w Irlandii nie posiadam.
Gadatliwa jestem, owszem, ale niestety język angielski nie należy do moich mocnych stron i porozumiewam się tutaj przede wszystkim monosylabami...

Uśmiech na twarzach to coś, czego bardzo brakuje w Polsce.
O ileż przyjemniej żyje się w miejscu, w którym ludzie nie warczą na siebie z byle powodu.

Wyszłam stamtąd z kilkoma maleńkimi, guzikowymi serduszkami i w domu od razu wyciągnęłam szydełko oraz kilka kolorów kordonka.
Przydała mi się przerwa na zastanowienie się co dalej z aktualną robótką.
I mam kolejną szydełkowaną owieczkę (nadal jesteśmy w irlandzkich klimatach).

Oto moja owieczka i kilka zdjęć z "guzikowni":








środa, 1 lipca 2015

WDiC - SPRAWIEDLIWOŚĆ OWIEC (czyli coś w irlandzkich klimatach)

Dzień dobry,

efekty mojej tygodniowej pracy nie są zbyt imponujące.
Dobrze, że czasami zamieszczam posty dziergająco-czytające...

Czytam (leniwie dziergając kolejne kwadraty) Sprawiedliwość Owiec Leonie Swann.
To tak akurat w klimatach irlandzkich. Owiec ci tutaj bowiem dostatek.

Jest to (jak głosi podtytuł) FILOZOFICZNA POWIEŚĆ KRYMINALNA.
Nie będę się rozpisywać.
Ginie Pasterz.
Leży w bujnej, zielonej, irlandzkiej trawie...
Jak słusznie zauważa Sir Ritchfield, najstarszy tryk w stadzie - nie umarł na chorobę. Szpadel to nie choroba...

Polecam!

Na koniec zdjęcie babcinych kwadratów.
Powoli krystalizuje się pomysł na całość.
Na razie dziergam kwadraciki. Jutro powinnam je połączyć i siadam do drutów.


Trudno mi jakoś idzie wpis turystyczny.
Może na rozgrzewkę wrzucę kilka zdjęć z dzisiejszego spaceru po parku przy uniwersytecie.


Kaplica uniwersytecka - wnętrze z urzekającą mozaiką na podłodze ( HONAN CHAPEL)




 I kilka zdjęć z parku.




W weekend (o ile irlandzka pogoda nie zbiesi się kompletnie) Małżon obiecał mi krajoznawczą niespodziankę, która będzie ciut rękodzielnicza.
Wełnista można by rzec...

Do soboty więc.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

LENIWE WAKACJE

Odpoczywam...
Robią się babcine kwadraty z Dropsa Delight.
Jak widać Felka jest bardzo żywo zainteresowana dzierganiem.
Póki co krajobrazów nie fotografuję bo albo biegamy po znajomych, albo pogoda jest irlandzka i nie chce mi się wyciągać aparatu.
Babcine kwadraty będą chustą na irlandzkie chłody.
Na razie dokładnej koncepcji nie ma :)
Zrobię trochę kwadratów i wtedy pomyślę co dalej.



I jeszcze nasz piekielny duecik w komplecie:



Pozdrawiam.
Następny wpis będzie już zielony i krajoznawczy :)

środa, 24 czerwca 2015

WDiC- w trudnych warunkach i pieknych okolicznościach przyrody

Dzień dobry :)

dzisiaj naprawdę nietypowy post.
Wspólne dzierganie i czytanie u Maknety muszę bowiem...ograniczyć do czytania.

Jestem od niedzieli w Irlandii.
Na dłużej raczej niz krócej.
Trudno choć w przybliżeniu okreslić ramy czasowe tego pobytu ale bilet kupiłam sobie...w jedną stronę.
Na razie nie mamy bladego pojęcia co będzie dalej.
Sprawa ciągnie się juz ponad 3 lata i najprawdopodobniej (oby) w tym roku trafi do Sądu Najwyższego. Dopóki się nie zakończy- czekamy.
Okoliczności przyrody są piękne więc przez najbliższe tygodnie blog zmieni swój charakter na bardziej "krajoznawczy".

Wracając do meritum sprawy.
W ubiegłym tygodniu wysłałam tu przesyłkę zawierającą: dwa rowery oraz wielki karton z moimi rzeczami.
Pakowanie zaczęłam od wrzucenia na dno "kilku kłębuszków" a także drutów, żyłek, szydełek i innych akcesoriów absolutnie niezbędnych  w codziennej egzystencji.


Może nie wygląda to na pierwszy rzut oka bardzo imponująco ale jest tam około kilograma Malabrigo (Socka), Silkpaca Malabrigo na dwie chusty, szara estonka, reszta brązowej estonki i do tego sporo turkusowej włóczki typu lace na chustę w moich ulubionych kolorach...i parę innych włóczek.
Przygotowałam się gruntownie do wyjazdu.

Jakby tu napisać...
Mam takie bardzo ale to bardzo nieprzyjemne uczucie, ze ta paczka tu może nie dotrzeć...
Nie ma jej na razie i nie tracę jeszcze nadziei ale tak mi się coś wydaje, ze nie jest dobrze.

Niczego nie dziergam.
Przed wyjazdem dokończyłam jedynie torbę z Dropsa Delight, którą zrobiłam dość dawno temu dla Marci.
Dopiero przed wyjazdem doczekała się paska oraz wnętrza z czarnego sztruksu.
Prezentuje się teraz tak:


Na zdjęciu - wraz z moją osobistą Denatką :)
(nieuświadomionych w kwestii "Denatki" odsyłam do bloga Intensywnie Kreatywnej...)

W celu poprawienia sobie nastroju czytam (po raz kolejny) "Elegancję jeża" Muriel Burbery.

To, sama nie wiem co napisać.
Rodzaj bajki?
Oryginalnej bajki o Kopciuszku, który ma... 54 lata, nosi sukienki w rozmiarze 46, buty 37 i jest dozorczynią w paryskiej kamienicy.
Renee sprzeniewierza się zdecydowanie archetypowi dozorczyni.
Mieszka co prawda w stróżówce, z kotem o imieniu Lew ale dokłada wszelkich starań aby na światło dzienne nie wyszły jej zadziwiające upodobania do Literatury i Sztuki.
Przybiera na co dzień maskę skretyniałej dozorczyni aby lokatorzy ekskluzywnej kamienicy, w której pracuje, nie zorientowali się w jej "odmiennosci".
Pewnego dnia do kamienicy wprowadza się nowy lokator. Japończyk, którego nie udaje się jej zwieść...
Nie piszę więcej...


sobota, 13 czerwca 2015

NUKU, NUKU, NURMILINTU (Free translation: ”Sleep, sleep, little bird...”)

Udzierg błyskawiczny.
Wygląda zupełnie inaczej niż te z Ravelry.
Pomimo tego - podoba mi się i to tak bardzo, że ... powstanie jeszcze jedna.
Tym razem bliższa oryginałowi.
Z grubszej włóczki (ta, z której robiłam to około 400m w 100g).
Mięsista i ciepła.

Póki co moja dziwaczna NURMILINTU
Wlaściwie to podobała mi się niezblokowana ale była wtedy raczej apaszką z rozciągniętym jednym bokiem :)

Kilka zdjęć.
Liczę na to, że mój blog po przeprowadzce na omszałą wyspę (a to już za tydzień!), zdecydowanie zyska na jakości.
Znajduje sie tam bowiem po pierwsze aparat fotograficzny "ciut" lepszy niż małpka.
A po drugie i ważniejsze - Ktoś, kto potrafi się nim posługiwać :).

Sesja wieszakowa (liczę na to, że ostatnia)

Tutaj przed blokowaniem:
Nurmilintu
Nurmilintu

Nurmilintu
I jeszcze parę po blokowaniu:
Nurmilintu

Nurmilintu

Nurmilintu

Nurmilintu

Do posłuchania - fińska kołysanka Nuku, Nuku, Nurmilintu...


środa, 10 czerwca 2015

WCiD - błyskawiczna NURMILINTU

Złapałam wczoraj motek włóczki kupionej przed kilkoma miesiącami.
Kolor był niezbyt dopasowany do reszty włóczki, z której miał powstać wielokolorowy szal na kształt PASIASTEGO.
Obejrzałam go i uznałam, że znakomicie będzie się nadawał na chustę ekspresową.
Wzór- NURMILINTU Heidi Alander
Dzierga się "na prezent".

Co czytam do tej łatwej dzierganki?
Siódmy tom cyklu Andrzeja Pilipiuka "Oko Jelenia".
Prawie kończę i chyba na razie czuję przesyt Pilipiukiem.

Do tego coś z zupełnie innej beczki, zakładam, że nie będzie to czytanie "od deski do deski" tylko powolne zaprzyjaźnianie się.

Jean-Claude Carriere "Krąg łgarzy" tom 1.
(Powiastki filozoficzne z całego świata)

Niektóre długie.
Niektóre tak krótkie jak japońskie haiku.

Jedną z takich króciótkich, wywodzących się z tradycji zen, przepiszę.

WYBÓR MILCZENIA
Pewien mistrz zen spotkał jednego ze swych uczniów, który pracował w ogrodzie i powiedział mu:
- To dobra rzecz już od świtu wybrać milczenie.
- Skąd wiesz, że wybrałem milczenie? - spytał uczeń.
- Słyszałem cię - odpowiedział mistrz.

Wracam do mojej Nurmilintu. Dzierga się na razie bezproblemowo.
Mam już sporo notatek bo obiecałam koleżance rozpisać ten wzór jakoś w miarę przejrzyście...

piątek, 5 czerwca 2015

JEDWABNY ZACHÓD SŁOŃCA NA PLAŻY

Skończyłam ją.
Miało być błyskawicznie a wyszło jak zawsze :)
Prucie - 3 razy.
Powinien być jeszcze czwarty ale dam spokój bo kształt chusty odbiega zdecydowanie od zamierzonego ale  w zasadzie to nie jestem z tego niezadowolona.

Dane "techniczne"
3 motki włóczki Silky Heaven-Vintage Multicolor (kolor Rock Crystal) zakupionej w gdańskim AMIQSie
Motek to 50g (270m) czystego jedwabiu.
szydełko 1,5
druty 3,75
Wzór - spontaniczne dzierganie :)

Sesja wieszakowa...