niedziela, 14 września 2014

GINGKO W KOLORACH JESIENI



Moja Jesienna Gingko się suszy.

Jutro sesja wieszakowa :), póki co zdjęcia z blokowania.
Zrobiłam ją z wełny estońskiej (800m w 100g), druty 3,25.
Darmowy wzór na chustę można znaleźć na Ravelry - TUTAJ
Estońska włóczka...
Nie jest to moja ulubiona Malabrigo ale cóż.
Wełna bardzo nierówna. Momentami cieniutka jak nici do szycia maszynowego, chwilami kilkakrotnie grubsza.
W dodatku często zdarzały się w niej wplecione fragmenty siana (?)
Zgrzebna, niedoczyszczona ale ładna kolorystycznie.
Kupiłam jeden motek i został mi jeszcze kłębek, z którego wyjdzie...następna ażurowa chusta.

Jesienny kolor włóczki jest tak pośrodku pomiędzy tym, co widnieje na zdjęciach.
Ani taki jaskrawy ani też taki bez wyrazu :)

AKTUALIZACJA

Kolejną zaletą mglistych chust jest to, że schną błyskawicznie.

Tak prezentuje się moje (a) Gingko podczas sesji wieszakowej.
Gingko shawl
Gingko shawl

Gingko shawl

Gingko shawl
Gingko shawl

Gingko shawl
Gingko shawl



Jesień się zbliża, pora więc zabrać sie za dokończenie większych prac.
Wyciągam z koszyka sweter dla Małżona...
Mam już jakieś 40%.
Koniec tego "chustowania". Chust i szalików mamy naprawdę sporo.
Chociaż nie, mam do zrobienia komin, entrelakowy.
Zrobiłam go w ubiegłym roku ale sprułam - był za szeroki, pokazywałam go już (tutaj).
Entrelakowanie trochę trwa, może więc wyciągnę też tę robótkę i będę dziergała równolegle ze swetrem?
Jutro wkleję resztę zdjęć.
Na dzisiaj dosyć tego dziergania.
Skończę tylko słuchać odcinek "Idioty" Dostojewskiego.
Miłego wieczoru.







czwartek, 11 września 2014

Jesień idzie...

nie ma na to rady :)

Jesiennie zrobiło się za oknami i chyba tylko to jest powodem, dla którego siedzę nad Gingko...
Jak na robótkę po zmęczeniu zbyt wielką ilością oczek to chyba nie jest najszczęśliwszy wybór.
Chustę robię na drutach 3,25, z wełny estońskiej. Oczywiście 800m w 100g.
Nitka jest w niektórych miejscach cienka jak włos...
Jest jej na razie tylko nieduży fragment. Na drutach mam już ...150 oczek.
To druga chusta wykonana przeze mnie z estonki.
Tym razem nie stresuję się tak bardzo, że rozpadnie się podczas blokowania.
Nie jest to może moja ulubiona wełna ale te kolory...
Tak wygląda chusta entrelakowa z estońskiej wełny:


Gingko na razie wygląda mało okazale.
Zdjęcia zrobiłam trybem rozmazującym większość kadru ale oddającym najbliżej oryginalny kolor.
Pora najwyższa zaprzyjaźnić się z jakimś programem do edycji zdjęć.
A także opanować trochę praktycznych umiejętności fotograficznych.

Póki co mam jej taki fragment.
Postanowiłam przypiąć ja do podłoża i zmierzyć bo trudno oszacować wielkość chusty kiedy jest na drutach.
Obecnie, górna krawędź (czyli dół zdjęcia :)) ma około 80cm.


Kolory układają się w szerokie pasy, ale to z każdym rzędem będzie się zmieniać. Jest za to absolutnie jesienna kolorystycznie.
Nie wiem kiedy zacząć ażurowy wzór. Muszę policzyć oczka i zdecydować czy chcę aby ażurowa część była spora.


Tak swoją drogą niebawem przestanę wykonywać zdjęcia chust metodą "wieszakową".
Stanę się bowiem szczęśliwą posiadaczką metalowego manekina z odzysku.
Rozmawiałam o czymś takim z Małżonem i wczoraj ... znalazł przed domem taką porzuconą Denatkę (Denatki, której właścicielką jest Intensywnie Kreatywna nie muszę zapewne przedstawiać nikomu dziergajacemu :))

W związku ze znaleziskiem, przeprowadziłam wczoraj komiczny dialog na WhatsAppie z moim Dzieckiem:

Ja:
"Papa
Znalazł przed domem starą denatkę.
Przywiezie mi ją :)"

Marcia:
"Starą denatkę?
Przypomnij mi czym była stara denatka, proszę"

Ja:
"Manekin.
Metalowy :)"


Tak więc Denatka z recyklingu zamieszka za czas jakiś z nami i dzięki temu zaprzestanę fotografowania wieszaków z chustami.


Uciekam.
Przesiądę się niedługo na nowy komputer i wtedy zabiorę się za opanowywanie różnych blogowych opcji.
Teraz opublikowanie prostego wpisu trwa lata świetlne.
A chciałabym zrobić galerię, pobawić się obróbką zdjęć etc.
Zakładam, że z nowym komputerem będzie to już przyjemność bo błyskawicznie będzie wykonywał moje polecenia.

Miłego dnia.

wtorek, 9 września 2014

SZCZUREK CZYLI MAŁE FORMY

Dobry wieczór,

przy okazji wyjazdu Marci, naprędce zajęłam się łataniem, zaszywaniem, naprawianiem i przerabianiem.
Nie zdążyłam oczywiście wydziergać skarpet (mam się wyrobić do zimy, kiedy to Marcia zjedzie na Boże Narodzenie do domu).
Powstało za to opakowanie na komóreczkę.
Z wielką przyjemnością wydziergałam coś tak małego i przy okazji postanowiłam wkleić tutaj zdjęcia, które nazwijmy umownie "małe formy".
Teraz lojalnie uprzedzam, zmuszona jestem opowiedzieć ciut przydługą historię.

Zdjęcie pierwsze - Szczurek. Wersja 1.0.
Szczurek Nici, wersja 1.0. Girona


Szczurek został nabyty drogą kupna przez mojego Lekko Udomowionego Mężczyznę jako erzac, niedługo po tym jak okoliczności życiowe zmusiły go do poszukania rodziny zastępczej dla posiadanych przez niego gryzoni.
Gryzonie były dwa, miały jakieś egzotyczne, japońskie imiona, których nie potrafiłam opanować.
Dość szybko zostały więc przemianowane na łatwe do zapamiętania: Ping i Pong.

Niestety, w związku z wypadkiem w pracy, koniecznością kolejnych operacji oraz rehabilitacji w Polsce, Ping i Pong musieli się wyprowadzić do domu zastępczego.
Tak więc któregoś dnia, Małżon wrócił z okolicznej galerii handlowej ze Szczurkiem.
Szczurek dość szybko awansował w domowej hierarchii ważności i zaczął być zabierany na wszelkiego rodzaju wyjazdy.


Tutaj - Szczurek na kawie, na lotnisku.
Szczurek na kawie, lotnisko Rębiechowo

Jak widać, Szczurek w wersji 1.0 nie miał jeszcze zbyt wiele wspólnego z dzierganiem.
Konieczność dziergania a raczej, czy ja wiem jak to nazwać, operacji plastycznej, pojawiła się któregoś dnia po moim powrocie do domu.
Nasza suka, Melka, seterka szkocka tyleż piękna co charakterna, z coraz większym oburzeniem przyglądała się rosnącej zażyłości Jej Osobistego Pana i pluszowego gryzonia.
Któregoś razu, po powrocie do domu, znalazłam Szczurka 1.0 w stanie wskazującym na bliskie spotkanie z potężnymi szczękami Melki.
Było to dość nietypowe zachowanie gordonki bo ona w zasadzie, od czasu szczenięctwa, niczego nie zniszczyła.
Gryzoń był w stanie dość opłakanym.
Nie miał oczu, kawałka nosa i całego ucha a także większej części bujnej czuprynki.
Po reanimacji i drobnych zabiegach upiększąjaco - plastycznych, powstała Wersja 1.1 naszego Szczurka:
Szczurek Nici, po operacji, wersja 1.1
Może ciut przerażający, z tymi guzikowymi oczami jak z Koraliny Neila Gaimana... Małżon twierdził, że wygląda jak twardziel.


Niestety, wydaje mi się, że Szczurek 1.1 nie uwierzył w swoje bezpieczeństwo w naszym domu i podczas kolejnego wyjazdu, zaginął.
Nie wiemy nawet zbytnio gdzie, urwał się gdzieś pomiędzy Segovią a Avilą.
Nie udało się nam go odnaleźć...

Lekko Udomowiony Mężczyzna był niepocieszony a ja zostałam obarczona winą za niedopilnowanie gryzonia na wycieczce.
W dodatku okazało się, że kupienie pluszaka z kolekcji 2008 (chyba) nie jest wcale takie łatwe.
Udało się go znaleźć dopiero w tym roku i w ten sposób w naszym domu pojawiła się Wersja 2.0 Szczurka.

Tym razem postanowiłam zrobić coś aby był choć cień szansy na odnalezienie zguby.
W związku z wyjazdem Małżona i Szczurka do dość chłodnej Irlandii, Szczurek 2.0 został przeze mnie odpowiednio wyposażony.
Otrzymał ekwipunek małego podróżnika: płaszczyk z kapturkiem na chłody oraz plecak, w którym ma na zanętę drobne monety oraz kartkę z numerem telefonu i mailem




oraz prośbą o kontakt.

Szczurek Nici, wersja 2.0, skalista plaża, gdzieś w Irlandii...
Jak widac, na chłody Szczurek jest wyposażony.
Gorzej z upałem.
Potrzebne mu będą bermudy w kwiatki...
Jak ja to wydziergam?
:)


I na koniec jeszcze, zdjęcie etui na komórkę Marci.

Na koniec krótkie podsumowanie projektów większych niż "godzinne".
Mam rozgrzebanych, w fazie bardzo wstępnej, kilka robótek.
Nie wiem kiedy to wszystko skończę i kiedy będę mogła pochwalić się skończonymi pracami.
W dodatku, podczas dzisiejszej przejażdżki rowerowej (22 km :)) mijała mnie dziewczyna na rowerze, która miała na sobie bardzo ładne poncho.
Wiecie już oczywiście, prawda?
Poncho by się przydało i mam akurat taką ładną wełnę na nie...
NIE.
Będę twarda...
Może jakaś GRUPA WSPARCIA?
:)

piątek, 5 września 2014

CONNEMARA / FINISZ

Jest.
Blokuje się.
A ja odpoczywam :)
Długie było to dziergadło, nie powiem.
Druty 3,25 z żyłką 150 cm.
Ostatnie rzędy z jakąś astronomiczną ilością oczek "robiły się" bez końca.
Ta chusta miała wyglądać inaczej ale okazało się, ze mam za mało włóczki.
Dokupienie, jak zwykle okazało się niezbyt proste.
I tak pochłonęła dwa motki Malabrigo (Silky Merino w kolorze Piedras, trzy motki Dropsa Delight i jeden Fabel).
Ale efekt końcowy nie jest zły :)
Wydawała mi się ciągle mała ale oczywiście podczas blokowania zaczęła rosnąć i jest naprawdę spora.
Duża i ciepła. Akurat taka jakiej potrzebowałam.
Blokuje się na łóżku, górna krawędź ma więc około 2 metrów.
Na razie zdjęcia z blokowania.









I słucham sobie.
Miało być coś w klimatach celtyckich i postanowiłam zerknąć co słychać u Loreeny Mckennitt.
I proszę jaka niespodzianka.
Noc w Alhambrze mi się wyświetliła.
To się podzielę.
Połączenie geograficzno-klimatyczno-nastrojowe idealne bo ja blokuję a Marcia pakuje walizę i jutro wieczorem Alhambrę będzie miała tuż pod nosem.

Aż się rozmarzyłam. Chciałabym w przyszłym roku móc posiedzieć tam i popatrzeć na księżyc nad Alhambrą.
To jedna z ładniejszych scenerii dla księżyca.
A ja mam chyba duszę tułacza i zaczynam tęsknić za wędrowaniem zanim jeszcze na dobre rozgoszczę się w domu.



Jeszcze tylko pro forma - zdjęcie chusty w sesji wieszakowej.
Kolor chusty to coś pomiędzy zdjęciem nr 1 a nr 2 i 3...


poniedziałek, 1 września 2014

POWRÓT DO JESIENNEJ RZECZYWISTOŚCI

Po rzymskim upale, Gdańsk zaprezentował się nam iście jesiennie.
Nie wiem czy jest tak zimno, czy też to efekt szoku termicznego.
Plus sytuacji - aż się chce wyciągnąć druty i zabrać za jakiś jesienny sweter lub...szalik :)
Może chustę?

W pierwszej wersji chciałam zdać tu dłuższą relację z podróży ale zmieniłam plan.
Będzie krótko i ze zdjęciami.

Jadąc do miasta takiego jak Rzym, mamy mniej więcej wyobrażenie tego co zobaczymy.
Koloseum, Forum Romanum, Fontanna di Trevi, Plac Hiszpański i słynne schody,  Campo de Fiori, Piazza Navona, Trastevere...
Hasła i towarzyszące im obrazy.

Potem lądujemy, jedziemy autobusem z lotniska do centrum miasta i nagle zza zakrętu wyłania się rudawa budowla. Zasłaniają ją jakieś krzaki i samochody ale widzimy łuki.
Rzymski akwedukt zapewne, łuki ma...
I nagle dociera do nas, że to co widzimy to symbol Wiecznego Miasta, Koloseum...
Nie można się chyba przygotować na to jaki jest Rzym.
Dla mnie to miasto-muzeum. Miasto upału, zmysłowych barokowych fontann Berniniego, niezliczonych kościołów, do których nie wchodzimy bo przecież akurat w tym nie ma żadnej z prac Caravaggia a jeszcze tyle do zwiedzenia...
Wąskich uliczek i lodziarni oferujących lody o 150 smakach (polecam...bazyliowe).

Nie kocham jakoś szczególnie baroku z jego przepychem ale trudno przejść obojętnie wobec barokowych budowli tego miasta.
Mnie jednak najbardziej oczarowały i rozbawiły...obeliski pokryte hieroglifami, piramida stojąca nieopodal stacji metra o tej samej nazwie i wąskie uliczki Zatybrza.
Chciałabym jeszcze kiedyś móc zjeść antipasti (kwiaty cukinii nadziewane ricottą) siedząc na Campo de Fiori, nieopodal pomnika mrocznego Giordano Bruno (nic dziwnego, że tak wygląda, to właśnie tutaj Giordano Bruno spłonął w 1600 roku na stosie...)
Dość tych wywodów.
Czas na zdjęcia.Kilka i z konieczności wykonane małpka bo i tak spakowanie się na 4 dni do małego bagażu podręcznego to jednak wyzwanie.
Podpisy dodam im później bo...chciałabym zrobić choć kilka rzędów mojej chusty.
Chyba ją skończę bo musiałabym dokupić motek włóczki a to nie jest takie proste.

Na początek akcent dziewiarski.
Rzymskie konie dorożkarskie:











poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rzymskie wakacje


Rzym "na lekarstwo"

Złapałam doła.
W zasadzie mam teraz kilka życiowych kwestii, które takiego doła tłumaczą.
Wiem ale nie akceptuję :)

Moją dewizą życiową z ostatnich ciężkich miesięcy jest: "Nie zadręczaj się rzeczami i sprawami, na które nie masz żadnego wpływu".
Postanowiłam zająć się tymi, na które wpływ mam.
Na pierwszy rzut poszły podupadające finanse...
Zrobiłam sobie przegląd domowego budżetu oraz założenia, których mam się twardo trzymać.
Podliczyłam różne słupki liczb.
Nie spodobało mi się to co zobaczyłam.
Podliczyłam ponownie.
Nie, niestety nie pomyliłam się w obliczeniach.
Do listy "ZAKAZANE" dorzuciłam kilka pomniejszych wydatków (czy muszę tu wspominać, że na liście tej, honorowe miejsce zajmuje pozycja "włóczka/pasmanteria"?)

Dół się jakby pogłębił...
Aby sobie poprawić nastrój, weszłam na stronę tanich linii lotniczych.
Zerknęłam do kalendarza.
Do założeń budżetu.
Znowu na cenę biletów.
Z kolumny "ZAKAZANE DO ODWOŁANIA" do "BUDŻET ANTYDEPRESYJNY" przeniosłam pozycję bilety lotnicze i podróże...

Od razu mi lepiej.
Lecimy na 4 dni do Rzymu!
Bardzo dawno nie byłam nigdzie z Dzieckiem.
Podróż jak zwykle niskobudżetowa.
Bilety Gdańsk-Rzym-Gdańsk w bardzo dostępnej cenie.
Bagaż tylko podręczny.
Hostel tani.
Biletów wstępu nie przewiduję bo jak przytomnie zauważyła moja koleżanka - nie opłaca się lecieć na 3-4 dni i połowę tego czasu spędzić w kolejkach po bilety wstępu oraz ów wstęp.
Odciąży to też skromny budżet wakacyjny bo bilety to astronomiczne kwoty.

Humor mi się poprawił natychmiast.
Lecimy w środę, ja od razu z pracy.

Zastanawiam się czy zabrać ze sobą druty do samolotu...
Chyba nie będę miała czasu na dzierganie. Ani sił.


Robótkowo.
Chusta "się kończy".
Się :) jest już bardzo zmęczone tą dłubaniną bo na drutach około 500 oczek.
Dziubie się w nieskończoność.
Co gorsza... chyba spruję ostatni, ten najbardziej żmudnie wydziergany kawałek.
Nie podoba mi się :(
Niby nie jest brzydki.
Ale TO NIE TAK MIAŁO BYĆ.
Zastanowię się jeszcze.
Może wrzucę zdjęcia w ramach aktualizacji....

Muszę też wreszcie skończyć sweter dla Marci bo wylatuje na uczelnię w tydzień po naszym powrocie.
I obiecane skarpetki.
Dropsowe oczywiście.
Mniej więcej takie (wzór tutaj)
Mniej bo kolorową włóczkę mam ciut inną niż w oryginale.

czwartek, 21 sierpnia 2014

SOLIS POSZUKIWANY...

OGŁOSZENIA DZIEWIARSKIE :)


Poszukuję trochę włóczki SOLIS (kolor 809- Baby Silkpaca Malabrigo)

Posiadam jeden motek ale do wykonania mojej chusty to trochę za mało.

Może ma Ktoś w swojej przepastnej szafie/szufladzie bo zostało mu po zrobieniu chusty?
Odkupię/zamienię.
 Mogę na przykład zamienić na cały motek (zwinięty w kłębek) w kolorze Indiecita (to ten drugi ze zdjęcia.

Tak swoją drogą przydałaby się gdzieś taka tablica ogłoszeń.
Mnie często brakuje tylko trochę włóczki.
Mam za to parę kłębuszków pozostałych po  zrobieniu chusty.

Teraz z rosnącym niepokojem zerkam na odrobinę włóczki  Silky Merino (kolor Piedras) do wykończenia chusty. Tak mi się jakoś wydaje, że też zabraknie mi kilku(nastu) metrów...

 Moja chusta rośnie niezwykle powoli i to dziubanie jest już nużące.
W wolnych chwilach robię jeszcze parę innych rzeczy.
Obszyłam koszyk rowerowy mojego Dziecka.
A dzisiaj mam w planach naprawienie chusty ananasowej.
Dostałam jakiejś pomroczności i podczas obcinania nitek - przecięłam  ją w górnej części...
Bardzo nie chce mi się tego naprawiać.
Ale wyciągnęłam ją przed chwilą i zamierzam zabrać się za to naprawianie dzisiaj. Pora doprowadzić ją do stanu poprzedniego - tak powinna wyglądać:








































I na koniec - nie samym dzierganiem człowiek żyje.
Dziecko moje doczekało się koszyczka rowerowego.
Koszyczek zaś doczekał się obszycia :)
W kolejce czeka jeszcze torba na zakupy, taka duża, z krótkimi uszami i długim paskiem.

Uciekam do mojego dziergania.
Tylko parę rzędów chusty i zabieram się za to naprawianie...

piątek, 15 sierpnia 2014

CONNEMARA

Connemara




 

"Robi się" ta chusta nieprawdopodobnie wolno...
Mam co prawda mniej czasu na dzierganie ale nie aż tak mało. 
Dopiero po tygodniu widzę jakąś różnicę.
Wydawało mi się, że szal Color Affection dziergałam bardzo długo ale ta chusta pobije chyba jakiś rekord.

Postanowiłam ją dzisiaj trochę rozciągnąć (będzie blokowana) i zobaczyć ile jej już jest.
Niedużo.
Robię ją na drutach numer 3,25 i  nie jest zbyt wielka.
W tej chwili dłuższy bok ma około 85 cm. Myślę, że dokończenie jej zajmie mi jeszcze około 2 tygodni. Tylko parę pasiastych centymetrów i zacznę robić border.

Wiem już co będzie dalej :) i to drugi powód dla którego powinna się nazywać Connemara.
Pierwszy powód to kolorystyka. 
Connemara, zdjęcie ze strony www.irishdaytours.ie

Connemara, zdjęcie ze strony www,irishdaytours.ie
Connemara to taki bardzo piękny kawałek Irlandii.
Chciałam napisać, że będę tam pod koniec września ale przypomniałam sobie Woody Allena i jego "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach na przyszłość".
Tak więc może nie będzie tu opisywania planów.
Ale w skrytości ducha bardzo liczę na to, że  w tym roku uda mi się spędzić tam kawałek jesieni.


Jestem już trochę znudzona tym dziubaniem, pomimo zmieniających się co rusz kolorów.
Znudzona aż tak bardzo, że... dzisiaj zagonię Dziecko do tłumaczenia wzoru bardzo ale to bardzo ażurowej chusty.
Wzór został już zakupiony na ravelry i czeka na przetłumaczenie z hiszpańskiego.


I tradycyjnie już muzyka do dziergania.
Tym razem Esperanza Spalding.


Jutro Solidarity of Arts. Wybieramy się oczywiście. Ciekawa jestem jak Esperanza brzmi na żywo.
 

sobota, 9 sierpnia 2014

PIEDRAS?

(nie)Dzieje się

Ciut przystopowałam z wszelką działalnością robótkową.
Po pierwsze i najważniejsze - spędzam sporo czasu na rowerze.
Póki jest ciepło, postanowiłam  zadbać o kondycję.
Dzisiaj było to 55km...
Jutro zamierzam wybrać się nad morze. O ile nie będzie zapowiadanej burzy.

Kondycja ma się lepiej ale dzierganie już niekoniecznie. Rower zabiera niemało cennego czasu.
W wolnych chwilach zamiast kończyć sweter Marci, dziergam kolejną chustę.
Tak się skończyła obietnica uwolnienia drutów...
Zaczęło się niewinnie. Same wiecie jak to jest.
"Tylko zobaczę jak ta piękna włóczka wygląda w robótce..."

Piękna włoczka to Silky Merino Malabrigo. Kolor Piedras. Piękna. Rzeczywiście kojarzy się z mnóstwem różnokolorowych kamyczków.
50 g to 147 metrów więc musiałam ją z czymś połączyć. Z 2 motków nie wyszłaby mi spora chusta.
Tym bardziej, że ona wcale nie będzie ażurowa.
Dołączyłam do niej więc Dropsa Delight w kolorze 05.
Zasadniczo różowy to nie jest mój ulubiony kolor...
Ale też włóczka wcale nie jest tak różowa. Nie dominuje ten róż tylko pojawia się wśród innych kolorów.
Połączenie kolorystyczne wyszło naprawdę dobrze.
Cieszy mnie to bardzo bo do tych dwóch motków Silky Merino, dokupiłam aż 3 Delight Dropsa i dopiero taka ilość włóczki wystarczy. Włóczkożerny jest ten mój pomysł.
Piedras Silky Merino Malabrigo i Drops Delight 05


Przy okazji ostatnich zakupów zaszalałam nieco i zamówiłam dwa motki mojej ulubionej włóczki SOCK Malabrigo. Kolor Pocion.
Przesyłka dotarła wczoraj i okazało się, że w kopercie jest tylko jeden motek...
Napisałam maila do sklepu i czekam na odpowiedź. Humor mi się pogorszył, nie powiem.

Aktualizacja sprzed chwili :)
Dostałam maila ze sklepu z informacja, że doszło do pomyłki i dostarczą zagubiony motek.
SUPER.

A tymczasem, ze wszystkich sił powstrzymuję się przed dobraniem się do tego precelka...
Sock Malabrigo Pocion
W rzeczywistości (krótki kurs fotografowania kłania się coraz częściej), to ta włóczka jest prawie brązowa i doskonale będzie wyglądała z jednym motkiem Sock Malabrigo w kolorze Arbol.

Obiecałam sobie, że do końca roku żadnych zakupów!
Tanie to to Malabrigo nie jest, niestety.
Ale jaka to frajda dostać przesyłkę z taką wełną. Miękką jak kocie futro :)
Nie zdziwię się gdy kiedyś taki precel do mnie zamruczy z przyjemnością.

I jak tu wytłumaczyć konieczność kupowania takiej wełny komuś, kto pyta czemu nie kupuję pięknego akrylu? Przecież to to samo a cena zupełnie inna...

Chyba się nie da. To tak jak próba wytłumaczenia dlaczego szukam miejsca, w którym można wymaglować lniane obrusy...
Przecież teraz są plamoodporne...


Zbyt wiele kropek. To chyba moja słabość.

A na koniec, w związku z gorącym latem, coś pasującego do temperatury na zewnątrz.



wtorek, 5 sierpnia 2014

KWADRACIKOWA PODUSZKA NR 1

Poduszka cz.1

Wersja robocza nr 2.
Numer dwa. Jedynka została skasowana po obejrzeniu zdjęć...
Obiecałam sobie, że się naumiem robić ze zdjęciami coś aby były choć odrobinę bardziej akceptowalne.
W końcu fotografia jest jak magia.
Z brzydkich rzeczy potrafi wydobyć urodę. A nieumiejętne fotografowanie oszpecić może nawet coś urodziwego.
Zdjęcia robione przeze mnie, póki co nie wyglądają tak jak bym sobie tego życzyła.

Na mojej ulubionej stronie z poradami i kursami pojawiły się ostatnio mini kursy fotografii.
Obiecałam sobie zaznajomić się z nimi.
W końcu to porady Intensywnie Kreatywnej sprawiły, ze wydziergałam swoją pierwszą ażurową chustę (zerknij tutaj). To w ogóle jest pierwszy ażur zrobiony przeze mnie w życiu.
Jeżeli udało mi się zrobić coś takiego to przyswojenie sobie zasad fotografowania chyba też nie jest niemożliwe?
Nie obejrzałam jeszcze tego kursu ale zakładam, że mogę polecić go w tak zwane ciemno :)
Wakacyjny mini kurs fotografii

Wracając do poduszek. Powstaje jeszcze jedna, po jej skończeniu zabiorę się za wykonywanie im ozdobnych guziczków.
A potem chyba wylosuję jakąś robótkę, którą SKOŃCZĘ.
Bloguję od niedawna ale obiła mi się gdzieś o oczy/uszy akcja "UWOLNIĆ DRUTY".
Nie jest czasami cykliczna?
I czy to już zawsze będzie tak, że będę miała kilka(naście?) rozpoczętych robótek?
Obecnie mam prawie skończony sweter na bazie Boxy (Marcia dopomina się coraz bardziej natarczywie o sfinalizowanie dziergania), szal dla Teściowej, dwie tuniki dla mnie, wspomnianą już poduszkę...
Tymczasem obok mnie leżą druty.
A na nich...  rozpoczęta chusta.
Tym razem z włóczki Malabrigo połączonej z jednym motkiem Dropsa Delight.
Kolor nietypowy jak na mnie bo ... z elementami różowego.
Ale zdecydowanie mi się podoba.

I na koniec akcent muzyczny.
Gorąco jest (chociaż po dzisiejszej ulewie zrobiło się całkiem przyjemnie) więc coś z kategorii muzyka świata, Idan Raichel i Ana Moura:



Połączenie izraelskiego smutku i portugalskiego fado (smutnego już z samej definicji).
Idan Raichel bywa w Polsce. Słyszałam nawet fragment jakiegoś występu, w którym śpiewał w duecie z Kayah ale jakoś mnie tam nie zachwycił. 
Natomiast album The Idan Raichel Project należy do moich ulubionych.
Wracam do drutów.
Miłego wieczoru.



sobota, 2 sierpnia 2014

BOHEMIAN OASIS I PRELUDIUM DO PASIASTEGO SZALA

Znowu kwadraty...


kocyk Bohemian Oasis















Zniechęcona ostatnimi dokonaniami (chusta z włóczki Verdi Drops oraz któraś już wersja szala dla Teściowej)

Szal dla Teściowej. Wersja..hmmm czwarta?
postanowiłam przerzucić się na coś innego.

Marcia przypomniała mi, że do kocyka wydzierganego według wzoru Bohemian Oasis, potrzebuje jeszcze poduszek.
Powstają więc dwie poszewki. Kolorystyka będzie taka jak kocyka (przede wszystkim Drops Delight nr 10), jedna z nich na pewno będzie miała w sobie element, z którego ten cygański kocyk powstał.
Reszta jeszcze niewiadoma.
Być może jedną zrobię wzorem bavarian crochet. http://www.pinterest.com/pin/52987733086171494/
Jest dość pracochłonny - kurs wykonywania znajduje się tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=byUKCOMcTRg - ale myślę, że z cieniowanej włóczki będzie wyglądał cudnie.

Wszelkie pomysły i inspiracje są mile widziane :)