piątek, 5 września 2014

CONNEMARA / FINISZ

Jest.
Blokuje się.
A ja odpoczywam :)
Długie było to dziergadło, nie powiem.
Druty 3,25 z żyłką 150 cm.
Ostatnie rzędy z jakąś astronomiczną ilością oczek "robiły się" bez końca.
Ta chusta miała wyglądać inaczej ale okazało się, ze mam za mało włóczki.
Dokupienie, jak zwykle okazało się niezbyt proste.
I tak pochłonęła dwa motki Malabrigo (Silky Merino w kolorze Piedras, trzy motki Dropsa Delight i jeden Fabel).
Ale efekt końcowy nie jest zły :)
Wydawała mi się ciągle mała ale oczywiście podczas blokowania zaczęła rosnąć i jest naprawdę spora.
Duża i ciepła. Akurat taka jakiej potrzebowałam.
Blokuje się na łóżku, górna krawędź ma więc około 2 metrów.
Na razie zdjęcia z blokowania.









I słucham sobie.
Miało być coś w klimatach celtyckich i postanowiłam zerknąć co słychać u Loreeny Mckennitt.
I proszę jaka niespodzianka.
Noc w Alhambrze mi się wyświetliła.
To się podzielę.
Połączenie geograficzno-klimatyczno-nastrojowe idealne bo ja blokuję a Marcia pakuje walizę i jutro wieczorem Alhambrę będzie miała tuż pod nosem.

Aż się rozmarzyłam. Chciałabym w przyszłym roku móc posiedzieć tam i popatrzeć na księżyc nad Alhambrą.
To jedna z ładniejszych scenerii dla księżyca.
A ja mam chyba duszę tułacza i zaczynam tęsknić za wędrowaniem zanim jeszcze na dobre rozgoszczę się w domu.



Jeszcze tylko pro forma - zdjęcie chusty w sesji wieszakowej.
Kolor chusty to coś pomiędzy zdjęciem nr 1 a nr 2 i 3...


poniedziałek, 1 września 2014

POWRÓT DO JESIENNEJ RZECZYWISTOŚCI

Po rzymskim upale, Gdańsk zaprezentował się nam iście jesiennie.
Nie wiem czy jest tak zimno, czy też to efekt szoku termicznego.
Plus sytuacji - aż się chce wyciągnąć druty i zabrać za jakiś jesienny sweter lub...szalik :)
Może chustę?

W pierwszej wersji chciałam zdać tu dłuższą relację z podróży ale zmieniłam plan.
Będzie krótko i ze zdjęciami.

Jadąc do miasta takiego jak Rzym, mamy mniej więcej wyobrażenie tego co zobaczymy.
Koloseum, Forum Romanum, Fontanna di Trevi, Plac Hiszpański i słynne schody,  Campo de Fiori, Piazza Navona, Trastevere...
Hasła i towarzyszące im obrazy.

Potem lądujemy, jedziemy autobusem z lotniska do centrum miasta i nagle zza zakrętu wyłania się rudawa budowla. Zasłaniają ją jakieś krzaki i samochody ale widzimy łuki.
Rzymski akwedukt zapewne, łuki ma...
I nagle dociera do nas, że to co widzimy to symbol Wiecznego Miasta, Koloseum...
Nie można się chyba przygotować na to jaki jest Rzym.
Dla mnie to miasto-muzeum. Miasto upału, zmysłowych barokowych fontann Berniniego, niezliczonych kościołów, do których nie wchodzimy bo przecież akurat w tym nie ma żadnej z prac Caravaggia a jeszcze tyle do zwiedzenia...
Wąskich uliczek i lodziarni oferujących lody o 150 smakach (polecam...bazyliowe).

Nie kocham jakoś szczególnie baroku z jego przepychem ale trudno przejść obojętnie wobec barokowych budowli tego miasta.
Mnie jednak najbardziej oczarowały i rozbawiły...obeliski pokryte hieroglifami, piramida stojąca nieopodal stacji metra o tej samej nazwie i wąskie uliczki Zatybrza.
Chciałabym jeszcze kiedyś móc zjeść antipasti (kwiaty cukinii nadziewane ricottą) siedząc na Campo de Fiori, nieopodal pomnika mrocznego Giordano Bruno (nic dziwnego, że tak wygląda, to właśnie tutaj Giordano Bruno spłonął w 1600 roku na stosie...)
Dość tych wywodów.
Czas na zdjęcia.Kilka i z konieczności wykonane małpka bo i tak spakowanie się na 4 dni do małego bagażu podręcznego to jednak wyzwanie.
Podpisy dodam im później bo...chciałabym zrobić choć kilka rzędów mojej chusty.
Chyba ją skończę bo musiałabym dokupić motek włóczki a to nie jest takie proste.

Na początek akcent dziewiarski.
Rzymskie konie dorożkarskie:











poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rzymskie wakacje


Rzym "na lekarstwo"

Złapałam doła.
W zasadzie mam teraz kilka życiowych kwestii, które takiego doła tłumaczą.
Wiem ale nie akceptuję :)

Moją dewizą życiową z ostatnich ciężkich miesięcy jest: "Nie zadręczaj się rzeczami i sprawami, na które nie masz żadnego wpływu".
Postanowiłam zająć się tymi, na które wpływ mam.
Na pierwszy rzut poszły podupadające finanse...
Zrobiłam sobie przegląd domowego budżetu oraz założenia, których mam się twardo trzymać.
Podliczyłam różne słupki liczb.
Nie spodobało mi się to co zobaczyłam.
Podliczyłam ponownie.
Nie, niestety nie pomyliłam się w obliczeniach.
Do listy "ZAKAZANE" dorzuciłam kilka pomniejszych wydatków (czy muszę tu wspominać, że na liście tej, honorowe miejsce zajmuje pozycja "włóczka/pasmanteria"?)

Dół się jakby pogłębił...
Aby sobie poprawić nastrój, weszłam na stronę tanich linii lotniczych.
Zerknęłam do kalendarza.
Do założeń budżetu.
Znowu na cenę biletów.
Z kolumny "ZAKAZANE DO ODWOŁANIA" do "BUDŻET ANTYDEPRESYJNY" przeniosłam pozycję bilety lotnicze i podróże...

Od razu mi lepiej.
Lecimy na 4 dni do Rzymu!
Bardzo dawno nie byłam nigdzie z Dzieckiem.
Podróż jak zwykle niskobudżetowa.
Bilety Gdańsk-Rzym-Gdańsk w bardzo dostępnej cenie.
Bagaż tylko podręczny.
Hostel tani.
Biletów wstępu nie przewiduję bo jak przytomnie zauważyła moja koleżanka - nie opłaca się lecieć na 3-4 dni i połowę tego czasu spędzić w kolejkach po bilety wstępu oraz ów wstęp.
Odciąży to też skromny budżet wakacyjny bo bilety to astronomiczne kwoty.

Humor mi się poprawił natychmiast.
Lecimy w środę, ja od razu z pracy.

Zastanawiam się czy zabrać ze sobą druty do samolotu...
Chyba nie będę miała czasu na dzierganie. Ani sił.


Robótkowo.
Chusta "się kończy".
Się :) jest już bardzo zmęczone tą dłubaniną bo na drutach około 500 oczek.
Dziubie się w nieskończoność.
Co gorsza... chyba spruję ostatni, ten najbardziej żmudnie wydziergany kawałek.
Nie podoba mi się :(
Niby nie jest brzydki.
Ale TO NIE TAK MIAŁO BYĆ.
Zastanowię się jeszcze.
Może wrzucę zdjęcia w ramach aktualizacji....

Muszę też wreszcie skończyć sweter dla Marci bo wylatuje na uczelnię w tydzień po naszym powrocie.
I obiecane skarpetki.
Dropsowe oczywiście.
Mniej więcej takie (wzór tutaj)
Mniej bo kolorową włóczkę mam ciut inną niż w oryginale.

czwartek, 21 sierpnia 2014

SOLIS POSZUKIWANY...

OGŁOSZENIA DZIEWIARSKIE :)


Poszukuję trochę włóczki SOLIS (kolor 809- Baby Silkpaca Malabrigo)

Posiadam jeden motek ale do wykonania mojej chusty to trochę za mało.

Może ma Ktoś w swojej przepastnej szafie/szufladzie bo zostało mu po zrobieniu chusty?
Odkupię/zamienię.
 Mogę na przykład zamienić na cały motek (zwinięty w kłębek) w kolorze Indiecita (to ten drugi ze zdjęcia.

Tak swoją drogą przydałaby się gdzieś taka tablica ogłoszeń.
Mnie często brakuje tylko trochę włóczki.
Mam za to parę kłębuszków pozostałych po  zrobieniu chusty.

Teraz z rosnącym niepokojem zerkam na odrobinę włóczki  Silky Merino (kolor Piedras) do wykończenia chusty. Tak mi się jakoś wydaje, że też zabraknie mi kilku(nastu) metrów...

 Moja chusta rośnie niezwykle powoli i to dziubanie jest już nużące.
W wolnych chwilach robię jeszcze parę innych rzeczy.
Obszyłam koszyk rowerowy mojego Dziecka.
A dzisiaj mam w planach naprawienie chusty ananasowej.
Dostałam jakiejś pomroczności i podczas obcinania nitek - przecięłam  ją w górnej części...
Bardzo nie chce mi się tego naprawiać.
Ale wyciągnęłam ją przed chwilą i zamierzam zabrać się za to naprawianie dzisiaj. Pora doprowadzić ją do stanu poprzedniego - tak powinna wyglądać:








































I na koniec - nie samym dzierganiem człowiek żyje.
Dziecko moje doczekało się koszyczka rowerowego.
Koszyczek zaś doczekał się obszycia :)
W kolejce czeka jeszcze torba na zakupy, taka duża, z krótkimi uszami i długim paskiem.

Uciekam do mojego dziergania.
Tylko parę rzędów chusty i zabieram się za to naprawianie...

piątek, 15 sierpnia 2014

CONNEMARA

Connemara




 

"Robi się" ta chusta nieprawdopodobnie wolno...
Mam co prawda mniej czasu na dzierganie ale nie aż tak mało. 
Dopiero po tygodniu widzę jakąś różnicę.
Wydawało mi się, że szal Color Affection dziergałam bardzo długo ale ta chusta pobije chyba jakiś rekord.

Postanowiłam ją dzisiaj trochę rozciągnąć (będzie blokowana) i zobaczyć ile jej już jest.
Niedużo.
Robię ją na drutach numer 3,25 i  nie jest zbyt wielka.
W tej chwili dłuższy bok ma około 85 cm. Myślę, że dokończenie jej zajmie mi jeszcze około 2 tygodni. Tylko parę pasiastych centymetrów i zacznę robić border.

Wiem już co będzie dalej :) i to drugi powód dla którego powinna się nazywać Connemara.
Pierwszy powód to kolorystyka. 
Connemara, zdjęcie ze strony www.irishdaytours.ie

Connemara, zdjęcie ze strony www,irishdaytours.ie
Connemara to taki bardzo piękny kawałek Irlandii.
Chciałam napisać, że będę tam pod koniec września ale przypomniałam sobie Woody Allena i jego "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach na przyszłość".
Tak więc może nie będzie tu opisywania planów.
Ale w skrytości ducha bardzo liczę na to, że  w tym roku uda mi się spędzić tam kawałek jesieni.


Jestem już trochę znudzona tym dziubaniem, pomimo zmieniających się co rusz kolorów.
Znudzona aż tak bardzo, że... dzisiaj zagonię Dziecko do tłumaczenia wzoru bardzo ale to bardzo ażurowej chusty.
Wzór został już zakupiony na ravelry i czeka na przetłumaczenie z hiszpańskiego.


I tradycyjnie już muzyka do dziergania.
Tym razem Esperanza Spalding.


Jutro Solidarity of Arts. Wybieramy się oczywiście. Ciekawa jestem jak Esperanza brzmi na żywo.
 

sobota, 9 sierpnia 2014

PIEDRAS?

(nie)Dzieje się

Ciut przystopowałam z wszelką działalnością robótkową.
Po pierwsze i najważniejsze - spędzam sporo czasu na rowerze.
Póki jest ciepło, postanowiłam  zadbać o kondycję.
Dzisiaj było to 55km...
Jutro zamierzam wybrać się nad morze. O ile nie będzie zapowiadanej burzy.

Kondycja ma się lepiej ale dzierganie już niekoniecznie. Rower zabiera niemało cennego czasu.
W wolnych chwilach zamiast kończyć sweter Marci, dziergam kolejną chustę.
Tak się skończyła obietnica uwolnienia drutów...
Zaczęło się niewinnie. Same wiecie jak to jest.
"Tylko zobaczę jak ta piękna włóczka wygląda w robótce..."

Piękna włoczka to Silky Merino Malabrigo. Kolor Piedras. Piękna. Rzeczywiście kojarzy się z mnóstwem różnokolorowych kamyczków.
50 g to 147 metrów więc musiałam ją z czymś połączyć. Z 2 motków nie wyszłaby mi spora chusta.
Tym bardziej, że ona wcale nie będzie ażurowa.
Dołączyłam do niej więc Dropsa Delight w kolorze 05.
Zasadniczo różowy to nie jest mój ulubiony kolor...
Ale też włóczka wcale nie jest tak różowa. Nie dominuje ten róż tylko pojawia się wśród innych kolorów.
Połączenie kolorystyczne wyszło naprawdę dobrze.
Cieszy mnie to bardzo bo do tych dwóch motków Silky Merino, dokupiłam aż 3 Delight Dropsa i dopiero taka ilość włóczki wystarczy. Włóczkożerny jest ten mój pomysł.
Piedras Silky Merino Malabrigo i Drops Delight 05


Przy okazji ostatnich zakupów zaszalałam nieco i zamówiłam dwa motki mojej ulubionej włóczki SOCK Malabrigo. Kolor Pocion.
Przesyłka dotarła wczoraj i okazało się, że w kopercie jest tylko jeden motek...
Napisałam maila do sklepu i czekam na odpowiedź. Humor mi się pogorszył, nie powiem.

Aktualizacja sprzed chwili :)
Dostałam maila ze sklepu z informacja, że doszło do pomyłki i dostarczą zagubiony motek.
SUPER.

A tymczasem, ze wszystkich sił powstrzymuję się przed dobraniem się do tego precelka...
Sock Malabrigo Pocion
W rzeczywistości (krótki kurs fotografowania kłania się coraz częściej), to ta włóczka jest prawie brązowa i doskonale będzie wyglądała z jednym motkiem Sock Malabrigo w kolorze Arbol.

Obiecałam sobie, że do końca roku żadnych zakupów!
Tanie to to Malabrigo nie jest, niestety.
Ale jaka to frajda dostać przesyłkę z taką wełną. Miękką jak kocie futro :)
Nie zdziwię się gdy kiedyś taki precel do mnie zamruczy z przyjemnością.

I jak tu wytłumaczyć konieczność kupowania takiej wełny komuś, kto pyta czemu nie kupuję pięknego akrylu? Przecież to to samo a cena zupełnie inna...

Chyba się nie da. To tak jak próba wytłumaczenia dlaczego szukam miejsca, w którym można wymaglować lniane obrusy...
Przecież teraz są plamoodporne...


Zbyt wiele kropek. To chyba moja słabość.

A na koniec, w związku z gorącym latem, coś pasującego do temperatury na zewnątrz.



wtorek, 5 sierpnia 2014

KWADRACIKOWA PODUSZKA NR 1

Poduszka cz.1

Wersja robocza nr 2.
Numer dwa. Jedynka została skasowana po obejrzeniu zdjęć...
Obiecałam sobie, że się naumiem robić ze zdjęciami coś aby były choć odrobinę bardziej akceptowalne.
W końcu fotografia jest jak magia.
Z brzydkich rzeczy potrafi wydobyć urodę. A nieumiejętne fotografowanie oszpecić może nawet coś urodziwego.
Zdjęcia robione przeze mnie, póki co nie wyglądają tak jak bym sobie tego życzyła.

Na mojej ulubionej stronie z poradami i kursami pojawiły się ostatnio mini kursy fotografii.
Obiecałam sobie zaznajomić się z nimi.
W końcu to porady Intensywnie Kreatywnej sprawiły, ze wydziergałam swoją pierwszą ażurową chustę (zerknij tutaj). To w ogóle jest pierwszy ażur zrobiony przeze mnie w życiu.
Jeżeli udało mi się zrobić coś takiego to przyswojenie sobie zasad fotografowania chyba też nie jest niemożliwe?
Nie obejrzałam jeszcze tego kursu ale zakładam, że mogę polecić go w tak zwane ciemno :)
Wakacyjny mini kurs fotografii

Wracając do poduszek. Powstaje jeszcze jedna, po jej skończeniu zabiorę się za wykonywanie im ozdobnych guziczków.
A potem chyba wylosuję jakąś robótkę, którą SKOŃCZĘ.
Bloguję od niedawna ale obiła mi się gdzieś o oczy/uszy akcja "UWOLNIĆ DRUTY".
Nie jest czasami cykliczna?
I czy to już zawsze będzie tak, że będę miała kilka(naście?) rozpoczętych robótek?
Obecnie mam prawie skończony sweter na bazie Boxy (Marcia dopomina się coraz bardziej natarczywie o sfinalizowanie dziergania), szal dla Teściowej, dwie tuniki dla mnie, wspomnianą już poduszkę...
Tymczasem obok mnie leżą druty.
A na nich...  rozpoczęta chusta.
Tym razem z włóczki Malabrigo połączonej z jednym motkiem Dropsa Delight.
Kolor nietypowy jak na mnie bo ... z elementami różowego.
Ale zdecydowanie mi się podoba.

I na koniec akcent muzyczny.
Gorąco jest (chociaż po dzisiejszej ulewie zrobiło się całkiem przyjemnie) więc coś z kategorii muzyka świata, Idan Raichel i Ana Moura:



Połączenie izraelskiego smutku i portugalskiego fado (smutnego już z samej definicji).
Idan Raichel bywa w Polsce. Słyszałam nawet fragment jakiegoś występu, w którym śpiewał w duecie z Kayah ale jakoś mnie tam nie zachwycił. 
Natomiast album The Idan Raichel Project należy do moich ulubionych.
Wracam do drutów.
Miłego wieczoru.



sobota, 2 sierpnia 2014

BOHEMIAN OASIS I PRELUDIUM DO PASIASTEGO SZALA

Znowu kwadraty...


kocyk Bohemian Oasis















Zniechęcona ostatnimi dokonaniami (chusta z włóczki Verdi Drops oraz któraś już wersja szala dla Teściowej)

Szal dla Teściowej. Wersja..hmmm czwarta?
postanowiłam przerzucić się na coś innego.

Marcia przypomniała mi, że do kocyka wydzierganego według wzoru Bohemian Oasis, potrzebuje jeszcze poduszek.
Powstają więc dwie poszewki. Kolorystyka będzie taka jak kocyka (przede wszystkim Drops Delight nr 10), jedna z nich na pewno będzie miała w sobie element, z którego ten cygański kocyk powstał.
Reszta jeszcze niewiadoma.
Być może jedną zrobię wzorem bavarian crochet. http://www.pinterest.com/pin/52987733086171494/
Jest dość pracochłonny - kurs wykonywania znajduje się tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=byUKCOMcTRg - ale myślę, że z cieniowanej włóczki będzie wyglądał cudnie.

Wszelkie pomysły i inspiracje są mile widziane :)

czwartek, 31 lipca 2014

BLOKOWANIE A URODA CHUSTY :)



Jednak skończyłam chustę z Dropsa Verdi.
Pomimo upału.
Pomimo codziennych wypraw rowerowych.
Pomimo, gdyż zaczęłam przemieszczać się do i z pracy korzystając z jednośladu.
Kondycję mam marną, upał jest straszliwy i po powrocie zazwyczaj padam na twarz.
Tym bardziej, że wracam "ciut" okrężną drogą. Dzisiaj w drodze powrotnej wykręciłam jakieś 22-24 km. Ile dokładnie nie wiem bo coś mi szwankuje aplikacja, z której korzystam.

Właściwie to chyba skończyłam ją po to aby wrzucić na druty coś z ładniejszej włóczki. Nie podoba mi się i już.
Chusta zostanie zapewne jako wyrób domowo-praktyczny. Do otulania się w chłodne dni będzie znakomita i na pewno się przyda zimą.
Ale jako dodatek do wizytowego płaszcza to już nie za bardzo. Nazwijmy rzeczy po imieniu - nie przepadam za wyrobami z moheru. Wolę cieńszą nitkę, nie taką włochatą i równe, ładne ściegi na dość cienkich drutach...

Dlatego skończyłam chustę szybko i jutro siadam do czegoś nowego.

Na zdjęciu - włochacz rozpięty przy użyciu moich nowych drutów do blokowania.
Kupiłam je w sklepie metalowym. Wymagały jedynie chwili z pilnikiem i już mogę pomagać w przeobrażeniu się robótki.Sprawują się znakomicie i ułatwiają pracę.
Zdjęcia są naprawdę marne (z telefonu) ale nie mogłam sobie odmówić.

Koniec moherowego udziergu :) :)



Na koniec jeszcze jeden z powodów mojego braku czasu (w końcu to blog o rękodziele i nie tylko)
Nasz nowy domownik.
Na razie jeszcze poza domem ale wychowuję ją. Na skejpie :)
Małżon powinien zjechać w końcu do domu a póki co sprawił nam nową Sierściuszkę.

Moja pierwsza seterka nazywała się Mela. W zasadzie w rodowodzie widniało imię Alfa ale w związku z faflunieniem, szybko przemianowaliśmy ją na Melkę (od melania a nie Melanii).

To wersja Beta. Tym razem angielska (poprzednia była seterem szkockim).
Dla odmiany... Felka.
Niech będzie szczęściarą. Już chyba jest bo wygląda na to, że poprzedni właściciel nie obchodził się z nią łagodnie. Jest jeszcze trochę dzika i boi się obcych. Dostawała chyba w skórę i boi się wyciągniętej ręki. Okropność.

Felka:




Chusta w trakcie blokowania.

I gotowa :)

Drops  Verdi

sobota, 26 lipca 2014

UPAŁ A SPRAWA MOHEROWA

Nie da się.
Za gorąco!
Chciałam ale nie da się w tej temperaturze dziergać z moheru...
Dla Teściowej miało być.
Tu słowem należnego wyjaśnienia: NIE, NIE DZIERGAM BERETU.
Osobista moja Ulubiona Teściowa nie używa moherowych berecików.
Znakomicie ubrana jest z niej Teściowa.
Lat ma już ciut. Znaczy się ja mam też ciut lat. Na logikę rzecz biorąc Teściowa ma lat ciut i trochę.
Ale moherowych poglądów nie ma.
Ani dizajnu.
Dziecko moje czasami wycygania od Babci jakiś ciuch..
Poważnie.
Moteczek włóczki Verdi miał się zamienić w chustę oraz komin.
Chusty mam już sporo ale odkładam na razie robótkę.
I tak ma być do zimowego płaszcza.
Mam dość i przesiadam się na druty nr 3,25 i jakąś naprawdę cienką włóczkę.
Z naprawdę cienkiej włóczki powstanie naprawdę ażurowa chusta. Będą to pierwsze samodzielne zmagania ze wzorem zakupionym na ravelry.
Opis po angielsku i hiszpańsku :) Dziecko się zabierze jutro za tłumaczenia, tyle tylko, że Dziecko nie dzierga i nie za bardzo rozumie o co chodzi.
Publikacja postu ze zdjęciami owego ażuru potrwa na pewno długo.
W tak zwanym międzyczasie będę dla odmiany dziergać coś niewielkiego tęczowego i pasiastego/wzorzystego.
Póki co zdjęć kilka moherowego udziergu.
A ja zmykam oglądać fajerwerki.
Dzisiaj początek Jarmarku Dominikańskiego :)
Drops Verdi

AAAA

I jeszcze muzyka do dziergania na dzisiaj:


środa, 23 lipca 2014

PASIASTA Z JAWOLL MAGIC DEGRADE

Jawoll magic degrade
Aktualizacja po blokowaniu- nigdy nie załamujemy się po ukończeniu chusty z ażurem.
Czekamy do momentu rozpięcia i wtedy ewentualnie marudzimy.
Poniższy post został przeze mnie napisany po ukończeniu chusty ale przed jej blokowaniem.
Cóż, ażurowa chusta tuż po zrobieniu ma prawo wygląda jak mała, bezkształtna ameba :)
I wykorzystuje je.


Nie jest najbrzydsza.
Jutro wkleję jeszcze kilka zdjęć zrobionych w naturalnym świetle.
 Póki co -mój zielono-czarny pasiaczek.

Jawoll magic degrade
Jawoll magic degrade

Jawoll magic degrade
Jawoll magic degrade
Jawoll magic degrade


Pasiasta chusta, tym razem w kolorze zielonym, leży właśnie w misce z wodą i chłonie Eucalan...
Nie wiem czy mi się podoba.
Zrobiona została z czarnej włóczki Fabel Dropsa oraz jednego motka (troszkę zostało) Jawoll Magic Degrade (kolor 088).
Włóczka Jawoll mnie rozczarowała.
Plątała się niemiłosiernie, trudno ją było doprowadzić do stanu używalności (dwukrotnie nie udało mi się jej rozplątać!), jest cienka i kolor zmienia się dość często co w przypadku chusty nie wygląda specjalnie widowiskowo. Paski są cienkie, czasami ciemnozielony pasek dostawał do towarzystwa jaskrawozielony.
Nie ma mowy o jakimkolwiek cieniowaniu. W szerokiej chuście mam po prostu dużo pasków w różnych odcieniach zieleni.
Ot, zwykły pasiak.
A raczej wina mojego braku wyobraźni. Trzeba było zostawić włóczkę na skarpetki a chustę zrobić z czegoś innego.
Drugim problemem okazało się wykończenie...
Pierwszy raz w życiu prułam coś tyle razy. Border to chyba szósta próba.
Niekoniecznie budząca mój zachwyt.
Nie wykluczam, że zostanie spruta i przerobiona na coś innego ale póki co moknie, zaraz ją zblokuję i jutro wkleję zdjęcia.

A ja siadam w ciągu najbliższych dni do chusty dla Teściowej.
To dopiero będzie wyzwanie. Nie potrafię sobie wyobrazić jak ma wyglądać.
Włóczka zakupiona, leży sobie od jakiegoś czasu. A mnie brakuje pomysłu.


Zdjęcia pasiaka wkleję jutro. Póki co jestem szczęśliwa, że zniknął mi z drutów.
Mogę wrzucić na nie coś kolejnego...
Chusta Gingko?
Aeolian?
Gail?
Ażurowo się zrobiło...
I do tego będzie mgliście bo posiadam w swoich przepastnych szufladach zapas włóczki Baby Silkpaca Malabrigo, efekt będzie mniej więcej taki:
https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=4137999250093604616#editor/target=post;postID=8557078686914856477;onPublishedMenu=allposts;onClosedMenu=allposts;postNum=6;src=postname .

Robi się z niej fantastycznie i mgliste ażury wychodzą jak marzenie...

Dobrej nocy życzę wszystkim :)

wtorek, 15 lipca 2014

URODZIWY PASIASTY



CHUSTA? SZAL? OTULACZ?

Pasiaste "coś" skończone :)
Kilka ciut chłodniejszych dni pozwoliło mi na dokończenie tego szalo-chusto-otulacza.
I...jestem zadowolona.
Robótka jeszcze nie jest zblokowana ale już mi się podoba.
Jest ciepła (akurat podczas ostatnich dni nie było to coś pomagającego ją skończyć:)), duża, bajecznie kolorowa i daje się nią opatulić. Dużo kolorów to atut. Wygląda pogodnie i pasuje praktycznie do wszystkiego.
Chyba zrobię jeszcze jedną chustę pasiasto-kolorową bo ten udzierg zdecydowanie zbyt bardzo podoba się Marci i zapewne wyjedzie razem z nią:)

Chusta powstała na bazie zachwytu robótkami Migdał (nie posiada niestety bloga) i po konsultacjach mailowych z Autorką. Zrezygnowałam z ozdobników bo wydawało mi się, że ten mój szal jest zbyt kolorowy na dodatkowe upiększenia.
Swetry, tuniki i szalo-otulacze Migdał można podziwiać jedynie po wejściu na stronę e-dziewiarka.pl. POLECAM. Ja jestem zachwycona. Jej prace to mistrzostwo świata. Powinna je publikować. Na pewno kupiłabym książkę z wzorami i poradami jej autorstwa.

Póki co kilka zdjęć. Resztę uzupełnię po zblokowaniu.
Blokowanie będzie po ... kupieniu drutów do blokowania. Już je zamówiłam w sklepie metalowym. Bez nich nie sposób dobrze ukształtować tego ogromnego szala.

Dzisiaj wylatuje mój Małżon, czasu na dzierganie będzie więc więcej.
:(
Na pozszywanie czeka niby-Boxy dla Marci.
Mam problem z wykończeniem przy dekolcie. Przerabiam je po raz drugi i nadal nie jestem zadowolona z efektu.
Tak czy inaczej jest juz prawie zrobiony.
I zastanawiam się co dalej.
Chyba moje Sock Malabrigo.
Ewentualnie coś niewielkiego.
A potem chyba znowu pasiasta chusta. Czarny kolor przeplatany kolorowymi, cieniowanymi paskami.
Na pewno cos dużego i takiego do otulenia się.
W kolejce czeka jeszcze parę projektów.


Kończę to pisanie, dzisiaj długi dzien.
Póki co kilka zdjęć w wersji roboczej.

sobota, 5 lipca 2014

PINTEREST

Pinterest "i nie tylko"

Wzięłam sobie do serca deklaracje, że blog będzie o wszelkich przejawach rękodzielniczych "i nie tylko".
Dzisiaj będzie przede wszystkim o tym "nie tylko".
Jako szperacz internetowy potrafiący spędzić sporo czasu przeskakując ze strony na stronę, dopiero niedawno odkryłam Pinteresta.
Jestem fanką.
Nawet udało mi się umieścić na blogu widżet (widget?) :)
Opanowywanie technicznych możliwości bloggera trochę jeszcze potrwa.

Nareszcie mogę wkleić w jednym miejscu zdjęcia, które mnie zainteresowały.
Mam już tablicę z kilkoma moimi "udziergami", inspiracje (jakoś tak "cygańskie" rzeczy ostatnio wpadają mi w oko), drobiazgi dekoracyjne wykonane własnoręcznie na Boże Narodzenie.. (dla mnie, pomimo upływu lat, rok dzieli się nadal na okres Bożego Narodzenia i ten przydługi kawałek poza nim).
Przy okazji oglądania zdjęć po raz kolejny dociera do mnie i śmieszy myśl, ze parę lat temu uważałam, ze nieźle sobie radzę z drutami i szydełkiem.
Rozbrajające ale powodem była niewiedza i totalna ignorancja :)

Wracając do "nie tylko".
Poza tablicami rękodzielniczymi mam też "podróżnicze"...
I poza rękodziełem to chyba najbardziej praktyczne zastosowanie Pinteresta (oczywiście dla mnie).

Mogę w jednym miejscu mieć teraz zdjęcia kawałków świata, które chciałabym kiedyś zobaczyć.
Moim ulubionym sposobem spędzania urlopu jest bowiem zmęczenie się do granic możliwości podczas zwiedzania ciekawych miejsc na ziemi.
Nie jestem w stanie lecieć gdzieś i przez tydzień przemieszczać się z leżaka pod parasolem do baru i z powrotem.
A znam takie osoby.
Nieprawdopodobne wydaje mi się pokonanie kilku tysięcy kilometrów i absolutny brak ciekawości jak też wygląda świat za brama hotelową.
Mam dość mało czasu podczas urlopu i jeżeli tylko mogę spędzić go poza domem to czas ten wykorzystuję do maksimum.
Łażąc i fotografując wszystko co mnie oczaruje.
Kiedy już wiem, że jadę w jakieś miejsce, szperam w Internecie w poszukiwaniu ciekawych miejsc.
A potem dopasowuję trasę w sposób pozwalający je zobaczyć.
Teraz mogę wklejać zdjęcia takich miejsc na tablicy "Miejsca do odwiedzenia".
Mam nadzieje, że uda mi się zobaczyć choć część z nich :)

Na drutach lekki bezruch. Czekam nadal :( na jeden motek Dropsa Delight.
Czasu brakuje mi na wszystko ale staram się przerobić dziennie choć kilka rzędów.
Pasiasty, szary sweter Marci jest już bardzo zaawansowany i w przyszłym tygodniu powinnam go skończyć.
Byłby gotowy już teraz ale to pierwszy sweter, który ma być zblokowany i okazało się, że "ciut" za duży dekolt mi wyszedł.
Zdjęcia będę miała w przyszłym tygodniu i tym razem może uda mi się sfotografować jakoś bardziej przyzwoicie moje szaliczki, chusty i pasiaste udziergi.
Za dwie godziny ląduje bowiem mój Lekko Udomowiony Mężczyzna.
A Mój Lekko Udomowiony Mężczyzna posiada w bagażu podręcznym mój aparat fotograficzny :)

Uciekam, pora się zbierać na lotnisko.

Czasu będę miała przez najbliższe dni jeszcze mniej niż zazwyczaj a tym tygodniu chciałabym skończyć te wszystkie pasiaki bo czeka na mnie na drutach fantastyczna włóczka Sock Malabrigo...
Ależ się z tego cudownie robi.

Pozdrawiam



wtorek, 1 lipca 2014

BABCINE KWADRATY W WERSJI MINI

Kwadratowe cz. 1

Zrobiłam kilka zdjęć uwieczniających postęp prac przy karczku czarnej tuniki...
Już teraz wiem, że zrobiłam błąd łącząc elementy w taki sposób ale... nie ma opcji, niczego nie spruję.
Łączenie tych kwadratów nie należy do moich ulubionych zajęć.
I to ciągłe cięcie włóczki!

W każdym razie konkluzja druga - pora wyciągnąć z czeluści szafy lustrzankę i zacząć robić przyzwoite zdjęcia.
Te, które zamieszczam poniżej najlepiej wyjaśnią o co mi chodzi.

Tyle elementów połączyłam przez ostatnie dni:




Tak wyglądaja z bliska:
A taki (mniej więcej) kolor ma to w rzeczywistości:
To, co wyprawia z kolorem mój "małpi" aparat, nie daje się opisać...
A raczej moje niedouczenie. Pora zabrać się za opanowanie trudnej sztuki robienia zdjęć.

W każdym razie te elementy to czerń w różnych odcieniach zieleni, fioletu, granatu i brązu.

Na razie odkładam kwadraciki, tunikę i szal. Czekam na dostawę włóczki.
Zabieram się za to za sweter w szarościach, który obiecałam Marci skończyć do niedzieli (Opener...).

Zastanawiałam się też nad kształtem tego bloga.
Wypadałoby coś o sobie napisać.
Myślę co można w kilku zdaniach napisać w części "O mnie".
Trudna sprawa. Niezbyt w tej chwili potrafię się określić.
Na pewno obecnie wiele czasu i energii poświęcam na dzierganie, które pozwala mi odpoczywać.
Druga taka rzecz to muzyka.
I oczywiście literatura.

O literaturze może inny razem.
Postanowiłam wklejać tu linki do muzyki, przy której dziergam.
Ostatnio jest to przeważnie klasyka.

Dzisiaj Max Richter.
Twórca muzyki filmowej (Walc z Baszirem).
Tym razem z ostatniej płyty zawierającej jego interpretację "Czterech Pór Roku" Vivaldiego.


Uciekam do szarych pasków. Ciekawa jestem jak wyjdzie ten sweter.
:)