Męczę bo od dawna żaden ażur nie sprawił mi tyle problemów.
Pomylilam się chyba czterokrotnie i musiałam naprawiać błędy.
Wczoraj wkurzyłam się (po kolejnej pomyłce) i wrzuciłam co 20 oczek znaczniki.
Stąd ta kotłowanina na zdjęciu.
Przerabiam właśnie trzeci rząd ażuru.
Za moment zacznie być widoczny co zdecydowanie ułatwi pracę.
Czytanie (środa przecież :)) to "Żuk w pudełku" Juliana Bagginiego.
Na początek - cytaty z okładki:
"Uzależniająca lektura, niczym torba miniaturowych intelektualnych smakołyków."
"Ta książka jest jak sudoku filozofii moralnej."
I jeszcze ciut dłuższy cytat:
Myślę, więc?
Mam na imię Rene. Przeczytałem kiedyś, że jeśli czegokolwiek można być pewnym, to tego, że dopóki myślę, istnieję. Jeśli więc ja, David, w tej chwili myślę, muszę istnieć, żeby to myślenie mogło się odbywać, prawda? Być może śnię, może jestem szalona albo może wcale nie mieszkam w Taunton, ale dopóki myślę, wiem, że Lucy (to znaczy ja), istnieje. Ta myśl mnie uspokaja. Życie tutaj w Monachium bywa bardzo stresujące, a świadomość, że mogę być pewna swojej egzystencji, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Idąc Polami Elizejskimi każdego ranka, często zastanawiam się, czy świat naprawdę istnieje. Czy naprawdę mieszkam w Charlottesville, tak jak sądzę? Przyjaciele mówią mi: "Madeleine, zwariujesz od tych spekulacji!". Ale ja nie uważam się za wariatkę. W tym niepewnym świecie znalazłam pewność. Cogito ergo sum. Ja, Nigel, myślę, a zatem jestem w istocie Cedrykiem.
Zaniepokojonych moim stanem umysłu :) uspokajam. Ten cytat wydaje mi się zabawny.
Mniej zabawne staje się zainteresowanie Felki rękodziełem.
Stała się chyba fanką włóczek Malabrigo (światowa z niej suka i wie co dobre).
Merlin vel Kredek vel Pefron posypia całymi dniami (dostaje leki uspokajające, dzisiaj kontrola u weterynarza a przed nami jeszcze 3 tygodnie gipsu) natomiast Felka uczestniczy czynnie w mojej pasji do dziergania.
Problem w tym, że jest niebywale czujna a przy tym cicha i skuteczna.
Już kilkakrotnie zorientowałam się, że memła w paszczy włóczkę zgarniętą z pudełka na stole tylko po tym, że nitka robiła się mokra od psiego memłania.
Ale to była Sock z poprzedniej chusty. I tak prana przed użyciem, szkoda była więc niewielka.
Teraz dłubię z Baby Silkpaca Malabrigo i wątpię aby dobrze zniosła zainteresowanie psicy...
Pilnuję więc a to z kolei powoduje frustrację Felki.
I moją bo dzierganie z psem wpatrzonym we mnie CIĄGLE nie nalezy do łatwych.
Lizę na to, że w przeciągu tygodnia ta cienizna zejdzie z moich drutów.
Nie jestem tego jednak pewna bo jakoś pod górkę idzie mi dzierganie.tych alpejskich łąk..
Zdjęcie smutnej Felki jest rzeczywiście bardzo mylące - wklejam więc jeszcze kilka innych.
Ona nie bywa smutna. Prawie nigdy. I nie ma metrowej mordki :)
To Llewellin Setter.
I jeszcze jedno zdjęcie - z Merlinem :)
















