Małżonowa chusta powstająca ściegiem tkanym i półtkanym to praca dość/bardzo mozolna.
Porzuciłam ją więc (na moment) na rzecz innych zajęć przedświątecznych.
Przypomniałam sobie dzisiaj o kartkach świątecznych, które miałam zrobić jakoś tak w październiku.
Co roku to samo...
Czasu już naprawdę mało więc mój pierwotny pomysł (haft krzyżykowy) musiał zostać zmodyfikowany a raczej okrojony do minimum.
Powstanie tylko jedna taka karteczka, dla wyjątkowej osoby :)
Pozostałe zostaną zrobione metodą błyskawiczną czyli szydełkowa gwiazdka zamiast paru godzin dziubania maleńkich krzyżyków...
Poza tym, czy macie już upieczone pierniczki?
Bo ja i owszem:)
Oto mój "piernikowy płaskowyż Nazca":
O rękodziele. Chusty, szale, swetry na drutach. Wyroby szydełkowane. Haft krzyżykowy. Czasami zabawki uszyte/zrobione ręcznie. Od czasu do czasu podróże po Irlandii i nie tylko.
sobota, 12 grudnia 2015
czwartek, 10 grudnia 2015
ZAPOWIEDŹ- PLAYA
Dzieje się na drutach...
Chusta wygląda bardzo zwyczajnie a jest zdecydowanie nietypowa.
Otóż.
Wyobraźcie sobie, że zażyczył sobie takowego udziergu nie kto inny jak Pan Małżon.
Podczas pewnego spaceru nad wietrznym Atlantykiem, owinął się moją chustą RAITHNEACH (PAPROĆ)- kliknij i orzekł, że chce. Kształt też ma być taki, żaden szal, szalik, szaliczek, fular (!), komin tylko TO.
Oczywiście bez dziurek i ażurowych wstawek, nie wymagajmy od niego zbyt wiele jak na początek...
Tak więc usiadłam rano i właśnie uznałam,że to będzie coś takiego:
Kształt znany z NURMILINTUU-kliknij i zwykły wzór półtkany.
Przemyślę jeszcze czy robić go jak w probce na zdjęciu, z podwójnej nitki.
Podwójna SOCK MALABRIGO...
Hmmm.
Marnotrawstwo.
Z drugiej strony... szybko by się zrobiła.
Poza tym w planach (i to na dzisiaj - świąteczna kartka oraz posklejanie do konca kilku biżuteryjnych drobiazgów takich jak TEN:
Wieczorem zaś, spacer nad nasze "osiedlowe" jeziorko, które wygląda uroczo przez cały rok (białe i czarne łabędzie, kaczki i mnóstwo gęsi a wieczorami...nietoperze :)) ale teraz wyjątkowo je lubię. Na środku znajduje się bowiem oświetlona szopka.
Szkoda, że zdjęcie "z ręki" i z komórki. Gdybyśmy mieli statyw, byłoby piekne :(
Chusta wygląda bardzo zwyczajnie a jest zdecydowanie nietypowa.
Otóż.
Wyobraźcie sobie, że zażyczył sobie takowego udziergu nie kto inny jak Pan Małżon.
Podczas pewnego spaceru nad wietrznym Atlantykiem, owinął się moją chustą RAITHNEACH (PAPROĆ)- kliknij i orzekł, że chce. Kształt też ma być taki, żaden szal, szalik, szaliczek, fular (!), komin tylko TO.
Oczywiście bez dziurek i ażurowych wstawek, nie wymagajmy od niego zbyt wiele jak na początek...
Tak więc usiadłam rano i właśnie uznałam,że to będzie coś takiego:
Kształt znany z NURMILINTUU-kliknij i zwykły wzór półtkany.
Przemyślę jeszcze czy robić go jak w probce na zdjęciu, z podwójnej nitki.
Podwójna SOCK MALABRIGO...
Hmmm.
Marnotrawstwo.
Z drugiej strony... szybko by się zrobiła.
Poza tym w planach (i to na dzisiaj - świąteczna kartka oraz posklejanie do konca kilku biżuteryjnych drobiazgów takich jak TEN:
Wieczorem zaś, spacer nad nasze "osiedlowe" jeziorko, które wygląda uroczo przez cały rok (białe i czarne łabędzie, kaczki i mnóstwo gęsi a wieczorami...nietoperze :)) ale teraz wyjątkowo je lubię. Na środku znajduje się bowiem oświetlona szopka.
Szkoda, że zdjęcie "z ręki" i z komórki. Gdybyśmy mieli statyw, byłoby piekne :(
niedziela, 6 grudnia 2015
PRZEDŚWIĄTECZNE
Dobry wieczór.
Wrócilam dzisiaj rano z Polski i spieszę napisać choć parę słów :)
Nie miałam zbytnich możliwości technicznych aby wrzucać nowe posty.
Pisanie i publikowanie z komórki nie jest dla mnie zbyt wygodną formą i (to argument najważniejszy) niezbyt było się czym chwalić.
Moje kiepskie samopoczucie przełożyło się na wyniki.
Jedna para mitenek (nie mam zdjęć) oraz trochę świątecznej "drobnicy".
Stadko mikołajkowych sówek.
Podrasowana owca (doczekała sie czapeczki) i prototypy lampionów zrobionyh z filcowych podkładek pod kubeczki.
Lampiony zostana jeszcze sklejone.
I na koniec trochę zdjęć z zimowego Gdańska.
Jak ja lubię to moje miasto.
Jest magiczne nawet bez bożonarodzeniowej (niewątpliwie kiczowatej :)) oprawy.
W następnym poście postaram się wrzucić kilka zdjęć z równie świątecznego Cork
PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Komórka...
Pozdrawiam.
Wioleta
Wrócilam dzisiaj rano z Polski i spieszę napisać choć parę słów :)
Nie miałam zbytnich możliwości technicznych aby wrzucać nowe posty.
Pisanie i publikowanie z komórki nie jest dla mnie zbyt wygodną formą i (to argument najważniejszy) niezbyt było się czym chwalić.
Moje kiepskie samopoczucie przełożyło się na wyniki.
Jedna para mitenek (nie mam zdjęć) oraz trochę świątecznej "drobnicy".
Stadko mikołajkowych sówek.
Podrasowana owca (doczekała sie czapeczki) i prototypy lampionów zrobionyh z filcowych podkładek pod kubeczki.
Lampiony zostana jeszcze sklejone.
I na koniec trochę zdjęć z zimowego Gdańska.
Jak ja lubię to moje miasto.
Jest magiczne nawet bez bożonarodzeniowej (niewątpliwie kiczowatej :)) oprawy.
W następnym poście postaram się wrzucić kilka zdjęć z równie świątecznego Cork
PS. Wybaczcie jakość zdjęć. Komórka...
Pozdrawiam.
Wioleta
sobota, 14 listopada 2015
ZABAWY Z BIŻUTERIĄ CD - PROTOTYP...
Nie mogę się zabrać za dziubanie szydełkowej sukienki...
Dzisiaj miałam mocne postanowienie poprawy i zamierzałam zacząć ale...po pierwsze przestało na moment lać, zapakowaliśmy więc sierściuchy do samochodu i pojechaliśmy na plażę.
Bosko było!
Bryś ma chyba zakwasy bo to było jego pierwsze szalenstwo po złamaniu łapy.
Potem jakoś mi było nie po drodze z szydełkiem i postanowiłam zmierzyć się z pomysłem na biżuterię z haftem.
Cóż, nie jest to do konca to o co mi chodziło ale jak na prototyp to w ostateczności może być :)
Oto moja pierwsza wersja medalionu z haftem.
Haft muszę oczywiście dopracować, zmienić tło i zrobić jeszcze parę rzeczy takich jak impregnowanie ale chyba się pobawię tym pomysłem ciut dłużej.
Tu widać jakie to malenstwo.
I jeszcze parę zdjęć sierściuchów.
Plaża nieopodal Kinsale.
Dzisiaj miałam mocne postanowienie poprawy i zamierzałam zacząć ale...po pierwsze przestało na moment lać, zapakowaliśmy więc sierściuchy do samochodu i pojechaliśmy na plażę.
Bosko było!
Bryś ma chyba zakwasy bo to było jego pierwsze szalenstwo po złamaniu łapy.
Potem jakoś mi było nie po drodze z szydełkiem i postanowiłam zmierzyć się z pomysłem na biżuterię z haftem.
Cóż, nie jest to do konca to o co mi chodziło ale jak na prototyp to w ostateczności może być :)
Oto moja pierwsza wersja medalionu z haftem.
Haft muszę oczywiście dopracować, zmienić tło i zrobić jeszcze parę rzeczy takich jak impregnowanie ale chyba się pobawię tym pomysłem ciut dłużej.
Tu widać jakie to malenstwo.
I jeszcze parę zdjęć sierściuchów.
Plaża nieopodal Kinsale.
środa, 11 listopada 2015
KOLEKCJA CARRAROE i WDiC (Francuska oberża)
Dzień dobry :)
Zadziwiająco mało mam czasu ostatnio (szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nie pracuję...)
Nie pracuję nie oznacza nic nie robię ale mój dorobek (szczególnie dziewiarski) nie prezentuje się okazale.
Rozgrzebanych prac multum.
Dokończonych zero.
Cóż zrobić.
Nie pomogła mi w dzierganiu wizyta w Polsce.
Powrót do Irlandii tym bardziej
Do rzeczy jednk.
Podczas irlandzkich podróży trafiliśmy na koralową plażę (można o tym przeczytać w zdecydowanie przydługim poście - KLIK), z której pochodzą muszelki wykorzystane do zrobienia wisiorków z kolekcji CARRAROE :)
Zastanawiając się nad kilkoma projektami w fazie "nabranie 365 oczek na druty" kleję słuchając muzyki.
W kolejnych postach będzie już chyba pora na coś świątecznego?
Dziergacie coś "choinkowego"?
Moje plany są imponujące. Zobaczymy co uda mi się zrealizować.
Na razie zamiast szydełkować (sukienka!!!) i dziergać na drutach (tu lista jest zbyt długa) oddaję się frajdzie klejenia wisiorków, pierścionków, spinek do męskich koszul, broszek...
Parę zdjec do udokumentowania:
Zgodnie z tradycją jeszcze słów kilka o tym co czytam.
Ciut nietypowo.
Ze względu na rozmiar (olbrzymiej cegły), została w domu Olga Tokarczuk i w związku z tym przerzuciłam się na "czytadło".
Jest łatwo, lekko i przyjemnie.
Julia Stagg "Francuska oberża".
Rzecz dzieje się na francuskiej prowincji zamieszkałej przez małą społeczność składającą się z dość ekscentrycznych egzemplarzy.
Pewnego dnia idylliczny spokój okolicy zostaje zburzony.
Okazuje się, że zaniedbana oberża zmieniła właścicieli.
Kupili ją Lorna i Paul, omamieni wizją cudownych dni spędzanych w malutkim francuskim miasteczku...
Problem w tym, że są ... Anglikami.
Francuska oberża w angielskich rękach. ZGROZA.
Miło się czyta.
Polecam jako nie wymagający myślenia przerywnik i urozmaicacz :)
Poza tym nie czyta się ale czyta do mnie odtwarzacz mp3.
Czyta i każe powtarzać a jest to... Blondunka na językach. Rosyjski, którego uczono mnie kiedyś w szkole i postnowiłam zrobić cokolwiek aby sobie prypomnieć ten język.
Wracam do biżuterii.
Kolejny wpis będzie już (mam taka nadzieję) dziewiarski.
Zadziwiająco mało mam czasu ostatnio (szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że nie pracuję...)
Nie pracuję nie oznacza nic nie robię ale mój dorobek (szczególnie dziewiarski) nie prezentuje się okazale.
Rozgrzebanych prac multum.
Dokończonych zero.
Cóż zrobić.
Nie pomogła mi w dzierganiu wizyta w Polsce.
Powrót do Irlandii tym bardziej
Do rzeczy jednk.
Podczas irlandzkich podróży trafiliśmy na koralową plażę (można o tym przeczytać w zdecydowanie przydługim poście - KLIK), z której pochodzą muszelki wykorzystane do zrobienia wisiorków z kolekcji CARRAROE :)
Zastanawiając się nad kilkoma projektami w fazie "nabranie 365 oczek na druty" kleję słuchając muzyki.
W kolejnych postach będzie już chyba pora na coś świątecznego?
Dziergacie coś "choinkowego"?
Moje plany są imponujące. Zobaczymy co uda mi się zrealizować.
Na razie zamiast szydełkować (sukienka!!!) i dziergać na drutach (tu lista jest zbyt długa) oddaję się frajdzie klejenia wisiorków, pierścionków, spinek do męskich koszul, broszek...
Parę zdjec do udokumentowania:
| Wygląda dziwacznie, prawda? Jest to po prostu pierścionek, schnący pomiędzy grzbietami książek :) |
Zgodnie z tradycją jeszcze słów kilka o tym co czytam.
Ciut nietypowo.
Ze względu na rozmiar (olbrzymiej cegły), została w domu Olga Tokarczuk i w związku z tym przerzuciłam się na "czytadło".
Jest łatwo, lekko i przyjemnie.
Julia Stagg "Francuska oberża".
Rzecz dzieje się na francuskiej prowincji zamieszkałej przez małą społeczność składającą się z dość ekscentrycznych egzemplarzy.
Pewnego dnia idylliczny spokój okolicy zostaje zburzony.
Okazuje się, że zaniedbana oberża zmieniła właścicieli.
Kupili ją Lorna i Paul, omamieni wizją cudownych dni spędzanych w malutkim francuskim miasteczku...
Problem w tym, że są ... Anglikami.
Francuska oberża w angielskich rękach. ZGROZA.
Miło się czyta.
Polecam jako nie wymagający myślenia przerywnik i urozmaicacz :)
Poza tym nie czyta się ale czyta do mnie odtwarzacz mp3.
Czyta i każe powtarzać a jest to... Blondunka na językach. Rosyjski, którego uczono mnie kiedyś w szkole i postnowiłam zrobić cokolwiek aby sobie prypomnieć ten język.
Wracam do biżuterii.
Kolejny wpis będzie już (mam taka nadzieję) dziewiarski.
czwartek, 5 listopada 2015
środa, 4 listopada 2015
WDiC OLGA TOKARCZUK I PRZEDŚWIĄTECZNE UZUPEŁNIANIE ZAPASÓW
Dobry wieczór,
co prawda nie piszę ale gdzies tam jeszcze jestem.
Czasami nawet sięgnę po szydełko czy druty!
Po prostu wpadłam na moment do Gdańska i dwutygodniowy pobyt to "ciut" za mało aby systematycznie zaglądać na bloga.
Dziergam jakieś drobiazgi.
Zbliża się pora moich ukochanych Świąt, wyciągnęłam więc schematy szydełkowych śnieżynek...
Tegoroczną choinkę ozdobią szydełkowe sowy.
Będą ozdobione koralikami, miniaturowymi guziczkami i śnieżynkami oraz dzwoneczkami.
Na bogato.
Odpowiednie zakupy poczyniłam już na jedynym i słusznym portalu aukcyjnym :)
Poza tym miło spędzam czas pomiędzy nerwowym ganianiem i załatwianiem mnóstwa spraw.
Dzisiaj środa, wypadałoby napisać "co się czyta".
Otóż, znużona nieco "czytadłami do środków komunikacji miejskiej" sięgnęłam po książkę cięższego kalibru.
Wystarczy spojrzeć na gabaryty. Cegła waży ponad kilogram i zapowiada się dobrze.
"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk zwinęłam z półki u Teściowej, zachęcona, nie powiem głównie szumem medialnym dokoła Autorki.
Jestem na początku ale już mi się podoba.
Jakieś zdjęcia by się przydały.
Jedyne co nadaje się do pokazania to część sówki i moje zakupy przedświąteczne.
Oczywiście to tylko część łupów. Zupełnym przypadkiem powiększyła się również moja kolekcja kłębków...
Nazywam się Wioleta, nie odłożyłam dzisiaj w sklepie trzech motków Malabrigo...
co prawda nie piszę ale gdzies tam jeszcze jestem.
Czasami nawet sięgnę po szydełko czy druty!
Po prostu wpadłam na moment do Gdańska i dwutygodniowy pobyt to "ciut" za mało aby systematycznie zaglądać na bloga.
Dziergam jakieś drobiazgi.
Zbliża się pora moich ukochanych Świąt, wyciągnęłam więc schematy szydełkowych śnieżynek...
Tegoroczną choinkę ozdobią szydełkowe sowy.
Będą ozdobione koralikami, miniaturowymi guziczkami i śnieżynkami oraz dzwoneczkami.
Na bogato.
Odpowiednie zakupy poczyniłam już na jedynym i słusznym portalu aukcyjnym :)
Poza tym miło spędzam czas pomiędzy nerwowym ganianiem i załatwianiem mnóstwa spraw.
Dzisiaj środa, wypadałoby napisać "co się czyta".
Otóż, znużona nieco "czytadłami do środków komunikacji miejskiej" sięgnęłam po książkę cięższego kalibru.
Wystarczy spojrzeć na gabaryty. Cegła waży ponad kilogram i zapowiada się dobrze.
"Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk zwinęłam z półki u Teściowej, zachęcona, nie powiem głównie szumem medialnym dokoła Autorki.
Jestem na początku ale już mi się podoba.
Jakieś zdjęcia by się przydały.
Jedyne co nadaje się do pokazania to część sówki i moje zakupy przedświąteczne.
Oczywiście to tylko część łupów. Zupełnym przypadkiem powiększyła się również moja kolekcja kłębków...
Nazywam się Wioleta, nie odłożyłam dzisiaj w sklepie trzech motków Malabrigo...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























