Dzień dobry z kapryśnej pogodowo Szmaragdowej Wyspy.
Udręczonym upałem chciałam tylko powiedzieć, że huśtawka: słońce, deszcz, wiatr, słońce etc też daje się we znaki.
Pogoda szaleje.
Rano bywa buro. Po południu potrafi świecić słońce i padać deszcz. Czasami, przez parę godzin nawet doskwiera mi ciepło.
Najbardziej jednak doskwiera mi ból głowy spowodowany skaczącym ciśnieniem.
Tak poza tym - Irlandia jest cudowna.
Piszę tu o okolicznościach przyrody.
Pod koniec ubiegłego tygodnia odwiedziły nas dwie grupy gości z Polski i to jest głównym powodem braku jakiegokolwiek postepu w mojej robótce.
To znaczy przerobiłam przez ten tydzień dosłownie kilka rzędów i szczęśliwie znajduję się już na etapie schematu czwartego.
Chusta będzie mała (wersja mniejsza znaczy się :)).
Robię ją na drutach 3,5 z cienkiej nitki i wyjdzie po zblokowaniu spora.
Wracając do Irlandii- tych parę dni spędziliśmy od świtu do nocy w drodze aby pokazać gościom choć fragmenty Irlandii.
Dzięki temu mogłam wrócić do paru miejsc, które widziałam wcześniej, podczas moich wizyt.
Największym rozczarowaniem okazały się Moherowe Klify (oj, jaka ładnie dziewiarska nazwa...)
Klify są nadal piękne i monumentalne ale...
Podczas mojej poprzedniej wizyty zaparkowaliśmy samochód na poboczu.
Weszlismy na górkę i mogliśmy podziwiać ten cud przyrody.
Teraz powitała nas gigantyczna kolejka na ogromny parking.
Trasa na górkę wyglądała z daleka jak Wielki Mur Chiński utworzony z wędrujących jak mrówki tłumów.
Cóż, Świat się zmienia.
Z dziewiarskich znalezisk- oczarowały mnie golfy na drzewkach w ogrodach zamku Blarney.
Pogoda jak widzicie niezbyt nam dopisywała ale humory i owszem.
Groszkowa parasolka i chusta mojej córki Marci dołączyłły do oczopląsu wzorniczo-kolorystycznego.
Półwysep Dingle.
Jak widzicie nie zapominamy o naszej szczurzej rodzinie, której historię opisywałam w kilku postach
TUTAJ ,
TUTAJ i
TUTAJ (w tle Moherowe Klify).
Nie zabrakło odwiedzin w tradycyjnych irlandzkich pubach:
Swoją drogą bardzo mi się podoba, że stałymi bywalcami w pubach są również ludzie starsi.
Na obrzeżach sporych miast w ogóle w pubach większość klienteli stanowią starsi ludzie. Młodzież bawi się w centrum.
Poza tym oglądaliśmy zamki, mieszkalne wieże, szare kamienne kościoły, cmentarze z celtyckimi krzyżami i chałupki kryte strzechą czyli to wszystko co można podziwiać w przewodnikach turystycznych.
Jak widzicie, na dłubanie oczek nie było zbyt wiele czasu.
Może za tydzień pochwalę się skończoną chustą.
Co się czyta?
Tak na zasadzie "szybkiego czytania" przebiegam wzrokiem pozostałe tomy cyklu Petera Bretta, który zaczęłam czytać od środka bo od "Pustynnej włóczni".
Straciłam jakoś zapał do tego cyklu ale chciałabym dowiedzieć się jakie jest zakończenie więc zapewne dzisiaj uda mi się odłożyć czytnik i zastanawiać się co teraz wrzucić do czytania :)
Wracam do dziergania.
Pozdrawiam.
Wioleta