środa, 19 sierpnia 2015

WDiC - nadal alpejskie łąki, zwiedzanie Irlandii i Peter Brett

Dzień dobry z kapryśnej pogodowo Szmaragdowej Wyspy.

Udręczonym upałem chciałam tylko powiedzieć, że huśtawka: słońce, deszcz, wiatr, słońce etc też daje się we znaki.
Pogoda szaleje.
Rano bywa buro. Po południu potrafi świecić słońce i padać deszcz. Czasami, przez parę godzin nawet doskwiera mi ciepło.
Najbardziej jednak doskwiera mi ból głowy spowodowany skaczącym ciśnieniem.
Tak poza tym - Irlandia jest cudowna.
Piszę tu o okolicznościach przyrody.
Pod koniec ubiegłego tygodnia odwiedziły nas dwie grupy gości z Polski i to jest głównym powodem braku jakiegokolwiek postepu w mojej robótce.
To znaczy przerobiłam przez ten tydzień dosłownie kilka rzędów i szczęśliwie znajduję się już na etapie schematu czwartego.
Chusta będzie mała (wersja mniejsza znaczy się :)).
Robię ją na drutach 3,5 z cienkiej nitki i wyjdzie po zblokowaniu spora.

Wracając do Irlandii- tych parę dni spędziliśmy od świtu do nocy w drodze aby pokazać gościom choć fragmenty Irlandii.
Dzięki temu mogłam wrócić do paru miejsc, które widziałam wcześniej, podczas moich wizyt.
Największym rozczarowaniem okazały się Moherowe Klify (oj, jaka ładnie dziewiarska nazwa...)
Klify są nadal piękne i monumentalne ale...
Podczas mojej poprzedniej wizyty zaparkowaliśmy samochód na poboczu.
Weszlismy na górkę i mogliśmy podziwiać ten cud przyrody.
Teraz powitała nas gigantyczna kolejka na ogromny parking.
Trasa na górkę wyglądała z daleka jak Wielki Mur Chiński utworzony z wędrujących jak mrówki tłumów.
Cóż, Świat się zmienia.

Z dziewiarskich znalezisk- oczarowały mnie golfy na drzewkach w ogrodach zamku Blarney.
Pogoda jak widzicie niezbyt nam dopisywała ale humory i owszem.
Groszkowa parasolka i chusta mojej córki Marci dołączyłły do oczopląsu wzorniczo-kolorystycznego.


Półwysep Dingle.




Jak widzicie nie zapominamy o naszej szczurzej rodzinie, której historię opisywałam w kilku postach TUTAJ , TUTAJ i TUTAJ (w tle Moherowe Klify).

 Nie zabrakło odwiedzin w tradycyjnych irlandzkich pubach:
 Swoją drogą bardzo mi się podoba, że stałymi bywalcami w pubach są również ludzie starsi.
Na obrzeżach sporych miast w ogóle w pubach większość klienteli stanowią starsi ludzie. Młodzież bawi się w centrum.

Poza tym oglądaliśmy zamki, mieszkalne wieże, szare kamienne kościoły, cmentarze z celtyckimi krzyżami i chałupki kryte strzechą czyli to wszystko co można podziwiać w przewodnikach turystycznych.






Jak widzicie, na dłubanie oczek nie było zbyt wiele czasu.
Może za tydzień pochwalę się skończoną chustą.

Co się czyta?
Tak na zasadzie "szybkiego czytania" przebiegam wzrokiem pozostałe tomy cyklu Petera Bretta, który zaczęłam czytać od środka bo od "Pustynnej włóczni".
Straciłam jakoś zapał do tego cyklu ale chciałabym dowiedzieć się jakie jest zakończenie więc zapewne dzisiaj uda mi się odłożyć czytnik i zastanawiać się co teraz wrzucić do czytania :)

Wracam do dziergania.
Pozdrawiam.
Wioleta

niedziela, 16 sierpnia 2015

CO ZWIEDZIĆ W IRLANDII - BLARNEY CASTLE I GOLFY DLA DRZEWEK

Moja chusta Alpine Meadows nie powiększyła się nawet o jeden rząd.
Wszystko to za sprawą fantastycznych gości, którzy nas odwiedzili.
W związku z tą wizytą, ostatnie dni spędziliśmy w drodze po Irlandii.
Na zamku w Blarney znaleźliśmy takie oto dziewiarskie cudeńka...
































 I na koniec jeszcze irlandzki harfista...



:)

środa, 12 sierpnia 2015

WDiC- ALPINE MEADOWS i ...PUSTYNNA WŁÓCZNIA

Upływ czasu mnie zadziwia...
Niewiarygodne, że to już środa.
Wydawało mi się, że kiedy człowiek nie pracuje ma mnóstwo czasu.
Zdaje się, że muszę zmodyfikować tę teorię.
Na dzierganie wcale nie poświęcam więcej czasu niż wcześniej.
Być może to wina wzoru.
Alpine Meadows jakoś ciężko mi się robi.
W zasadzie nie wiadomo czemu.
Nie jest jakoś specjalnie skomplikowana a jednak.
Dobrnęłam do schematu 3.
Jest jej na razie tyle:





Chusta jest na tyle duża (i hmmm nudna ) że chyba zdecydowałam się na wykonanie wersji mniejszej. Mam przed sobą 6 rzędów do przerobienia zanim ostatecznie podejmę decyzję ale chusta już jest duża.
Tym bardziej, że powstaje na rutach 3,75 a ja nie dziergam jakoś szczegółnie ścisłych oczek.
Po zblokowaniu zrobi się bardzo duża.

Teraz o czytaniu.
Dla poprawienia nastroju sięgnęłam po fantasy.
Czy Wy czytacie fantasy?
Bo ja tak i wcale nie uważam, że jest to kategoria literatury dla dzieci i młodzieży.
Tym razem czytam "Pustynną włócznię" Petera Bretta.
Akcja dzieje się w świecie, który po zmroku atakowany jest przez demony.
Życie ludzi podporządkowane jest strachowi...
W dwóch odległych od siebie krainach tego świata pojawiają się Wybawiciele...
Dwóch Wybawicieli to stanowczo za dużo jak wszyscy wiemy.
Historia jest spora (6 tomów). Zaczęłam od środka bo... akurat ten znalazłam na Małżonowej półce z książkami.
Dobrze się czyta bo historia koncentruje się dokoła kilku postaci. Akcja jest wartka i w ogóle to dość dobrze napisana powieść.

I na koniec jeszcze dwie rzeczy.
Słucha się przy tym dłubaniu Jarryd James (podoba mi się!).


Obiecałam sobie, że skoro los rzucił mnie na Szmaragową Wyspę to wpisy będą ilustrowane irlandzkimi obrazkami.
Tym razem puffiny czyli po naszemu maskonury ze Skellig Michael Island.




Pozdrawiam

niedziela, 9 sierpnia 2015

CHUŚCIANY ROK

Ten rok zapowiada się zdecydowanie "chuścianie".

Na drutach Alpine Meadows.
Nie wiem co z nią (ze mną?) jest nie tak ale idzie jak za karę.

Małżon przysłuchujący się wczoraj wydawanym przeze mnie odgłosom (ażur robię i pięć oczek zjechało mi z drutu...) zauważył:
"Nie mówiłaś czasami że dzierganie uspokaja? A jakieś takie agresywne pomruki wydajesz..."
Jestem na razie w połowie schematu drugiego i entuzjazmu mi zaczyna brakować.
Faktem jest, że to coś schodzące z drutów jest ładne.
Bardzo nawet.
Ale...
Tak prawdę mówiąc zrobiłam podsumowanie szali i chust (które swoją drogą bardzo lubię) i tak mi się jakoś wydaje, że ażury w wersji włóczkowej lace ...wykonuję i zazwyczaj oddaję dalej.

Pierwszą mglistą ażurową chustą były Ananasy, od razu po nich - Echo Flowers.
Jedna i druga zmieniła właścicielkę...
Potem z drutów zeszła pierwsza entrelakowa chusta z tęczowej estonki - entrelak został w domu ale w zasadzie nie jest zbyt eksploatowany...

Tutaj krótkie podsumowanie ubiegło i tegorocznego chustowania.
Troszkę tego jest, nie powiem.
Pora na grupę wsparcia?
Po Alpine Meadows mam już pomysł na kolejną ..chustę.
Moją, bo chyba większą frajdę sprawia mi dzierganie "na żywioł" niz z wydrukiem mającym 12 stron.
A jak WY?
Lubicie gotowe schematy czy wolicie dziergać coś swojego?







czwartek, 6 sierpnia 2015

CO ZWIEDZIĆ W IRLANDII - KINSALE I OLD HEAD (podejście do sesji zdjęciowej nr 1)

W poniedziałek przestało lać.
Zarządzilismy więc szybkie pakowanie się do samochodu i wyjazd za miasto.
Irlandzka pogoda bywa kapryśna.
Nie, nie bywa. Ona jest kapryśna i potrafi zmieniać się jak w kalejdoskopie. A tegoroczne lato jest wyjątkowo paskudne.

Tym razem udało się nam złapac odrobinę słońca.

Wrzucam więc kilka zdjęć z tej mini-wyprawy.
Sesja zdjęciowa nie była planowana i jak się okazało, była to słuszna decyzja.Wiało tak bardzo, że prawie cały czas spędzałyśmy na szczelnym omotywaniu się chustami.

Zamieszczone poniżej zdjęcia zostały zrobione w tym tygodniu i wszystkie przedstawiają okolice Kinsale i Old Head na południu Irlandii.

Informuję o tym, gdyż podczs mojego pierwszego pobytu na południu Irlandii byłam mocno zaskoczona krajobrazem i roślinnością tego regionu :)

Pierwsze zdjęcia zrobione zostały podczas "popasu" na kawę w małej knajpce za Kinsale, po drodze na Old Head.

Proszę bardzo, tak potrafi wyglądać Irlandia...









Trochę plaży, płaskiej i dość podobnej do naszego wyobrażenia słowa "plaża".





No dobrze, dodajmy do tego odrobinę krajobrazu "irlandzkiego":









Kinsale - popularny port jachtowy.





I "coś dziewiarskiego"  na koniec.
Dowód na to, że sesja była niemozliwa do zaplanowania i przeprowadzenia.
Szalem można się było jedynie ciasno owinąć i trzymać go kurczowo.
Każda próba ładnego udrapowania dzianiny kończyła się następująco :) :








Jak widać, PAPUGA to udzierg uniwersalny i może służyć również jako poncho.
Na koniec króciutki moment nieuwagi irlandzkiego wiaru i udało mi się uwiecznić usmiech mojej córki Marci.




Dla zainteresowanych iformacjami turystycznymi -w tle mury fortu Karola.
Jest to przykład najlepiej zachowanych w Europie umocnień bastionowych na planie gwiaździstym.



Dość tej PAPUGI, i fortu Karola. Jedno zdjęcie dostanie mój ostatni udzierg czyli RAITHNEACH  :)


Lekko Udomowiony Mężczyzna owinięty w chustę z Socka Malabrigo, wydawał z siebie pomruki pełne aprobaty. Uznał, że udzierg taki jest bardzo praktyczny i być może powstanie jakaś chusta w bardziej męskich kolorach...


środa, 5 sierpnia 2015

WDiC - wstęp do Alpine Meadows i ...Żuk w pudełku

Męczę chustę Alpine Meadows.
Męczę bo od dawna żaden ażur nie sprawił mi tyle problemów.
Pomylilam się chyba czterokrotnie i musiałam naprawiać błędy.
Wczoraj wkurzyłam się (po kolejnej pomyłce) i wrzuciłam co 20 oczek znaczniki.
Stąd ta kotłowanina na zdjęciu.
Przerabiam właśnie trzeci rząd ażuru.
Za moment zacznie być widoczny co zdecydowanie ułatwi pracę.

Czytanie (środa przecież :)) to "Żuk w pudełku" Juliana Bagginiego.

Na początek - cytaty z okładki:
"Uzależniająca lektura, niczym torba miniaturowych intelektualnych smakołyków."
"Ta książka jest jak sudoku filozofii moralnej."

I jeszcze ciut dłuższy cytat:

Myślę, więc?

Mam na imię Rene. Przeczytałem kiedyś, że jeśli czegokolwiek można być pewnym, to tego, że dopóki myślę, istnieję. Jeśli więc ja, David, w tej chwili myślę, muszę istnieć, żeby to myślenie mogło się odbywać, prawda? Być może śnię, może jestem szalona albo może wcale nie mieszkam w Taunton, ale dopóki myślę, wiem, że Lucy (to znaczy ja), istnieje. Ta myśl mnie uspokaja. Życie tutaj w Monachium bywa bardzo stresujące, a świadomość, że mogę być pewna swojej egzystencji, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Idąc Polami Elizejskimi każdego ranka, często zastanawiam się, czy świat naprawdę istnieje. Czy naprawdę mieszkam w Charlottesville, tak jak sądzę? Przyjaciele mówią mi: "Madeleine, zwariujesz od tych spekulacji!". Ale ja nie uważam się za wariatkę. W tym niepewnym świecie znalazłam pewność. Cogito ergo sum. Ja, Nigel, myślę, a zatem jestem w istocie Cedrykiem.


Zaniepokojonych moim stanem umysłu :) uspokajam. Ten cytat wydaje mi się zabawny.

Mniej zabawne staje się zainteresowanie Felki rękodziełem.
Stała się chyba fanką włóczek Malabrigo (światowa z niej suka i wie co dobre).
Merlin vel Kredek vel Pefron posypia całymi dniami (dostaje leki uspokajające, dzisiaj kontrola u weterynarza a przed nami jeszcze 3 tygodnie gipsu) natomiast Felka uczestniczy czynnie w mojej pasji do dziergania.

Problem w tym, że jest niebywale czujna a przy tym cicha i skuteczna.
Już kilkakrotnie zorientowałam się, że memła w paszczy włóczkę zgarniętą z pudełka na stole tylko po tym, że nitka robiła się mokra od psiego memłania.
Ale to była Sock z poprzedniej chusty. I tak prana przed użyciem, szkoda była więc niewielka.
Teraz dłubię z Baby Silkpaca Malabrigo i wątpię aby dobrze zniosła zainteresowanie psicy...
Pilnuję więc a to z kolei powoduje frustrację Felki.
I moją bo dzierganie z psem wpatrzonym we mnie CIĄGLE nie nalezy do łatwych.
Lizę na to, że w przeciągu tygodnia ta cienizna zejdzie z moich drutów.
Nie jestem tego jednak pewna bo jakoś pod górkę idzie mi dzierganie.tych alpejskich łąk..







  A tu wpatrzone we mnie uważnie oczy Felki...



Zdjęcie smutnej Felki jest rzeczywiście bardzo mylące - wklejam więc jeszcze kilka innych.
Ona nie bywa smutna. Prawie nigdy. I nie ma metrowej mordki :)

Tutaj chyba juz (prawie) widać jaka to rasa...





To Llewellin Setter.
I jeszcze jedno zdjęcie - z Merlinem  :)



niedziela, 2 sierpnia 2015

SIERPNIOWE PLANY

Po pierwsze upilnować Merlina...
To plan o priorytecie najwyższym.
Półtoraroczny seter nie jest zaprogramowany na leżenie...


Łapa zostałe skręcona na dwie śruby.
Teraz miesiąc w gipsie i kolejne trzy rehabilitacji.
Trzymajcie kciuki...

Po drugie na druty wskoczyła chusta Alpine Meadows - darmowy wzór do pobrania tutaj

Na razie nie jestem zachwycona ale nie zniechęcam się.
Nie dotarłam jeszcze do ażurowego wzoru.

Po trzecie - sweter dla Marci.
Tutaj jestem na etapie szukania wzoru.
Ma być islandzko/norwesko.
Lopapeysa - może coś takiego ?
Wdzięczna będę za jakieś podpowiedzi.

Po czwarte- zabrać się za angielski a nie za łażenie po mieście.
Znalazłam już potencjalne źródło włóczki... jeden precel już zmienił kształt na kłębek i od razu po Alpejskich łąkach trafi na druty.
Ciekawa jestem jak się będzie dziergało. Malabrigo to nie jest ale nie uprzedzam się.
Plus jest taki, że mogę tę wóczkę obejrzeć na miejscu lub zamówić przez internet tutaj
Irish Fairytale Yarns

Poza tym dopiero wczoraj trafiłam do jaskinii zła...
Vibes & Scribes...

Do niedawna wydawało mi się że to taka "wypasiona" księgarnia/antykwariat.
Antykwariat jest gigantyczny i znakomicie zaopatrzony.
Dziecko moje nabyło sobie przy okazji książkę do łatwego zapamiętywania chińskich znaczków.
Mówi, że to będzie na pewno pomocne gdyby zaczęła nauczać jakieś dziecko języka chińskiego.

Wracając do tematu głównego czyli rękodzieła.
Trafiłam do sklepu sieci Vibes & Scribes z akcesoriami dla zapalonych rękodzielniczek...
Matko.
Sklep ma trzy piętra. Każde z nich może około 100m2.
Tkaniny, kleje, farby, włóczki...
Oczopląs i wybór ogromny.
Włóczki to jedno piętro i jest tam spory wybór (także książek dziewiarskich, które zajmowały caly regał)
Materiały - do wyboru, do koloru.
Gigantyczny regał to były tylko tkaniny "bożonarodzeniowe".
Można było również kupić gotowe zestawy tkanin do patchworku.
Papier, scrapbooking, decoupage.
WSZYSTKO.
Pomijając oczywiście ceny...
Wklejam kilka zdjęć zrobionych komórką...
Nie widać na nich niestety jak to jest ogromne.

Poza tym w sklepie na zamku w Blarney znalazłam włóczkę (100% wełny) do tradycyjnych, irlandzkich swetrów z warkoczowo-kablowymi wzorami.
Zaskoczona byłam ceną. Motek tweedowej włóczki to 6 euro (motek ma około 160 metrów).
Nie jest to zaporowa cena i po głowie chodzi mi już jakiś aranowy udzierg.

Zamiast rozmyślać o niebieskich migdałach i powiększać zasoby w szafach - idę podziergać moje alpejskie łąki.

Pozdrawiam.