środa, 4 stycznia 2017

WDiC HMM...NORA ROBERTS i Aird Mhór

Podróże po Irlandii 

Katedra (i nie tylko) w Ardmore (Aird Mhór)

Sobota nie jest u nas dniem rękodzielniczym.
Zazwyczaj w ten dzień pakujemy naszą parę sierściuchów i jedziemy gdzieś w okolicę z "dużym wybiegiem".
Tym razem "duży wybieg" znajdował się ciut dalej od domu.
Około 60 km za Cork, leży Ardmore.
Mała, nadmorska miejscowość wypoczynkowa z ładną, piaszczystą plażą.
Piaszczyste plaże należą w Irlandii do rzadkości, cenimy je bardzo ze względu na walory "wybiegowe". Dwa trzyletnie setery mają swoje potrzeby :)
Ardmore uznawane jest za najstarszą osadę chrześcijańską w Irlandii.
To na tych terenach żył święty Declan (ok. 350-450 naszej ery)  i chrystianizował Celtów jeszcze zanim na wyspę przybył św. Patryk.

Dlaczego relację z sobotniego wypadu "podpinam" pod środowe wspólne dzierganie i czytanie?
Miejscowość ta stanowi tło wydarzeń tak zwanej trylogii irlandzkiej napisanej przez Norę Roberts. Fanki twórczości pani Roberts przyjeżdżają aby odszukać ślady lady Gwen i Jude Murray oraz rodzeństwa Gallagher.
Z okazji wizyty w Ardmore właśnie "czyta się" audiobook z pierwszą częścią trylogii (Klejnoty słonca). Nie jestem fanką tego typu romansów ale ciekawa jestem jak opisane są irlandzkie okolice, które znam.

Tym razem tuż po przyjeździe na miejsce zrzedły nam miny. Okazało się, że w Ardmore jest spora impreza hippiczna. Parking zajmowały samochody z przyczepami dla koni. Jeźdźcy byli wszędzie a nasza Felka darzy konie szczególnym uczuciem i baliśmy się, że trzeba będzie przenieść się gdzieś dalej. Na szczęście zwyciężyła miłość do kąpieli morskich i po szczekliwym, energicznym powitaniu, dała konikom spokój.

Plaża w Ardmore. Felka i konie

Plaża w Ardmore. Felka i Merlin w wodzie
Zazwyczaj nasze sierściuchy spędzają na szaleńczej gonitwie około godziny czy raczej dwóch. W Ardmore jest jednak więcej atrakcji, pozwoliliśmy pobiegać im paręnaście minut i ruszyliśmy dalej.

Jeszcze jeden rzut oka na plażę w Ardmore
 Nakłonienie Felki, która nie zdążyła jeszcze wrzucić nawet czwartego biegu :), do powrotu, tym razem poszło bardzo sprawnie i ruszyliśmy dalej.

Felka na plaży w Ardmore

Sierściuchy w Ardmore
Psy zatargały nas przez to senne zazwyczaj miejsce na górę, w pobliże katedry. Piszę zazwyczaj gdyż tym razem, poza jeźdźcami na koniach, miejscowość opanował tłum chłopców w wieku lat 6-106, z dziwacznymi kijami, którymi odbijali niewielką piłeczkę. Hurling zwany inaczej gaelickim futbolem opanował drogę, ścieżki, uliczki, cmentarz...
Rozgrywki hurlingowe odbywają się na boisku. Nie wiem czy w Ardmore takiego nie posiadają, czy też to jakaś lokalna odmiana ale gra toczyła się najwyraźniej wszędzie. Postanowiłam zignorować uporczywą myśl, że gdzieś czytałam iż to naprawdę bardzo szybki sport. Piłka uderzona takim dziwacznym, jesionowym kijem, osiąga prędkość nawet 150 km/h... Wykonana jest ze skóry i mam taką w domu, twarda jest jak beton..
Nie podzieliłam się niepokojącymi przypuszczeniami z resztą wycieczki (Teściowa, Małżon i Córka oraz dwa psy, które sądząc po zachowaniu, jako jedyne zdawały sobie sprawę z grozy sytuacji).
Na szczęście obyło się bez ran i bezpiecznie dotarliśmy na górę, z której rozpościerał się widok na katedrę, cmentarz, plażę i Morze Celtyckie oraz górującą nad Ardmore, okrągłą wieżę.
Wieża i stary cmentarz w Ardmore

Okrągła wieża w Ardmore
O okrągłych wieżach pisałam w poście z ubiegłorocznej wyprawy do Connemary (Przeczytaj o wyprawie do Connemary, koralowej plaży i opactwie Kilmacduagh)

Tutejsza wieża jest bardzo dobrze zachowana, pochodzi z XII wieku i liczy około 30 metrów (tak tylko dla porównania napiszę, że to tyle co dziesięciopiętrowy blok mieszkalny...)

Katedra nie prezentuje się bardzo okazale. Ot, ruiny jakich w okolicy wiele. Przy bliższym poznaniu, potrafiła mnie jednak urzec swoją surową urodą. Często zdarza mi się odczuwać podziw i jakiś rodzaj onieśmielenia kiedy widzę bardzo stare, bardzo piękne świątynie. Prawie w nich słychać szept modlitw wypowiadanych przez setki lat, przez kolejne pokolenia wiernych.
Podobne myśli mam zawsze w starych mozarabskich kościołach na północy Hiszpanii.

 
Katedra św. Declana pochodzi z XIII wieku, jednak na jednej z bocznych ścian (zewnętrznej) znajdują się takie cuda:
 
Katedra w Ardmore

Płaskorzeżby na ścianie katedry w Ardmore

Płaskorzeźby te pochodzą z wcześniejszej budowli z IX wieku. Przedstawiają kilka scen biblijnych (Adam i Ewa pod rajskim drzewem, pokłon Trzech Króli, "wyrok Salomona"czy Archanioła Michała ważącego dusze)

We wnętrzu znajdziemy kilka średniowiecznych nagrobków oraz dwa bardzo nietypowe kamienie.



Nietypowe kamienie wyglądają tak:

Kamień ogham w Ardmore
 
Kamień ogham w Ardmore
Kamienie z katedry zaintrygowały mnie kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy.
Nie pojechałam wtedy do Ardmore przygotowana i nie miałam pojęcia na co patrzę.
Kamienie są spore, mają ponad metr wysokości i są jakby "ponacinane".
Sama nie wpadłabym na to, że patrzę na alfabet... 

To co widzimy, te nacięcia to pismo ogamiczne. Jedna z teorii głosi, że zostało wymyślone (na bazie alfabetu) przez celtyckich druidów i było swego rodzaju szyfrem. Miało uniemożliwiać oczytanie informacji podczas inwazji Imperium Rzymskiego.

Krótszy napis głosi "Ukochany". Dłuższy jest jednocześnie najdłuższym napisem w piśmie ogamicznym i jest to: Z Dolativix (PN) (PN), syn kowala Lugud'S, plemienia z Nia Segamain"

Nie chcę już przedłużać tej relacji.
Z atrakcji najbliższej okolicy możemy jeszcze wymienić oratorium św. Declana (VIII wiek).
Podobno to tym miejscu znajduje się grób świętego (ten domeczek na zdjęciu zamieszczonym niżej).

Oratorium św. Declana
 Kolorowe, urocze chatki kryte strzechą:

Dom w Ardmore
Piękną trasę nadmorską z zapierającymi dech w piersiach widokami:





Miejsca do obserwacji wielorybów, delfinów i innych sporych stworzeń morskich:


Kamień św. Declana. Zgodnie z legendą, na kamieniu tym dotarł na wybrzeże złoty dzwon św. Declana, zapomniany podczas przeprawy mnicha z Walii.
Podobno przejście pod nim w dniu 24 lipca, może wyleczyć nas z chorób stawów.


Ardmore na pewno jest bardzo atrakcyjnym miejscem, do którego można wybrać się na krótki, kilkugodzinny wypad.

















































































































14 komentarzy:

  1. Co za wspaniałe miejsce i te widoki! Co do sierściuchów to są wspaniałe i pozytywnie Ci ich zazdroszczę, a ich zdjęcie Felki w ruchu to czysta radość i emanuje z niego ładunek energii.
    Te Twoje relacje z wypadów nigdy nie są za długie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za odwiedziny. Czasami się zastanawiam czy ktokolwiek czyta te moje relacje choć do połowy :)
      Pozdrawiam noworocznie!

      Usuń
  2. Dzięki WDiC natknęłam się na Twój post i utonęłam w nim. Tyle ciekawej informacji,że nie mogłam od razu skupić się. Teraz biegnę do pracy, ale już dzisiaj zasiądę do ponownego czytania. Masz dar przekazywania tekstu krótko, zwięzle i dostępnie. Z przyjemnością będę "wędrować " z Tobą po tym nieznanym dla mnie kraju. A jeszcze na krótko wpadłam na poprzedni post i podpatrzyłam, że znajde tam ciekawy mi temat, a mianowicie -zabawki, bo ostatnio też z nimi się polubiłam. Cieszę się, że tu natrafiłam. Tak szybko mnie się nie pozbędziesz. Pozdrowienia z mrożnego dzisiaj (-13C) Wilna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honorato, zapraszam do siebie :)
      Mam sporo postów roboczych z relacjami krajoznawczymi i w tym roku zamierzam je wszystkie w końcu opublikować. Boję się tylko, że zbytnio odbiegam od charakteru bloga...
      Wilno to jedno z miast, w których nie byłam ale jest bardzo wysoko na liście "do zobaczenia".
      Wszyscy, których znam (i cenię ich opinię) wracali stamtąd zauroczeni.
      A mieszkając w Gdańsku, człowiek się robi dość wymagający :)
      Pozdrawiam, u mnie dzisiaj plus 10°C...

      Usuń
  3. Dziękuję Ci za tę wycieczkę :) Kocham takie miejsca - z dala od popularnych szlaków turystycznych, mające klimat i atmosferę dawnych czasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olabogo, też lubię takie podróże najbardziej. Byłam tylko parę razy na zorganizowanym wyjeździe. Najbardziej lubię zarezerwować lot, wypożyczyć samochód i jechać przed siebie z założeniem, że przez tydzień na trasie muszą znaleźć się dwa, trzy miejsca.
      Czasami trudno uniknąć tłumów ale świat jest pełen absolutnie cudownych miejsc, które nie są jeszcze zadeptane.

      Usuń
  4. Coś niesamowitego, magicznie i pięknie. Cudne zdjęcia - jestem pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Wspaniały post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Irlandia potrafi być czarująca.
      Bywa naprawdę piękna, choć czasami korci mnie aby napisać posta zatytułowanego "tutejsza brzydota"

      Usuń
  5. Ależ tam pięknie! A mnie właśnie na haftowanie świętopatrykowych kartek wzięło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, widziałam ostatnio w sklepie zestaw (kanwa plus mulina) z gotowym wzorem dużego, pięknego celtyckiego krzyża. Kusi mnie teraz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Magia w pełnym tego słowa znaczeniu. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne miejsce, ale sierściuch wymiatają. :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sierściuchy skradły nasze serca kompletnie.
      Zdają sobie chyba sprawę, że uratowaliśmy im życie i bardzo się odwdzięczają. Często się śmieję, że to psy cyrkowe. Różne sztuczki wymyślają i do tego są nieprawdopodobnymi pieszczochami.

      Usuń

Miło mi, że tutaj trafiłaś/-eś. Będzie mi jeszcze bardziej miło gdy zamieścisz jakiś komentarz.