piątek, 28 października 2016

NIE SAMĄ WLÓCZKĄ CZŁOWIEK ŻYJE

Pomyślałam sobie, że dawno nie było zdjęcia biżuterii.
W końcu, nie samą wełną człowiek żyje :)
Zbliża się kiermasz świąteczny i robią się naszyjniki z suszonych roślin.
Materiału dostatek. Zawsze można znaleźć po drodze jakiś piękny jesienny liść.


wtorek, 25 października 2016

POST ROBOCZY

Dzień dobry,

w zasadzie trudno nazwać dzisiejszą działalność "robótką".
Prawie jej nie widać :)
Ale...
Lubię tę małą SZYSZKĘ bardzo. 
Zrobiłam ją na specjalne zamówienie dla małej, uroczej, irlandzkiej dziewczynki (tu można zerknąć na pierwszy wpis o SZYSZCE).
Widzę, że konik jest dość mocno zużyty i cieszy mnie to bardzo. 
Z powodu tegoż zużycia, Szyszka wróciła na moment do mnie.

Méadhbh zgłosiła bowiem wypadek. Konik stracił jedno gwiaździste oczko. Oczko do pary udało mi się znaleźć w skrzyni "ze wszystkim" zawierającej setki guzików, tasiemek, koralików i różności. Przyszyłam odpowiedni guziczek, zerknęłam za okno, zobaczyłam jak jest szaro, buro i deszczowo i sięgnęłam po szydełko. Szyszka dorobiła się z okazji zbliżającej się zimy ciepłej kamizelki z kapturem i kieszeniami. Kieszenie są tak obszerne, że do jednej z nich, zmieścił się miś, mieszkający dotychczas w skrzyni z różnościami. Mam nadzieję, że Méadhbh spodoba się nowy element garderoby. No i miś...








niedziela, 23 października 2016

NADAL KOLOROWO - ZDOBYCZE

Dzień dobry,

nie dość, że Irlandia tej jesieni rozpieszcza nas pogodą (nie leje już od dawna) to w ogóle kolorowo mi.
Wszystko to za sprawą nowych zdobyczy.
Od dawna zabierałam się za zakup pewnego uroczego gadżetu dziewiarskiego ale jakoś tak nie mogłam się zdecydować. Zazwyczaj byl to wybór pomiędzy: gadżet a zakup Malabrigo :)
Malabrigo wygrywało.
Nieoczekiwanie, ów przedmiot pożądania zlokalizowało moje Dziecko. Tu, na miejscu, w Irlandii.
W dodatku w sklepie gadżeciarskim jakim jest Tiger.
Sklepy te charakteryzują się, jakby to powiedzieć, dostępnością cenową.
Tak więc stałam się posiadaczką takiej pięknej, granatowej miseczki.
Na zdjęciu wraz z trzema precelkami urodziwej wełny (Lace Malabrigo).
Miseczka dziewiarska :)
Zamierzam wypróbować ją dzisiaj.
Poza tym, jak już pisałam, pogoda mnie zaskakuje i pozwala dostrzec urodę Irlandii.
Tym razem kilka migawek z najbliższej i ciut dalszej okolicy.
Wiem, ze pokazywałam już Kinsale ale nie mogę się oprzeć wrzuceniu kilku wczorajszych zdjęć.

Kinsale

Kinsale

Kinsale

schody w Kinsale
Na tle tej pstrokacizny nawet niezbyt szokująco wyglądała taka wystawa sklepowa :)

Wystawy sklepowe w Kinsale jeszcze kiedyś zagoszczą na blogu bo widziałam tam przynajmniej jedną bardzo atrakcyjną z dziewiarskiego punktu widzenia.
Wystawa sklepowa w Kinsale

Może dla równowagi jeszcze dwa zdjęcia z Dublina, w którym bylam dwukrotnie w ciągu tygodnia :)
Jedna wizyta "po drodze" i w zasadzie pojechałam tylko po to aby zajrzeć do Trinity College a tam obejrzeć Bibliotekę i Book of Kells.
Book of Kells to bogato iluminowany manuskrypt zawierający teks czterech ewangelii. Został napisany, a raczej stworzony około 800 roku przez celtyckich mnichów i jest jednym z najpiękniejszych dzieł średniowiecza zachowanych do naszych czasów. Jest piękny!
Zdobienia są misterne, celtyckie i niezwykle precyzyjne.
Nie można było robić fotografii, odsyłam więc zainteresowanych do zasobów Intenetu.

BOOK OF KELLS - kliknij

Na szczęście mogłam sfotografować Długą Salę (Long Room) Biblioteki Wchodzi się do niej prosto z pomieszczenia, w którym oglądamy Book of Kells i trudno powstrzymać się od powiedzenia WOW!
Kolejne szeptane słowa, ktore słyszymy dokoła to Harry Potter i Hogwart.
Rzeczywiście trudno oprzeć się wrażeniu, że scenarzyści historii o dzielnym czarodzieju, poszukiwali tu inspiracji. Nie tylko oni zresztą, Long Room stanowiła pierwowzór Biblioteki Rycerzy Jedi w drugiej części Gwiezdnych Wojen (Star Wars Episode II: Attack of the Clones).
Biblioteka jest imponująca. Dwa piętra, 65 metrów długości, 200 000 tysięcy manuskryptów. Robi ogromne wrażenie.



Long Room Trinity College Library

Long Room Trinity College Library

Do zobaczenia, mam nadzieję że będzie bardziej dziewiarsko.

środa, 19 października 2016

DO PARY...

Dzień dobry,


środowy wpis, czyli co na drutach i w trakcie czytania.

Dzieje się para mitenek do kompletu z PASIAKiem.
Zostało mi praktycznie zszycie drugiej i szydełkowe wykończenie z pikotkami.
To najprostsze mitenki świata. Składają się z prostokąta, który zszywamy zostawiając odpowiedniej wielkości otwór, taki aby zmieścił się kciuk.

Czytelniczo też końcówka książki. Właśnie odłożyłam ją na półkę biblioteczki.
Podczas pobytu w Polsce przechodziłam obok empiku i wpadła mi w ręce trzecia część tetralogii Katarzyny Bonda, czyli "Lampiony".
Właściwie nie zamierzałam kupować papierowego wydania bo ilość książek mam zupełnie nieadekwatną do metrażu mieszkania ale...
Jakieś ale zawsze musi być i zmienić nasze plany, prawda?
Tym razem "ale" przybrało postać Autorki, w przecudnej urody kwiecistej sukience.
W związku z tym zakupiłam dwa egzemplarze (jeden dla mojej koleżanki Margo, która jest fanką) owych "Lampionów" i zostałam posiadaczką wydania papierowego i to z autografem.

Pierwsze dwie części podobały mi się, nawet bardzo.
Szczególnie "Okularnik".
"Lampiony" jakoś szczególnie mnie nie porwały. Chyba mam lekki przesyt. Sporo rzeczy się w nich dzieje (jak to u Bondy). Mamy wymuszenia, podpalacza, terroryzm...
Do tego opisy Łodzi. Oczywiście znajdujemy odpowiedź na to, co stało się w ostatniej scenie "Okularnika". Nie jest to zła książka i oczywiście za dwa lata sięgnę po część czwartą opowieści o Saszy Załuskiej (tym bardziej, że Autorka znowu zakończyła tom w sposób nieoczekiwany i zostawiła czytelników z niepokojem "co z...?") ale jakoś nie wzbudziła we mnie szczególnie mocnych emocji.











poniedziałek, 10 października 2016

NOWY PASIAK W CAŁEJ KRASIE

Dzień dobry :)

w ostatnim poście, pisząc o pasiakach (jednym i drugim), użyłam słowa szaliszcze.
Na poprzednich zdjęciach nie było widać tego rozmiaru, poprawiam się więc :)
Pogoda dopisała i korzystając ze słońca na niebie, w sobotę ruszyliśmy nad wodę.
Zabraliśmy ze sobą Dziecko, dwa sierściuchy oraz dwa szaliki i wybraliśmy się nad ocean.
Sierściuchy i Małżon zniknęli nam dość szybko z oczu.
Sesja byłaby zdecydowanie bardziej udana gdyby nie ogólne przeziębienie, zasmarkanie i zatkanie zatok.

Moje ścięgno wymaga nadal trybu oszczędnego (wrrr) i nie mogę się zbytnio forsować.
Zabrałam się więc za zrobienie paru zdjęć.
Efekt mierny bo słońce świeciło jak w środku lata i ... kompletnie niczego nie widziałam na wyświetlaczu. Rzeczywistą wielkość "szaliczków" jednak widać.




PASIAK BIS w prawie całej okazałości


Na koniec jeszcze dwa zdjęcia "starego" pasiaka.
Nosi się znakomicie. To już trzeci sezon i jest naprawę eksploatowany w sezonie prawie bez przerwy.




Na razie.
Póki co zajmuję ręce... klejem.
Następne są w kolejce dwie lale bo przecież bardzo niedługo sezon na upominki świąteczne.


AKTUALIZACJA czyli jak zrobiony jest PASIAK BIS?  :)

1. Nabieram na druty oczka na dwa brzegi plus dwa oczka części centralnej. W moim przypadku brzegi to 6 oczek. Na druty nabrałam więc 14 oczek (6 oczek na prawy brzeg, dwa oczka części centralnej i 6 oczek na lewy brzeg).
Przerabiam 8 rzędów oczkami prawymi (wtedy brzegi zrobione będą ściegiem francuskim). Ja zrobiłam brzegi ściegiem ryżowym, przerobiłam więc 8 rzędów ryżem pojedynczym.

2. Rozpoczynam dodawanie oczek i zmieniam co jakiś czas kolor włóczki.
Dodawanie oczek - w każdym rzędzie strony prawej, po przerobieniu 6 oczek brzegowych, nabieram jedno oczko (nabierałam je wbijając drut pod nitkę pomiędzy oczkami poprzedniego rzędu).
Następne oczka przerabiam na prawo po stronie prawej i na lewo po lewej aż do momentu, w którym na drucie zostaje 6 oczek brzegowych. Wtedy znowu nabieram jedno oczko i przerabiam 6 oczek brzegowych.
Zmiana koloru - części ze wzorem ażurowym robiłam Dropsem Delight.
Pasiaste części - zmieniamy kolor co drugi rząd (lub rzadziej:))

3. Dodajemy oczka do momentu, w którym szal osiągnie odpowiednią szerokość. Jeżeli chcemy części albo część szala zrobić wzorem ażurowym - oczka w części centralnej muszą dać się podzielić przez 12. U mnie część centralna miała 108 oczek (plus dwa brzegi po 6 oczek. Razem 120.

4. Część szala, której nie poszerzam dodawaniem oczek.
Aby na brzegu były dziurki: przerabiam 6 oczek brzegowych, dodaję jedno oczko, kolejne dwa oczka przerabiam razem na lewo, przerabiam część centralną, dwa oczka razem na prawo, dodaję jedno oczko i przerabiam 6 oczek brzegowych.

5. Część szala, którą zwężam.
Tutaj aby nadal na brzegach były dziurki: przerabiam oczka brzegowe, dodaję jedno oczko, kolejne TRZY oczka przerabiam razem na lewo, część centralna, TRZY oczka przerabiam razem na prawo, dodaję jedno oczko i przerabiam 6 oczek brzegowych.

6. W momencie, w którym na drutach zostaje 14 oczek - przerabiam 8 rzędów ściegiem francuskim/ryżem pojedynczym (w zależności od sposobu przerabiania brzegów) i zamykam oczka.

7. Rzędy nieparzyste w całym szaliku przerabiam: oczka brzegowe zawsze na prawo lub ryżem pojedynczym, narzuty i część centralna- oczka lewe.

8. Ażur

Wzór, który wykorzystałam jest niezwykle prosty.
Prawie niczego nie liczymy i w zasadzie może się obyć bez schematu.

"Raport", czyli powtarzalna część składa się z 12 oczek i 20 rzędów. Wzór przerabiamy tylko na prawej stronie szala.

Po przerobieniu oczek brzegowych (i narzutu aby powstała dziurka) przerabiamy:

*4 oczka prawe, narzut, oczko prawe, narzut, 4 oczka prawe, trzy oczka przerabiamy razem w taki sposób aby środkowe oczko było centralnie położone (tu można zobaczyć sposób ich przerabiania)*

powtarzamy to co jest zapisane pomiędzy gwiazdkami do końca rzędu

Przerabiamy 4 rzędy w ten sposób.

Kolejny rząd na prawej stronie szalika to tylko oczka prawe.

Następne rzędy - nad narzutem, oczkiem prawym i narzutem przerabiamy trzy oczka razem. Natomiast po obu stronach oczka centralnego z trzech oczek przerabianych razem, dodajemy oczka. Tak jak poprzednio przerabiamy w ten sposób 4 rzędy.

Nie jestem przekonana czy brzmi to zrozumiale, jutro narysuję schemat...

Wykończenie szala: całość obrobiłam półsłupkami, w co piątym zrobiłam pikotkę.


Schemat :)
Muszę ściągnąć jakiś program do rysowania schematów. Póki co rękodzieło...
W żółtej ramce- tak zwany raport, czyli to co przerabiamy wielokrotnie.


piątek, 7 października 2016

SZAL OPTYMISTYCZNY...

Dzień dobry,
jesiennie już i sezon szalikowy uważam za rozpoczęty.
Co wcale nie oznacza, że będzie szaro, buro i jesiennie.
Będzie raczej tęczowo i optymistycznie.

Gdyby zapytał mnie ktoś o mój ulubiony szal czy chustę (kryterium: opatulenie się), bez wątpienia powiedziałabym PASIAK (wpis ze zdjęciami PASIAKA znajdziesz po kliknięciu w ten link). Żadne ażury, trójkąty czy łódki. Zwykły-niezwykły szal.
PASIAK to nie jest szal. To SZALISZCZE.
Z założenia miał być spory a wyszedł ogromny. Można się nim owinąć dość szczelnie. Co ciekawe, jest zrobiony z włóczek Delight oraz Fabel produkowanych przez firmę Drops, dość cienkich i przez to udzierg można wykorzystać jak klasyczny szalik. Nie tworzy się z niego gigantyczne i niewygodne chomąto.

Moja córka Marcia opatulona PASIAKIEM

Doczekał się do kompletu mitenek z tej samej włóczki.


Jest eksploatoany bardzo intensywnie już trzeci sezon i wygląda jak na swoje przejścia, znakomicie.
Nic więc dziwnego, że motki Dropsa Delight leżały na biurku i kusiły niezbyt długo...
Powstał Pasiak BIS.
Z początku miał to być ZYGZAK ale ostatecznie uznałam, że na ZYGZAKA przyjdzie jeszcze pora i na druty wróciły paski.



Oczywiście różni się od pierwowzoru bo cóż to za radość robić coś po raz drugi według identycznego wzoru?
Jestem ciekawa jak będzie wyglądał po wysuszeniu, kiedy znikną te pagórki i ażury zostaną wyeksponowane.

Zapewne powstanie jeszcze jeden PASIAK, tym razem dla mnie, gdyż ten poleci aż za ocean do mojej Przyjaciółki mieszkającej w Nowym Yorku..

Sesja przed blokowaniem.
Miejmy nadzieję, że pogoda dopisze i uda mi się zrobić mu parę zdjęć na jakiejś urodziwej, irlandzkiej plaży.