Współtwórcy

środa, 29 czerwca 2016

WDiC i CZARNY TEATRALNY

Dzień dobry wszystkim :)

Pogoda dopisuje a ja mam tu ostre urwanie głowy (i problemy z internetem, z komórki to nie to samo...) ale zaglądam :)

Skończyłam czarny szal.
Nazwałam go TEATRALNY bo to udzierg dla Teściowej. Zażyczyła sobie czegoś czarnego, takiego na sukienkę. Zobaczymy czy się jej spodoba bo jeszcze go nie widziała.
Jestem zadowolona. Zrobiłam go z Kid Silka Dropsa i z kolei włóczka nie zachwyciła mnie aż tak bardzo. Cóż, ja po prostu nie kocham moherów.

Wybaczcie zdjęcia. Komórką robione a do tego tę czerń trudno jakkolwiek sfotografować.






Dawno nie pisałam o tym co czytam.
Środa dzisiaj, pora się poprawić.
Czytam w tej chwili  "Jej wszystkie życia" Kate Atkinson.

W wielkim skrócie?
Anglia, rok 1910, Zima. Rodzi się dziewczynka o imieniu Sylvia i ...umiera.
W kolejnym rozdziale, lekarz zdążył dotrzeć na czas i udaje mu się oswobodzić Sylvie z pępowiny...


Bohaterka dostaje od losu drugą szansę. A potem kolejne. Przeżywamy z nią najbardziej dramatyczne wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku.

Jakby to było?
Mieć jedną szansę a potem kolejne?
Rzeczywiście udałoby się nam naprawić nasze życie? A może "poprawić" choć odrobinę świat wokół nas?

Dobrze się to czyta i ciekawa jestem jakie zakończenie wymyśliła autorka dla tej historii.
Przy okazji, poszukującym kryminału, polecam "Czarną serię" tej autorki.
To takie połączenie powieści kryminalnej z obyczajową. Podobały mi się i właśnie dlatego sięgnęłam po "Jej wszystkie życia".


Na drutach moje ukochane Malabrigo. Sock w kolorze Playa :)

Pozdrawiam.

niedziela, 26 czerwca 2016

ROBOCZO

Dzieje sie w upale i dosc niecenzuralnych komentarzach w myslach.
Kid Silk Dropsa i druty nr 5 (?)
Wiekowe. Pozaginane. Ze splatana, pozaginana i sztywna zylka... Kiepskie polaczenie.


wtorek, 21 czerwca 2016

JAGODZIANKOWY PÓŁPRODUKT

Dobry wieczór.

Za zdjęcia tradycyjnie przepraszam.
Sesja wieszakowa, w dodatku w pochmurny poranek.
W dodatku to...półprodukt.
No może 4/5 produkt.
Zabrakło mi włóczki...
Na wieszaku wygląda odpowiednio ale na moje gabaryty potrzeba jednak paru centymetrów więcej :)

To znaczy mam dwa kłębuszki skarpetkowej mazaniny w kolorach odpowiednich ale okazało się, że jest grubsza. Widać było wyraźną różnicę.
Zblokowałam udzierg bo nigdy tak naprawdę nie wiadomo o ile się powiększy przy odpowiedniej sile perswazji. Spektakularnego rozciągnięcia jednak nie ma bo wzór jest dość zwarty (zrobiony szydełkiem numer 2)
Przy okazji tego blokowania i drapowania na wieszaku, uznałam, że poncho wcale nie zostanie zaszyte (taki był pierwotny plan, miał być zaszyty fragment na ramieniu, z otworem na głowę).
Doczeka się kilku drewnianych guzików i dzięki temu będzie można się nim również owinąć jak szalem.
Końcówka powstanie (chyba) z tych bardziej kolorowych motków. Możliwe, że zrobię też jakieś ozdobne wykończenie ale bez przesady, coś małego.

W oczekiwaniu na skarpetkową włóczkę uciekam do czytadła i surowego jedwabiu, z którego własnie wymyślam wakacyjny sweterek.

Miłego wieczoru.








niedziela, 19 czerwca 2016

WAKACYJNIE I JAGODOWO

Dzień dobry,

wpadam żeby się przypomnieć :)
Robótkowo zabrałam się za dwie całkiem nowe rzeczy gdyż nie chciało mi się wlec przez pół Europy prawie skończonego swetra i zrobionej w połowie tuniki...

W domu przejrzałam zapasy włóczkowe i z oczopląśnych motków wełny skarpetkowej powstaje poncho.
Tym razem szydełkowy wyrób.
Ono na razie nie zdradza podobieństwa do czegokolwiek poza szalikiem ale wierzcie mi, ma to być poncho.

Ze względu na kolorystykę, nazwałam je Jagodowy kalejdoskop.
Zobaczcie sami :)
Trudno mi wyobrazić sobie efekt końcowy.
Być może jutro zostanie zblokowany i wtedy zadecyduję czy mi się podoba.

Poza tym czas upływa mi błyskawicznie, jak zwykle w domu.
Niestety, moje plany rowerowe (pobudka o 5:30 i codzienny wypad nad morze) zmodyfikowała Poczta Polska.
Mój rower nadszedł tylko z jednodniowym opóźnieniem ale za to całkowicie uszkodzony...
Czekam na reakcję z działu reklamacji ale jak na razie nic nie wskazuje na to abym w najbliższych dniach mogła sobie pozwolić na rowerową wyprawę.
Szkoda.


Pozdrowienia z pięknego jak zwykle i wakacyjnego Gdańska.


czwartek, 2 czerwca 2016

WDiC i ZAJAWKA

Środa. Kolejny tydzień :)
W związku z nieoczekiwanym szaleństwem pogodowym (nie padało już chyba od tygodnia) i falą upałów, dzierganie jakoś nieszczegolnie mi idzie.
Zajmuję się głównie ... chillatesem ogrodowym.
Wyleguję się w ogródku, sadząc zioła i kwiatki, dłubiąc sobie powolutku na drutach i słuchając tego co w ubiegłym tygodniu czyli "Zapachu kwiatu kawy" Any Veloso.
Skomplikowana miłosna intryga, czasami nieoniecznie typowa, z historią Brazylii w tle.
Zajmującą bardzo bo akcja powieści dzieje się u schyłku epoki niwolnictwa.
Audiobooki trwają parę godzin  i dopiero dzisiaj udało mi się przesłuchać ostatni fragment powieści.
Widzę, że jest też kontynuacja i zapewne sięgnę po nią podczas pobytu w Polsce.


Robi się (zamiast ażurowej, szydełkowej tuniki będącej jak najbardziej na czasie), jesienny sweter z cieniowanej włóczki.
Nie martwię się, że jest ciepły.
Zapłakana Wyspa mnie nie oszuka.
Pewnie za parę dni wszystko wróci do normy  czyli deszczu i temperatury 15 stopni...

Sweter przyrasta.
Ma całą górę i kończę właśnie drugi rękaw.
Dekolt i dół też będzie miał pikotki.
Nad kształtem (i wzorem pasujący do rękawów) jeszcze myślę...