Współtwórcy

czwartek, 12 maja 2016

Viva España cz.1 (Madryt)

Madryt,
od XVI wieku stolica Hiszpanii. Wielkie miasto liczące ponad trzy miliony mieszkańców.
Być może dlatego nie znajduje się na szczycie listy "moje ulubione miejsca w Hiszpanii".
Po prostu nie kocham wielkomiejskiego gwaru.
Nie wyobrażam sobie życia w Londynie, Nowym Jorku czy Tokio...

Oczywiście Madryt oferuje turystom wiele atrakcji. Spędziliśmy w nim tylko dwa dni, z konieczności więc będą to migawki z podróży a nie jakiś choć trochę rzetelny opis miasta.

Wylądowaliśmy, zaczekaliśmy na madryckim lotnisku na naszych przyjaciół z Polski i ruszyliśmy do miasta. Lotnisko jest znakomicie skomunikowane. Prosto z terminali można dostać się na stację metra.

Nocowaliśmy w centrum miasta, zrzuciliśmy więc tylko bagaże i ruszyliśmy sie rozejrzeć.
Planu nie było. Wiedzieliśmy tylko, że rano idziemy do Prado a potem przed siebie.
To rozglądanie się (z przerwami na wino i tapas oczywiście) potrwało parę godzin. Obeszliśmy centrum miasta, Główną ulicę Gran Via, Puerta del Sol, Plaza Mayor...
Trafiliśmy również na dworzec Atocha, który mnie zauroczył oraz do Parku Retiro z jego Kryształowym Pałacem.
Madryt: Plaza Mayor

Madryt: kafelki

Madryt: Dworzec Atocha

Madryt: żółwie na Dworcu Atocha
Wskoczyliśmy również do Mercado de San Miguel. Podobno mają tam najlepsze tapas w Madrycie. Zaopatrzyliśmy się oczywiście w bagietki z szynką serrano i chorizo. Zrobiliśmy parę zdjęć i ruszyliśmy dalej.

Madryt: Mercado de San Miguel

Muzeum Prado mnie oszołomiło. Cóż, przez Polskę przetoczyło się tyle wojen i nawałnic historii, że nasze muzea i kościoły świecą pustkami. Rozgrabione arcydzieła znaleźć można teraz w muzeach naszych sąsiadów...

Według prof. Jana Pruszyńskiego szacunkowa wartość rynkowa dzieł sztuki zrabowanych przez Niemców i Rosjan w Polsce w latach 1939–1945 wynosi 30 mld dolarów (cytuję tu wikipedię)

Jeżeli ma ktoś ochotę może zajrzeć do KATALOGU STRAT WOJENNYCH

Jeżeli uwzględnimy wcześniejszą historię Polski, potop szwedzki, zabory, pierwszą wojnę światową - bilans jest przerażający. Podobno nikt tak nie ograbił Polski jak Szwedzi (nie na darmo mówi się o potopie szwedzkim)

Mniejsza z tym, to tylko luźna dygresja. Po prostu trudno tego nie zauważyć podczas podróży do takiego kraju jak Hiszpania. Nigdzie nie widziałam tak bogatych kościołów. Te kilkudziesięciometrowe drewniane ołtarze pokryte złotem...

Muzeum Prado zawiera olbrzymią kolekcję bezcennych dzieł sztuki.
Z tego względu żałowałam, że nasz pobyt w tym mieście nie trwa dłużej.
Do Prado można wchodzić bezpłatnie, w godzinach 18-20 i tak należałoby zwiedzać tak ogromną kolekcję. Z konieczności tylko "przebiegliśmy" dwa poziomy muzem.
Zobaczyłam mojego ulubionego Velazqueza i "Panny dworskie". "Maję ubraną" oraz "Maję nagą" pędzla Goi, przede wszystkim jednak Boscha i jego niewiarygodny "Ogród rozkoszy ziemskich".
I wiele, wiele innych bezcennych dzieł sztuki.

Muzeum posiada oczywiście stronę internetową i można pooglądać ich zbiory choć w ten sposób.

Zamierzaliśmy wyjechać z miasta jeszcze tego samego dnia wieczorem, więc po paru godzinach wędrówki po Prado, wypiliśmy kawę i ruszyliśmy zwiedzać dalej.
Obejrzeliśmy oczywiście katedrę la Almudena. Piszę oczywiście ponieważ jestem ogromną miłośniczką katedr, bazylik i kościołów.
La Almudena jest nietypowa bo to "młoda" katedra. Jej budowę rozpoczęto w XIX wieku a ukończono w roku 1993.
Wolę stare katedry, grube mury, witraże, sklepienia, pinakle...
Wiecie, ducha minionych czasów, szept modlitw pokoleń przed nami, który odbija się w starych świątyniach i prawie można je usłyszeć.
Poza tym zawsze gdy widzę budowlę wzniesioną setki lat temu, czuję szacunek dla budowniczych.
Bez nowoczesnych technologii, sprzętu, elektroniki, komputerów potrafili stworzyć arcydzieła architektury.

La Almudena jest nowa ale nieoczekiwanie dla mnie samej, spodobała mi się.
Jest taka "indiańska" i pogodna przez witraże i zdobienia w stylu pop-art.

Madryt: katedra la Almudena

Madryt: katedra la Almudena

Madryt: katedra la Almudena
Po katedrze obejrzeliśmy (jedynie z zewnątrz) Pałac Królewski i ruszyliśmy po wynajęty samochód.
Madryt: Palazio Real

Madryt mnie nie rozczarował ale i nie oczarował.
Oczywiście na pytanie "czy warto go zwiedzić" jest możliwa tylko odpowiedź twierdząca.

Planuję jeszcze jedną podróż do tego miasta. Nie wiem kiedy ale jeżeli będę mogła to wrócę tu.
Zajrzę już tak na spokojnie do Prado a potem koleją podmiejską udam się do Segovii, Toledo i mojego ukochanego hiszpańskiego miasta, którym jest Cuenca.
Potraktuję je raczej jako miejsce lądowania i dogodny punkt do zwiedzenia okolicznych miast.


Jeżeli ktokolwiek to w ogóle przeczytał to uprzedzam, że ciąg dalszy nastąpi...

4 komentarze:

  1. Od kiedy znalazłam Pani bloga zaglądam tu regularnie i nie mogłam się doczekać relacji z podróży. Nieoczekiwanie czytam o miejscach, które niedawno oglądałam sama i cieszę się że komuś jeszcze się podobają. Na następny pobyt w Madrycie polecam moje ukochane muzeum Thyssen-Bornemisza i Reina Sofia ze sztuką współczesną. Niestety tej cudnej katedry nie widziałam. A co z Bisem?
    Pozdrawiam El

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Bis został zapakowany do samochodu i tak pokonał całą trasę. Obawiam się, że to nadmiar wina spowodował to karygodne zaniedbanie jakim jest brak porządnej sesji zdjęciowej. Jedyne zdjęcia jakich się doczekał to hala odlotów w Madrycie. Trasę Hizpania-Polska pokonał na kolanach i wzbudzał sensację na pokładzie.

      Usuń
  2. Oj Viola! Tak zachęcasz, nie mogę się doczekać kiedy wreszcie tam dotrę. Za to mam wspaniałego przewodnika :) pisz, pokazuj, a ja będę dziękowała i pójdę Twoimi śladami...
    Pozdrawiam serdecznie ze słonecznego Galway. Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczna relacja z Madrytu :-) Piękne zdjęcia :-)
    Nie byłam niestety i nic nie zapowiada, żeby kiedyś odwiedziła to cudowne miasto.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tutaj trafiłaś/-eś. Będzie mi jeszcze bardziej miło gdy zamieścisz jakiś komentarz.