poniedziałek, 18 kwietnia 2016

WEEKEND z IRLANDIĄ


Dobry wieczór,

dzisiaj wpis tylko odrobinę dziewiarski, w dodatku dla cierpliwych (to za sprawą wielu zdjęć oraz mojej gadatliwości).

Dziecko robi prawo jazdy.
Przezimowałyśmy i póki co mieszkamy w Irlandii, nie będzie więc to wpis mrożący krew w żyłach o kolejnych, nieudanych próbach zdobycia uprawnienia do prowadzenia pojazdu mechanicznego.
Dziecko moje próbowało zrobić prawo jazdy w Polsce, stawiając się na kolejne egzaminy w lokalnym PORDzie.
Po cyklu niepowodzeń (zbyt mało dynamiczna jazda, zbytnio dynamiczna jazda, wymuszenie pierwszeństwa na drodze, na której drugi samochód znajdował się o 150 metrów od skrzyżowania etc.) oświadczyła nam, że dość tego. Nie zamierza utrzymywać lokalnego Ośrodka Ruchu Drogowego...
Faktem jest, że zostawiłyśmy w tym PORDzie kwotę, która wystarczyłaby na zakup małego, używanego samochodu.

Do rzeczy jednak.
Po przylocie do Irlandii pofatygowała się do lokalnego urzędu, w celu zdobycia uprawnionego "papieru".
Zaopatrzyła się w książeczkę z zasadami, umówiła termin egzaminu, zapłaciła i wróciła do domu.
Po tygodniu oczekiwania udała się na egzamin, który zdała (prosty był podobno jak drut i bardziej na logikę niż wyuczone bezmyślnie zasady).
Odebrała tymczasowe prawo jazdy (provisional licence) i zaczęły się lekkie schody...

Ubezpieczyciel odmówił dopisania jej do ubezpieczenia ojca.
Musicie wiedzieć, że w Irlandii obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne "doszyte" jest do kierowcy.
Nie można ot tak po prostu wziąć kluczyków, prawa jazdy i samochodu Papy.
Ubezpieczyciel nie zgodził się na dopisanie jej bo samochód za duży (pojemność 2.0) a ona za młoda i bez pełnych uprawnień (full licence).
Ostatecznie sprzedaliśmy samochód (i tak mieliśmy taki zamiar :)) zakupilismy małą Mazdę, załatwilismy formalności polisowe i Dziecko mogło ruszyć w Irlandię.
Można tu jeździć od razu po zdaniu teorii (z osobą towarzyszącą posiadającą uprawnienia).

Po tygodniu i kilku trasach miejskich przyszła pora na wyruszenie w świat.
Trzeba się edukować i Dziecko wozi nas wszędzie.
Czy tego chcemy czy nie :)
Wczoraj zapakowaliśmy się do samochodu z zamiarem zrobienia dłuższej trasy, poza miasto.

Wyruszyliśmy z Cork rano.
Około 10 byliśmy w Macroom skąd po szybkiej kawie, pojechaliśmy dalej.
Tuż za Macroom znajduje się dość nietypowy zbiornik wodny.
Jest to spore rozlewisko utworzone przez rzekę Lee.
Wody było sporo, kiedy jej stan opada, robi się bardziej widowiskowo gdyż nad powierzchnia znajdują się pnie zatopionych drzew...

Po chwilowym przystanku udaliśmy się w dalszą drogę.
Kolejny mini postój zrobiliśmy przy ruinach maleńkiego kościoła w Inchigeelagh.



Uwielbiam te irlandzkie ruiny z szarego kamienia.

Zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć urokliwej okolicy i ruszyliśmy dalej.

Celem naszej wyprawy była Gougane Barra.

Jest to głębokie jezioro, w którym rozpoczyna bieg rzeka Lee (to ta sama, która zalewa cyklicznie Cork). Na wysepce przy brzegu znajduje się maleńka kaplica (St Finbar's Oratory), połączona z lądem kamienną groblą. Podobno to w tym miejscu modlił się i mieszkał święty Finbarr.
Miejsce jest urocze i stanowi ulubione miejsce zaślubin irlandzkich par z bliższej i dalszej okolicy.
Do niedawna termin trzeba było zarezerwować nawet dwa lata wcześniej!


Dodatkową atrakcją jest las. 
LAS!
Nie zamieszczam zbyt wielu relacji z krótszych i dłuższych wypasów po Irlandii ale las jest tu towarem deficytowym.

Była to moja pierwsza wizyta w tym uroczym miejscu i cieszę się, że udało się nam tam dotrzeć.
Okazało się, że las został przed kilkoma laty zaatakowany przez grzyba.
Wycięto już spore fragmenty starego drzewostanu, którego nie udało się uratować.
Dodatkowo przeszła przez okolice jakaś wyjątkowo silna wichura i poza ściętymi drzewami, napotykaliśmy pnie drzew wyrwanych z korzeniami...




Część dawnego lasu nadal trwa (choć obawiam się, że przegrywa walkę :()
Pomimo tego jest tu pięknie!
Irlandzkie dywany z mchu oczarowują mnie za każdym razem kiedy je widzę.
Tutaj mogłam "napaść oczy".






Jechaliśmy taką TRASĄ
Wiecie o czym myślę cały czas?
O tym, że w Polsce co tydzień tysiące sfrustrowanych osób próbuje zdobyć dokument uprawniający do prowadzenia samochodu.
Podobno oblewają dla swojego i innych dobra.
Cóż, jest wiele miejsc na świecie, w których jakoś ten problem nie istnieje.
Moje Dziecko po czterech latach "niejeżdżenia" wsiadła tu do samochodu i pojechała.
Porusza się w obcym kraju, obcym mieście. Uwierzcie mi, że Irlandia to nie Ameryka.
Nie przesadzają tu z wylewaniem metrów kwadratowych nawierzchni.
Powiedziałabym raczej, że ich drogi przypominają gabarytami domy.
Cóż, są...lilipucie?
Wąsko, bez pobocza, niebezpiecznie.
Jeździ. Nabiera wprawy. Za miesiąc, dwa umówi się na egzamin i zrobi "pełne" prawo jazdy.
Mam przyjaciółkę mieszkającą w Nowym Yorku.
Nie posiada prawa jazdy.
Powiedziała mi, że nikt w pracy by jej chyba nie uwierzył.
To tak jakby przyznać się do analfabetyzmu.
Prawo jazdy ma tam każdy.
Więc dlaczego?
Dlaczego u nas tyle spraw musi wyglądać tak a nie inaczej?


Rozpisałam się.
Pora na akcent dziewiarski.
Dłubałam w samochodzie Leona Bis.
Powolutku rośnie.

Dzisiaj późnym popołudniem ruszyliśmy nad morze.
Kierunek Garryvoe.
Przy okazji chrzest bojowy przeszła moja chusta WICHROWE WZGÓRZA
Nad wodą jest dość chłodno ale zawsze przecież można owinąć się chustą, prawda?
Dopiero nad oceanem możemy w pełni docenić możliwość opatulenia się czymś ciepłym...









9 komentarzy:

  1. Śliczna chusta w moich kolorach ! Miłego zwiedzania . ..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet mnie nie stresuj prawem jazdy... mój syn niedługo kończy 18 lat i marzy o tym papierku... Teoretycznie już zdał - był w moim brzuchu, jak ja zdawałam :-)
    Chusta pięknie wygląda w tym cudownym miejscu.
    Piękne zdjęcia :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo piękny udzierg w ciekawych kolorkach. Irlandzkie klimaty robią wrażenie! Ruiny boskie i fantastyczne!. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widoki cudowne, a chusta piękna:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne zdjęcia! Las wygląda rewelacyjnie.
    Ja też jakiś czas męczyłam się z prawem jazdy, ale w końcu udało się. Jednak ile łez wylałam zanim je w końcu dostałam...

    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że w wielu miejscach nie istnieją problemy, które w Polsce istnieją w nadmiarze. W mojej pracy jest to na porządku dziennym, bo przecież jak nie będziemy sobie stwarzać problemów i nieustannie się nimi zamartwiać umrzemy jak nic.
    Takich zdjęć nigdy za dużo. To wszystko jest fantastyczne, ja to mogę oglądać bez końca. Cudna chusta, chusty bardzo mi się kojarzą z takimi "wichrowymi wzgórzami"

    OdpowiedzUsuń
  7. Widoki zachwycają oko.Chusta przepięknie wykonana.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne fotki i chusta bardzo piękna. Kolory mroczne, ale bardzo klimatyczne :) A wycieczka baaardzo udana! Zazdroszczę :) Dobrze, że Was Martusia tak wozi.
    Trzymajcie się ciepło, Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Twoje zdjęcia, są przepiękne! Chusta również śliczna:)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tutaj trafiłaś/-eś. Będzie mi jeszcze bardziej miło gdy zamieścisz jakiś komentarz.