sobota, 8 listopada 2014

DO TRZECH RAZY SZTUKA

Pechowy tydzień...

Długi weekend za pasem a mnie trapi jakiś dziewiarski pech.
Zamierzałam wykorzystać tę górę wolnego czasu (przedłużony weekend) aby dokończyć kamizelkę.
Nie da się.

Najpierw zorientowałam się, że kończy mi się włóczka. Byłam przekonana, że mam jej mnóstwo ale te wszystkie torebki, piórniki..
Znalazłam jeszcze jeden motek. Zamówiłam kolejne ale nie dotarły na czas.
Potem złamał mi się jeden drut.
Teraz drugi.
Zdecydowałam, że pomimo całej mojej sympatii do pięknych, drewnianych KnitPro, następne będą metalowe.
Uparłam się, że zmienię druty na mniejsze i będę robić bardzo luźne oczka.

Wygląda ok.
Ale...
Robię tę kamizelkę od dołu, bezszwowo.
Na bokach zmniejszam ilość oczek.
Właśnie zorientowałam się, że odejmowanie oczek zaczęłam w złych miejscach...
Tak więc pruję.
:)

Chyba jednak dokończę entrelakowy komin (jeszcze jedno okrążenie mi zostało) i wydziergam ze dwie czy trzy gwiazdki choinkowe w wolnych chwilach.

A póki co idę pruć.


Prucie idzie mi dużo szybciej niż dzierganie :) i mojej kamizeli jest znowu tyle:
Dół ostatecznie ma oczka rakowe, uznałam, że tak bardziej mi się podoba. Poza tym wykończę w ten sam sposób pozostałe brzegi.
Sprułam spory kawałek (centymetrów w górę nie za wiele ale obwód... ho ho :) ) Było tego tyle:

I chciałam napisać, ze być może jednak dokończę do wtorku moją kamizelę bo dostałam smsa, ze w paczkomacie jest moja włóczka.

To się nazywa ekspresowa przesyłka. Właśnie ją odebrałam.
Jaka śliczna gwiazdka i wizytówka, zerknijcie :)


Tyle tylko, że... ja tę kamizelę to dziergam z włóczki Fabel a zamówiłam (oczarowana promocyjną ceną zapewne i mocno zagoniona) Alpacę Dropsa...

Pomroczność jasna.
Pechowa ta kamizela i tyle.

Ale nic to.
Zrobię ile się da. Może po przeszukaniu wszystkich szuflad, koszy, koszyczków i kartonów odnajdę gdzieś schowany brakujący kłębuszek.
U góry będzie jeszcze kawałek kolorowy a wraz z tą Alpacą zamówiłam też jeden motek Fabel (-a?)
Zupełnie zresztą tego nie kojarzę.
Praca w ostatnim miesiącu dała mi się mocno w kość. Pora na jakiś dłuższy odpoczynek.

Tymczasem listopad i grudzień nie zapowiadają się wcale na lżejsze.
A to juz przecież pora na przygotowania przedświąteczne. Czasu na dzierganie zrobi sie jeszcze mniej.
W przyszłym tygodniu "nastawię" ciasto na pierniczki. Niech sobie leżakuje w ceramicznej misce :)
I przy okazji pojawi się na blogu więcej "i nie tylko".
Bardziej kulinarnie zapewne.
Pozdrawiam i idę do mojej kamizelki.

3 komentarze:

  1. Coraz bardziej jestem ciekawa tej kamizelki:) Co do pracy to się ciesz, że ją masz u mnie to jest towar deficytowy sama coś o tym wiem:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj Basiu, u nas też nieciekawie z pracą. Często się zastanawiam jak to możliwe. Taka wielka aglomeracja. Gdańsk, Gdynia, wszystkie okoliczne miasta... Przecież to naprawdę nie powinien być problem aby znaleźć zatrudnienie. Tymczasem ofert pracy za wiele nie ma. No, chyba, że jest się informatykiem lub malarzem-tynkarzem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać efektu końcowego. Zapowiada się cudnie. Pozdrawiam serdecznie. Ela

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że tutaj trafiłaś/-eś. Będzie mi jeszcze bardziej miło gdy zamieścisz jakiś komentarz.